©2008-2013 arabiasaudyjska.blogspot.com / Umm Latifa in Saudi Kingdom
ALL RIGHTS RESERVED / wszelkie prawa zastrzeżone
Kopiowanie i rozpowszechnianie artykułów, treści opublikowanych oraz zdjęć mego autorstwa bez mej zgody pisemnej zabronione.

Respect copy rights - they are protected.
Copying images, text published on the blog without a written permit from the author is forbidden, as well as removing name of the author and address of the blog from images published underneath. Do not commit cyber crime.


30 sierpnia 2010

obce żony Saudyjczyków - Susie of Arabia

Z serii wywiadów z obcymi żonami Saudyjczyków, przeprowadzanych we współpracy z Tarą Umm Omar. Oryginał pojawił się na jej blogu. Przekład na polski Umm Latifa.  Thank you Susie! 

Susie of Arabia, Amerykanka po 50tce, której saudyjski mąż po 30 latach małżeństwa (w Stanach) decyduje się wrócić z rodziną do swego kraju. Susie od  2007 roku mieszka w Dżeddzie. Prowadzi dwa blogi: Susie's Big Adventure oraz Susie of ArabiaOto co mówi o sobie, swoim małżeństwie z Saudyjczykiem i życiu w Arabii.

- Jesteś żoną Saudyjczyka?
Tak, jesteśmy razem 32 lata… .

- Od kiedy mieszkasz w Arabii? 
 
Przenieśliśmy się do Dżeddy w Arabii Saudyjskiej około 2,5 roku temu, jestem nadal nowicjuszką w porównaniu z żonami Saudyjczyków, które poznałam.

-Praca, hobby, zainteresowania?
 
Nie pracuję, aczkolwiek byłam aktywna zawodowo przez całe swoje życie w Stanach, przed przeprowadzką. Moje hobby oscylują wobec wszystkiego, co kreatywne – piszę dwa blogi – to prawie jak praca na pełnym etacie, zajmuję się fotografią, maluję, szyję i robię biżuterię.

- Kiedy i gdzie spotkałaś swego męża?
 
Podobnie jak wiele żon Saudyjczyków, poznałam męża na studiach, w Stanach. To było w 1977 roku, poznaliśmy się kilka dni po jego przyjeździe do Arizony. Dla nas obojga, sądzę, była to miłość od pierwszego wejrzenia.

- Jak długo znaliście się przed ślubem?  
Byliśmy ze sobą dość długo, ponad 12 lat. Mój mąż chciał ukończyć doktorat i podjąć się pracy w swoim zawodzie przed zawarciem małżeństwa.  Szczerze nigdy nie sądziłam, że się pobierzemy – on od początku stawiał sprawę jasno – tytuł naukowy i powrót do kraju, by tam żyć – beze mnie. Po pięciu latach razem, rozstaliśmy się, ponieważ nasz związek był po prostu – zbyt intensywny i trudny. Kochaliśmy się bardzo, ale jednocześnie wiedzieliśmy, że to związek bez przyszłości. Potem oboje zrozumieliśmy, że wolimy spędzić tę resztę czasu, jaką nam dano - razem, a nie osobo, więc wróciliśmy do siebie, do związku bez oczekiwań czy nadziei. To było o wiele zdrowsze. Nasz ślub po tym wszystkim, był rzeczą raczej niespodziewaną...

- Ile czasu zajęło wam otrzymanie pozwolenia na ślub? (zalegalizowanie małżeństwa w SA – przyp. Umm Latifa)
 
Nasze zajęło stosunkowo krótko, myślę, że krócej niż kilka miesięcy, ale mąż musiał zapłacić sporą kwotę dla księcia, aby przystawiono wreszcie pieczątkę na zgodzie. Prawdopodobnie moja sytuacja jest trochę inna niż wielu kobiet - ja miałam już ponad pięćdziesiątkę i mieliśmy już nastoletniego syna. Dla młodszych par bez pieniędzy, jest to o wiele trudniejsze, z tego co mi wiadomo.

- Czy jego rodzina zaakceptowała wasze małżeństwo?  
Mieszkaliśmy w Stanach do 2007 roku, więc jego rodzina właściwie nie jawiła się na obrazku, poza odwiedzinami. Czułam, że zawsze mnie akceptowali. Od chwili mego przyjazdu, są wspaniali dla mego syna i dla mnie, i sprawili, że poczułam się członkiem rodziny. Naprawdę uwielbiam rodzinę mego męża.

- Czy twoja rodzina zaakceptowała twój wybór?
 
