Uwielbiam pchle targi - odzywa się we mnie żyłka poszukiwaczki skarbów. Lubię też obserwować, chłonąć nowe miejsca, życie w nich się toczące (nie mylić z podglądaniem). Przedwczoraj miałam zatem dzień tego, co lubię - wybraliśmy się dzięki K. (dzięki ;) na ogromny suq Haraj bin Qassem (czyt. haradż bin qassim, exit 21 on the Ring Road). Choć większy obszar rynku Haraj bin Qaseem zajmują stanowiska z rzeczami z odzysku, znajdziemy tu poza nimi, produkty nowe (np. cudzoziemki przyjeżdżają tu by poszperać w ciuchach - jak wieść niesie można upolować suknie światowych designerów z szaf saudyjskich księżniczek - jeszcze z metkami), do tego jest tu wszystko - wyposażyć można za jednym zamachem cały dom. No może nie za jednym zamachem (spędziliśmy tam pięć godzin) ale na pewno w jednym miejscu. Potrzeba tylko cierpliwości, mocy w nogach, samozaparcia i - wiedzieć gdzie czego szukać...
Na rynek warto udać się w świetle dnia - miesiące zimowe sprzyjają temu najbardziej; bez dzieci i z dużym zapasem czasu... Wodę można kupić na miejscu, aczkolwiek przydadzą się rękawiczki - kurz pokrywa wiele towarów. Mnie urzekły dwa kominki do palenia drewienek oud i nie mogłam się im oprzeć - wg mnie - zabytkowe i z "duchem"; wg mego męża - stare i nieładne :D. "Moda" na starocie do Arabii zdecydowanie nie zawitała...






Uwielbiam takie miejsca! Moge spedzac cale dnie na targach itd.
OdpowiedzUsuńUwielbiam tez wszelkiego rodzaju Souqi :)
A czemu kobiet niewiele?
OdpowiedzUsuńA nie wiem dlaczego. Większość jest w centrach handlowych. Widziałam może z dziesięć sztuk na bazarku nie licząc mnie ;).
OdpowiedzUsuńA to dziwne, bo to chyba raj dla kobiet ;) Przynajmniej dla mnie :)
OdpowiedzUsuńMoże taki dzień, nie ta godzina ;). Na regularnych bazarach (nie mylić z centrami handlowymi) z ubraniami (nowymi), przyprawami, jest zawsze więcej kobiet. Może akurat tych staroci tak nie miłują ;) - a my głównie tam się kręciliśmy. Zobaczę jak będzie następnym razem.
OdpowiedzUsuń