Moja rodzina również nie miała problemów z zaakceptowaniem naszego małżeństwa. Polubili mego męża od razu. On doskonale wpasował się do mojej rodziny. Wiem, że moja rodzina znała mnie bardzo dobrze i wiedzieli, że konwencjonalne wielkie wesele nie jest w moim stylu. Zawsze chodziłam własnymi ścieżkami, jak śpiewał Frank Sinatra, "I did it my way!"

- Jak wyglądają relacje między waszymi rodzinami?
 
Wszystko układa się świetnie między naszymi rodzinami. Nie ma problemów ze względu na nasze małżeństwo.

- Jakiej rady udzieliłabyś kobiecie, która planuje spotkanie ze swoimi saudyjskimi teściami?
 
Oczywiście, sytuacja jest dość stresująca, ale po prostu bądź sobą. Miejmy nadzieję, że dostrzegą w tobie to, co mąż. Jeśli będziesz próbowała coś zmienić w sobie - by się po prostu dopasować, na dłuższą metę nie będziesz szczęśliwa i rozgoryczenie zacznie się nawarstwiać. Wielu Saudyjczyków to formaliści i tradycjonaliści.  Dobrze wiedzieć z góry, czego będzie się od ciebie oczekiwać. Znajomość arabskiego (nawet pobieżna) bardzo się przyda.

- Jak ci się podoba życie w Arabii? 
Nie nienawidzę życia w Arabii, ale po dwóch latach tutaj, wiem, że to nie jest miejsce, w których CHCĘ żyć.  Jestem obecnie na takim etapie życia, że upały mnie męczą. Dorastałam w gorącej i suchej Arizonie, potem mieszkałam w ciepłej i wilgotnej Florydzie, a teraz mieszkam w Dżeddzie, gdzie jest nie tylko brutalnie gorąco, lecz do tego muszę nosić czarną abaję i owijać głowę i szyję. Duszno mi przez większość czasu. Pragnę mieszkać w zimniejszym klimacie! Jest wiele dobrych rzeczy, jeśli chodzi o życie tutaj, tempo życia jest wolniejsze, mniej stresujące (za wyjątkiem ruchu drogowego!). Czuję się bardzo bezpiecznie, koszt życia jest niższy. Ale przyjeżdżając tutaj, w moim wieku, kiedy całe życie w Stanach byłam niezależną kobietą, utrata moich osobistych wolności jest o wiele trudniejsza do zaakceptowania niż sądziłam.  Nie jestem już tak elastyczna, jak za młodszych lat (nie jestem już dzierlatką!) i nie tak tolerancyjna, by znosić to, czego nie lubię, jak wcześniej. Wiem, że zasmuciłam niektórych czytelników mego bloga moją szczerością odnośnie tego, co mi tutaj przeszkadza, ale chciałabym, aby wyobrazili sobie swoje własne matki, które decydują się przenieść do miejsca tak obcego, tak dziwnego, którego języka nie znają, tak daleko od swoich bliskich. Wiem, że moja saudyjska teściowa i siostry mego męża nawet nie rozważyłyby takiej zmiany w swoim życiu, a tym bardziej – spróbowały… Inna rzecz, jaką chciałabym by zrozumiano - kiedy byłam młoda,  kobiecy ruch wyzwolenia rozwinął w Ameryce skrzydła, i to była wielka część mego życia.  Byłam pierwszą kobietą zatrudnioną jako policjantka w ogromnym rządowym kompleksie medycznym  (na którego terenie znajdowały się m.in. szpital, apartamenty dla lekarzy i pracowników administracji, biblioteka, teatr,  kaplica, cmentarz),  w Arizonie w połowie lat 70.  Przyjazd do miejsca takiego jak Arabia Saudyjska dekady później i życie pełne restrykcji, tylko dlatego, że jestem kobietą - jest trudnym orzechem do zgryzienia. Jestem pewna, że dlatego tak dużo i otwarcie mówię o losie tutejszych kobiet. Nie próbuję mówić w imieniu wszystkich Saudyjek, ale jestem kobietą, która tu żyje, która zrobiła wielki krok do tyłu, by to uczynić, i to naprawdę mi przeszkadza. Czuję, że mam takie samo prawo mówić o tym, co mi przeszkadza, jak ktokolwiek inny. Więc to robię.  

- Co chciałabyś, aby się zmieniło w Arabii?
 
Jest wiele rzeczy, i sądzę, że zmieniłoby Arabię na lepsze. Wiele z dróg wymaga naprawy, a parkowanie i korki drogowe wołają o pomstę do nieba. Nie podobają mi się śmieci i gruz na pustych działkach – drażni oko i jest okropne. Systemy kanalizacyjne i wodociągowe wymagają poprawy… Więcej rozrywki i zajęć dla rodzin i młodzieży. Tego brakuje, i znudzeni młodzieńcy robią naprawdę głupie rzeczy – bardzo niebezpiecznie prowadzą. Chciałabym, aby wszystkich ludzi traktowano równo, zwłaszcza kobiety i ekspatów. Chciałabym, aby kobietom dano prawo do podejmowania własnych decyzji bez zgody ich opiekuna, który – wbrew temu, w co niektóre kobiety tu wierzą – nie zawsze wie albo robi to, co jest najlepsze dla kobiety.  Chciałabym, aby kobietom umożliwiono aktywniejsze uczestnictwo w społeczeństwie, jego sile pracującej, i jego przyszłości, jeśli tego pragną. Naprawdę, uważam, że kobiety są tu  tłumione i wiele ich możliwości nie jest wykorzystywanych - z uszczerbkiem dla kraju.  Chciałabym, aby kobiety mogły prowadzić, jeśli tego pragną – zdecydowanie za dużo jest testosteronu na ulicach Królestwa i sądzę, że kobiety za kółkiem trochę by to uspokoiły.   Sądzę również, że wielu ludzi nie przykłada należytej wagi do kwestii zdrowia i bezpieczeństwa, akich jak palenie papierosów, zapinanie pasów bezpieczeństwa, usadzanie dzieci w fotelikach. Chciałabym, aby to się zmieniło.

- Czy musiałaś zmienić coś, by dopasować do społeczeństwa saudyjskiego? 
Zawsze uważałam się, za osobę dość elastyczną i na luzie, płynącą z prądem. Dlatego samą mnie zaskoczyło, że przystosowanie się do tutejszego życia idzie mi tak opornie. Może to wina mego wieku, choć nie jestem pewna. Jest to o wiele cięższe i trudniejsze niż sobie wyobrażałam – adaptacja do utraty wolności i wszelkich ograniczeń wobec kobiet. Sądzę, że dlatego – na przekór – tak bardzo kopię i krzyczę. Nie sądzę, by mi to pomagało…  ale po prostu nie mogę siedziec i akceptować tego, co jak uważam, jest niesprawiedliwe lub złe. Życie jest po prostu zbyt krótkie. Nie chcę utracić mojej tożsamości – próbując się przystosować – i szczerze mówiąc, nie sądzę, bym kiedykolwiek wpasowała się w saudyjski krajobraz. Nie jestem Saudyjką i nigdy nią nie będę. Jestem Amerykanką. Nigdy nie będę postrzegana jako Saudyjka i nigdy nie będę się nią czuła.

- Co sądzisz o abaji? Czy noszenie jej stanowi dla ciebie problem?
 
Nie przykładam zbyt wiele wagi od abaji, albowiem sprawia, iż jest jeszcze bardziej gorąco. Absurdem i okrucieństwem jest noszenie przez kobiety czerni,  w takim klimacie jaki panuje w większej części Arabii. Wolę ubrania kolorowe i mój własny styl, i nie chcę wyglądać jak wszyscy dookoła. Nie mam nic przeciwko przyzwoitemu ubiorowi i wolałabym, aby kobiety mogły tak się tutaj ubierać, nie musząc nosić abaji, albowiem jest to możliwe. Ale coś mi mówi, że noszenie czerni przez wszystkie kobiety tutaj, jest naprawdę częścią konspiracyjnej teorii, aby trzymać je ukryte w domach, ponieważ jest zbyt gorąco, aby wyjść na zewnątrz w czarnej abaji – a większość mężczyzn tutaj woli, by kobiety siedziały w domach.

- Macie dzieci? 
Tak, mam dorosłą córkę, która mieszka w Stanach z mężem i dwojgiem dzieci, i 17 letniego syna, Adama, który przeprowadził się z nami do Arabii Saudyjskiej.


- Czy twój mąż aktywnie uczestniczy w ich wychowaniu? 
I tak i nie. Kiedy Adam był mały, mój mąż bawił się  z nim i  broił. On również częściej go dyscyplinował. Od kiedy się przeprowadziliśmy, mój mąż stał się surowszy dla Adama. Sądzi, że Adam po kilkuletnim pobycie, powinien płynnie władać arabskim - smuci się, że jest inaczej i okazuje swoje rozczarowanie. Adam czuje się Amerykaninem, a mój mąż chciałby, aby czuł się i postępował bardziej jak Saudyjczyk, i to kreuje między nimi wiele konfliktów, Ja zawsze utykam gdzieś pośrodku i nie cierpię tego. Mój mąż jest aktywny w życiu mego syna do pewnego stopnia, ale wolałabym, aby bardziej angażował się w pewne sprawy.  By bardziej wspierał zainteresowania i zajęcia Adama. Sądzę, że mój mąż pojmuje rolę ojca w sposób dość ograniczony, – jako wyłącznie zaplecze finansowe, i zwykle pojawia się, kiedy Adam czegoś potrzebuje. Wiem, że mój syn doceniłby bardziej znaczącą relację z ojcem, i chciałby dowiedzieć się więcej o życiu swego taty, kiedy ten był młody. 

- Czy mąż pomaga ci w domu? 
Czasami pomaga. Sprzątanie nie jest tym, w czym zazwyczaj pomaga, ale od czasu do czasu próbuje zrobić pranie (choć ja wolę by tego nie robił!), i tak – gotuje, co nie jest moją silną stroną. Od czasu do czasu umyje naczynia. Kiedy nie czuję się dobrze, faktycznie - zabiera się energicznie do pracy. Na Florydzie oboje dzieliliśmy się pracą w ogródku, ale tu go nie mamy. Mój syn wynosi śmieci, ale na Florydzie robiliśmy to ja i mąż. Mąż postrzega, iż jego tradycyjna rola polega na naprawianiu tego, co zepsuje się w domu, a moja – to prace „domowe”. Przeważnie razem robimy zakupy, czasami robi to sam – ja tu nie mogę prowadzić.

- Jak sądzisz, co cudzoziemcy powinni wiedzieć o Saudyjkach?
 
Saudyjki, które poznałam, to bardzo silne, inteligentne i troskliwe kobiety. Aczkolwiek sądzę, że są wychowywane tak, aby postrzegać się w rolach wspierających i drugoplanowych, jako żony i kobiety w tym społeczeństwie. Sądzę, że wiele z nich jest szczęśliwych – wiodąc takie życie. Niekoniecznie pragną czegoś więcej dla siebie, czy swoich córek. Sądzę, że ponieważ młodsze pokolenie jest lepiej wykształcone i ma szansę ujrzeć więcej z świata poza granicami Arabii, będzie oczekiwać więcej od życia i wówczas może coś się tu zmieni. Ale wiele Saudyjek, które znam jest całkiem zadowolonych z tego, że są matkami, prowadzą dom, nadzorują pomoce domowe, opiekunki do dzieci, i nie przeszkadza im, że wszystkie decyzje podejmują ich mężowie. Zadowolone są, iż nie muszą pracować poza domem czy pełnić bardziej widoczną rolę w tym społeczeństwie. Nie sądzę, iż do nas należy osądzanie i krytykowanie tego, jeśli są szczęśliwe z status quo. Jako cudzoziemce, (dosł. Kobiecie Zachodu), która jest tu relatywnie nowa, trudno nie jest mi postrzegać życia wielu Saudyjek jako nudnego, płytkiego i pustego, ale to jest życie jako znają i jakie im odpowiada - i wiem, że nie chciałyby się zamienić z kobietami Zachodu.

- Czujesz się w Arabii jak w potrzasku – czy raczej komfortowo?
 
Czuję się tu komfortowo – mam wszystko, czego mi potrzeba, nasze mieszkanie jest przestronne,itp. Jakoś życia pod tym względem jest dobra. Ale jakość życia, jeśli chodzi o zajęcia poza domem i możliwość robienia czegokolwiek jest bardzo ograniczona. Sądzę, że w pewnym sensie czuję się tu jak w potrzasku. Myślę, że również inaczej – jak w pozłacanej klatce. Mąż zawsze mnie zapewnia, iż jeśli chciałabym wyjechać, mój syn i ja – możemy to uczynić. Ale ja zostawiałam wszystko, moje całe życie, aby przebyć pół świata i być z moim mężem. A gdybym miała wrócić, właściwie do czego? Musiałabym zaczynać wszystko od nowa bez niego, ponieważ on uważa, że musi tu zostać, opiekować się matką, choć ma dwóch braci i siostrę, która mieszka niedaleko. Rozumiem poczucie obowiązku – jest najstarszym synem i to jest jego obowiązek, choć przez trzydzieści lat w Stanach tak naprawdę nie wyglądało na to, iż jest to dla niego ważne. Teraz mówi, że zostanie tutaj przynajmniej tak długo, jak długo będzie żyć jego matka, a może to potrwać wiele lat – ona ma 72 lata i cieszy się dość dobrym zdrowiem. Jego upór w pozostaniu tutaj jest dla mnie rozczarowaniem, albowiem zgodziłam się przyjechać tutaj na próbę na kilka lat. I teraz nie ma już wyjścia.

-Czy chciałabyś mieć obywatelstwo saudyjskie? Jeśli tak, dlaczego?
 
 Mój syn ma obywatelstwo saudyjskie, dlatego myślę, iż na moją korzyść byłoby mieć podwójne obywatelstwo. Mniej kłopotów z wyjazdami z Arabii, i byłoby to lepsze w kwestii prawnej. Mój mąż złożył wniosek o obywatelstwo dla mnie wkrótce po moim przyjeździe.

- Myślisz, że cudzoziemka może być szczęśliwa w Arabii? 
Znam kobiety, które wydają się być tutaj naprawdę szczęśliwe. W jakiś sposób udało im się znaleźć równowagę i akceptację.  Wiele zależy od ich mężów i ich rodzin – całe doświadczenie cudzoziemki zależy i jest kształtowane przez jej saudyjskiego męża. Ale znam również wiele kobiet, które są tutaj od wielu lat i wolałyby żyć gdzie indziej. Tu wychowały się ich dzieci, są Saudyjczykami, prawdopodobnie tu się ożenią i będą żyć. I te kobiety czują się jak w potrzasku, dokąd mogą pójść? Co mogą zrobić?

- Chciałabyś, czy może byłabyś w stanie żyć w Arabii sama? 
Absolutnie n i e. Nie byłoby dla mnie ku temu żadnego powodu. Moja cała rodzina mieszka w Stanach. Chciałabym być z nimi. Mój syn przyjechał tutaj jako nastolatek, i przez całe życie czuł się Amerykaninem, i powiedział mi, że kiedy dorośnie nie chce tutaj mieszkać.  Po co miałabym tu mieszkać sama? Bez sensu. 

- Czy sądzisz, że cudzoziemka miałaby problemy żyjąc samotnie w Arabii? 
Sądzę, że byłaby dość bezpieczna, ale jest tak dużo rzeczy, których kobieta nie może tu robić – byłoby to bardzo trudne. Jeśli znałaby arabski, z pewnością byłoby to prostsze, ale… Gdyby trzeba było naprawić coś w domu, ta „samotność” byłaby problemem – ktoś musi być z nią w domu, albowiem niespokrewniony z nią mężczyzna nie może przebywać w jej domu. Jeśli 75 letnia wdowa może zostać zaaresztowana za wpuszczenie do domu dwóch młodych mężczyzn, którzy przynieśli jej chleb, wówczas „złota rączka” przysporzyłby również problemów.  Żyje się to w odizolowaniu, nawet z mężem i synem. Życie tutaj samej cudzoziemki – jawi mi się naprawdę niemiłym. Jest wiele miejsc na świecie, w których czułabym się z tym o wiele bardziej komfortowo.

- Jakiej rady udzieliłabyś cudzoziemkom rozważającym małżeństwo z Saudyjczykiem? 
Jest rzeczą ogromnie trudną połączenie życia z kimś z innej kultury, kraju, wyznającym inną religię. Jest tak dużo rzeczy, o których nawet wam się nie śniło, które wypłyną i będą przeszkadzać. Kwestie wychowywania dzieci na pewno będą problematyczne. Zapytajcie same siebie, jak wiele z własnego ja jesteście w stanie zrezygnować. Miłość sama w sobie nie jest w stanie podtrzymać związku z tak bardzo podstawowymi, lecz istotnymi różnicami między wami dwojgiem.  Związek taki wymaga wielu wyrzeczeń, współpracy, i poświęceń po obu stronach, aby mógł funkcjonować, ale tak naprawdę w większej mierze po tej nie-saudyjskiej, ze względu na fakt, jak bardzo silne związani z własną kulturą, tradycją, zwyczajami i religią są Saudyjczycy. Na przykład, spędziłam tu trzy Boże Narodzenia i naprawdę, nie chcę spędzić ani jednego więcej – tutaj. Było wystarczająco źle, kiedy mieszkaliśmy w Stanach i każdego roku, mój mąż stawał się coraz mniej tolerancyjny względem ukochanych przeze mnie tradycji świątecznych – kolędowania, dekorowania choinki, ozdabiania domu lampkami. Tutaj praktycznie tego nie ma, i jest to dla mnie bardzo przygnębiające. Gdybym miała zrobić to raz jeszcze, naprawdę sadzę, że byłoby o wiele prościej wyjść za mąż za kogoś o podobnych korzeniach. Ale kiedy jest się młodym i szaleńczo zakochanym, myśli się: "miłość wszystko pokona", ale to nie działa w ten sposób...

13 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Zawsze się, zastanawiam dlaczego to właśnie kobiety poświecają w takich związkach najwięcej. Są gotowe zrezygnować z całego dotychczasowego życia po to, aby zamknąć się w złotej klatce. Często rezygnując z tego co lubiły robić, ze swoich marzeń, pragnień. A oprócz tego jak widać po tym wywiadzie, mężowie po powrocie do właśnego kraju, zaczynają inaczej traktować żony. Mam tutaj na myśli np. wspomniane przes Suzi Boże Narodzenie, czy też czego tytaj nie ma a jest na jej blogu to, że mąż nakazuje jej się teraz zakrywać w obecności innych mężczyzn z jego rodziny oraz mnóstwo innych absurdów, które nie wystepowały kiedy mieszkali w USA. I z tego co zauwżyłam nie jest to jednostkowy przypadek. Dla mnie to jest smutne, bo niestety miłość wszystkiego nie pokona czasami się wypala...
Anna

Anonimowy pisze...

Zabawne. Musiała z czegoś zrezygnować ONA, ale nie widzisz, że on też musiał z czegoś zrezygnować żyjąc w USA. łatwo wymagać od muzułmanów aby, żyjąc w naszym społeczeństwie przestrzegali naszych zasad i regół. Ale jak my mamy zaczynamy żyć w ich społeczeństwie to przestrzeganie ich zasad wydaje Ci się idiotyczne.
Radek
PS

Dawno nic nie pisałem na twoim blogu, ale dzielnie go czytam ;-)

Anonimowy pisze...

Radku nie wydaje mi się to idiotyczne. Jeżeli ona jest chrześcijanką, to dlaczego mąż nie pozwoli ochodzić jej właśnych świat (po cichu, spokojnie). Przecież Islam pozwala funkcjonować innym religiom. Jeżeli kiedyś mąż nie miał problemu z tym, że żona się nie zakrywała w ogóle to dlaczego teraz będąc w domu ją do tego zmusza?
A poza tym wybacz, on poświecił 32 lata temu znacznie mniej decydując się mieszkać w USA, niż ona w wieku ok. 50 lat poświeciła się zrezygnować z całego dotychczasowego życia. Bez porównania...
Anna

Umm Latifa w Królestwie Saudów pisze...

Myślę, że pewne kwestie, które wydają się absurdalne, mają po prostu związek z odrębnością kulturową. O ile Saudyjczyk jest w stanie - akceptować fakt, iż w Stanach żona się nie okrywa (zgodnie z obowiązującymi w jej kraju zwyczajami), o tyle w Arabii będzie od niej oczekiwał, że będzie respektowała obyczaje tu czy w jego rodzinie panujące. Obowiązkiem męża jest uprzedzenie żony o takowych zmianach, choć zapewne wiele kwestii wychodzi w praniu na miejscu (nacisk rodziny, otoczenia). Odnośnie świąt i ich celebracji, faktycznie dla chrześcijanki, przywiązanej do tych tradycji, może to być duży problem. Zwłaszcza "wycofywanie" się męża z uczestnictwa w takowych (opcja jest - celebracja świąt w ambasadzie własnego kraju). Myślę, że współistnienie kulturowe i religijne - może istnieć - w jakiejś neutralnej przestrzeni (innym kraju). W Arabii, małżeństwa mieszane - jeśli chodzi o wyznania - to wyzwanie, wg mnie nie do przeskoczenia. No, chyba że nie ma się dzieci i rodzina męża nie ingeruje, i para potrafi "neutralną przestrzeń" wypracować w czterech ścianach...
Co do rezygnacji, zgodzę się z Anną - zwłaszcza wyjeżdżając do Arabii Saudyjskiej - kobieta "Zachodu" rezygnuje z o wielu więcej rzeczy niż Saudyjczyk, który udaje się na Zachód. Najważniejsze i najtrudniejsze - utrata osobistych wolności, o których wspomina Susie.

Anonimowy pisze...

On też zrezygnował z wielu rzeczy, które dla niego były czymś normalnym, naturalnym - przeprowadzając się i żyjąc w Stanach. Co do obchodzenia świąt to zgadzam się, że w domowych pieleszach w ciszy mozna je obchodzić, o ile nie zmianiła wyznania. Autorka bloga podała jeszcze jeden ważki argument, nacisk rodziny ale to działa w dwie strony, wątpię, że on wędrował po ulicach Poznania w tradycyjnym stroju arabskim np:-). W sumie chodziło mi o coś innego - wymagamy od arabów czy też innych przybyszów do naszego świata aby zachowywali się tak jak my, ale gdy my jedziemy do nich to już uważamy, że my nie musimy się zachowywać tak jak wymagają tego lokalne zwyczaje. Nie widziałem w Polsce Araba chodzącego w tradycyjnej odzieży, ale jednocześnie nie widziałem nigdy europejczyka w np Egipcie, który zakłada tradycyjny ubiór, ani nawet kobiety która osłania włosy czy zakłada długie spodnie w trakcie wyprawy do miasta. Wiem, że zaraz ktoś powie, że arabowie (?) np piją w europie alkohol, ale jednocześnie nikt nie powie, że europejczycy piją tam alkohol choć jest to niezgodne z miejscową tradycją czy kulturą. Zdaję sobie sprawę, że kobieta przeprowadzająca się do krajów muzułmańskich musi z wielu, rzeczy zrezygnować, ale taki jest jej wybór

Mama Ammara pisze...

A ja to widzę jeszcze tak:
1. On wyjechał jako młody chłopak (łatwiej przesadzić młode drzewo) - zakładam, że z własnej woli i z kraju ograniczeń do kraju wolności. Wydaje mi się, że łatwiej jest się przestawić w tę stronę, nawet jeśli po latach się pewnych rzeczy żałuje(odsunięcia się od religii, od wiary, od tradycji ojców itd.), domniemywam też, że praktykowanie swojej religii, swoich zwyczajów w Stanach nie jest aż takim problemem ...
2. Ona wyjechała jako dojrzała kobieta (trudniej się przesadza stare drzewa) z kraju wolności do kraju ograniczeń, które dla kobiety "zachodu" są co najmniej miejscami szokujące (co wyraźnie widać po bohaterce wywiadu) i, choć podjęła tę decyzję samodzielnie, to jednak - z tego co pisze - pod wpływem pewnego ultimatum jej męża: Ja jadę. Chcesz być ze mną - jedź, nie chcesz jechać - ja i tak pojadę!. Ciężko rozstać się z całym swoim dotychczasowym życiem - rodziną, krajem, pracą, przyjaciółmi, ale jak widać - ciężko również z życiowym partnerem. Z jej słów wynika też, że jej mąż nie zdradzał przejawów chęci powrotu do kraju, gdy zaczynał się czy trwał ich związek - nie można jej więc zarzucić, że wiedziała "w co się pakuje" (tj. że wiedziała, że pewnego dnia on chce wrócić do KSA) - wg mnie przynajmniej częściowo nie wiedziała "w co się pakuje" i nie dziwię się jej rozżaleniu. Mieć męża muzułmanina w swoim kraju to zwykle nie to samo, co być żoną muzułmanina w jego kraju - co jasno zresztą wynika z tego co bohaterka wywiadu mówi. Nie czytałam jej bloga, ale z jej wypowiedzi w wywiadzie wynika, że jest to osoba szanująca inną kulturę, odmienność obyczajów, zasady wypływające z religii, ale się w tym wszystkim nie odnajduje i wg mnie trudno jej się dziwić. Zgadzam się z Anią, że kobiety zwykle wiele więcej są w stanie poświęcić (Panie Radku, przecież ona go nie ściągnęła do USA, on sam już tam był) - to pewnie wynika z natury kobiety, z jej umiejętności adaptacji, asymilacji, naiwności w najlepszym rozumieniu tego słowa, romantyzmu, wierze, że miłość wszystko pokona, bo tak - pokona dopóki trwa, ale ona często w normalnych okolicznościach się wypala, a gdy ciągle wystawiana jest na próby, wówczas może się wypalić jeszcze szybciej i wtedy "nie ważne gdzie, ważne z kim" nabiera zupełnie innego znaczenia: nie tylko nie jest się tam, gdzie chce się być, ale osoba, z którą jesteśmy - ze sprzymierzeńca zamienia się we wroga. No! Rozpisałam się ponad dopuszczalną miarę. Przepraszam, ale ten wywiad dał mi dużo do myślenia, sama mieszkam w kraju obok :).

Anonimowy pisze...

Droga Mamo Amara, dziękuje za taki obiektywny komentarz. Miłam właśnie o tym samym napisać, że co innego jest zaczynać nowe życie w wieku 20 lat a co innego w wieku 50. Tu należy jeszcze zwrócić uwage, że dla jej męża 32 lata temu Arabia, nie miała tak wiele do zaproponowania co teraz. To był jeszcze w wielu miejscach kraj 3 Świata - niestety. Pomimo tego wszytskiego zauważyłam, w jej blogu, że Susi naprawde szanuje kulture, obyczaje Saudyjskie. A oprócz tego stara się mieć mimo wszytsko swoje zainteresowania. Np. prowadzenie 2 blogów, jeden ze zdjęciami - godny polecenia. Podziwiam ją, ale też wszystkie kobiety, które zdecydowały się na wyjaz i życie w zupełnie obcym, obyczajowo i kulturowo kraju. Zreszta sama byłam niedaleko od podjęcia takiej decyzji, jednak u mnie góre wziął rozsądek i egoizm, że jednak nie jestem w stanie poświecić praktycznie wszytskiego w imie miłośći.. która jednak po pewnym czasie wygasa, a następnie pojawia się rzeczywistość życia często szarego..
Anna

UMM LATIFA w Królestwie Saudów pisze...

A moja szanowna Ciotka ubiera się przyzwoicie ;) do tego stopnia, iż ostatnio w Jordanii - turyści wzięli ją za autochtonkę i zapytali, czy nie mogliby jej zrobić zdjęcia z lokalnym dziadkiem. Cóż miała zrobić ;) zgodziła się ;) hehe

Mama Ammara pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UMM LATIFA w Królestwie Saudów pisze...

Mamo Ammara - nic dodać nic ująć... Inna sytuacja - jest kobiet, których mężowie jasno stawiają sprawę: nie dla mnie kraj Zachodu. Ale i też nigdy nie wiadomo, jak się życie potoczy i jak w tym kraju męża kobieta się odnajdzie i czy odnajdzie Warto dodać, że - z tego co mówi Susie - zgodziła się tu przyjechać na "próbę" - przetestować siebie w nowych realiach. Szczerze - myślę, że obowiązujący tu zakaz ożenku z cudzoziemkami - działa raczej na ich korzyść...

Mama Ammara pisze...

Umm Latifo, usunęłam mój komentarz, bo napisałam bzdury kompletne, bo - po nieprzespanej nocy - straciłam umiejętność czytania ze zrozumieniem hehe - przeczytałam, że tubylcy (a nie turyści) chcieli sobie z nią zrobić zdjęcie. Chwilę po puszczeniu komentarza przeczytałam jeszcze raz Twój no i już wiedziałam co za bzdury napisałam :P. Excuse-moi :)

Anonimowy pisze...

Witaj Umm Latifo:-)

Och ja uwielbiam blog Susie prawie tak samo jak Twoj hehe. Jest to niezwykle ciepla i tolerancyjna osoba i zawsze jak cos wspomina o swoim mezu to robi mi sie smutno bo jak wynika z jej opisow zmienil On sie bardzo po przeprowadzce do Arabii. Jego zachowanie jest po prostu nie fair w stosunku do Susie. Jest duzo milosci miedzy nimi to na pewno i On chyba uwaza, ze nic tego nie zniszczy i Susie go nigdy nie zostawi. Co mnie najbardziej jednak przeraza to, ze maz bohaterki nie stawia na pierwszym miejscu swojej rodziny, a przede wszystkim syna! Dziecko powinno byc dla niego najwazniejsze, wazniejsze niz jego saudyjska rodzina! On wymaga zeby chlopeic 16-letni, wychowany w Stanach w poszanowaniu obydwu religii nastolatek, nagle stal sie 100% muzulmaninem i Arabem! To jest dla mnie niewybaczalne!!! Skoro zdecydowal sie zyc i wychowywac dziecko w Ameryce zgodnie z tamtymi zwyczajami, to nie rozumiem tej naglej zmiany. Osobiscie uwazam, ze ten czlowiek jest pod ogromna presja rodziny, ktora chyba jednak nie do konca akceptowala jego styl zycia przez te ponad 30 lat. A on nie jest prawdziwym facetem i tyle. Szkoda, ze Susie tego nie widzi choc wydaje mi sie, ze powoli zaczyna sie to zmieniac. Swoja droga ciekawe co sie stanie jak Adam zdecyduje sie na powrot do USA.

Co do kobiet mieszkajacych w krajach muzulmanskich swoich mezow to na pewno latwiej jest przystosowac sie cudzoziemnce w kraju, ktory nie jest az tak konserwatywny jak Arabia Saudyjska np. Tunezja, Egipt itp. Duza znaczenie ma rowniez oczywiscie nastawienie rodziny meza do cudzoziemskiej zony i odleglosc rodziny meza od miejsca zamieszkania danej pary:-) ale chyba to akurat sprawdza sie rowniez w Europie w niektorych rodzinach:-)

pozdrawiam
Natka

UMM LATIFA w Królestwie Saudów pisze...

Witaj Natko, miło Cię znów "widzieć". Szczerze mówiąc, ja chciałabym bardzo usłyszeć relację jej męża (sama swego zaczęłam podpytywać, gdyby mógł się cofnąć te naście lat wstecz, czy by nie wziął za żonę autochtonki) :D fakt faktem - wpływ rodziny i społeczeństwa może być naprawdę destrukcyjny dla związku (i w każdym kraju) - i jeśli nie ma się "siły" wpływaom takim przeciwstawić, marne szanse na przetrwanie.

"Nie wierz w czyjeś zdanie, ani go nie przyjmuj, dopóki nie przekonasz się, że jest w pełni słuszne. Postępując inaczej wyrządzasz sobie krzywdę i daleki będziesz od poznania prawdy. Traktuj ludzi z czystym sercem, bez uprzedzeń, jak ktoś, kto chce zrozumieć i słuchać, by powiększyć swoją wiedzę, i przyjąć jeśli jest słuszna, a odrzucić, jeśli jest błędna". Ibn Hazm