©2008-2013 arabiasaudyjska.blogspot.com / Umm Latifa in Saudi Kingdom
ALL RIGHTS RESERVED / wszelkie prawa zastrzeżone
Kopiowanie i rozpowszechnianie artykułów, treści opublikowanych oraz zdjęć mego autorstwa bez mej zgody pisemnej zabronione.

Respect copy rights - they are protected.
Copying images, text published on the blog without a written permit from the author is forbidden, as well as removing name of the author and address of the blog from images published underneath. Do not commit cyber crime.


22 marca 2011

Małżeństwo na...100 lat!


Umm Latifa: Czy mogłabyś powiedzieć: kim jesteś i dlaczego zdecydowałaś się na udzielenie wywiadu?
E: Jestem pracownikiem dużej firmy telekomunikacyjnej. Moja praca polega przede wszystkim na analizie danych i wyciąganiu z nich wniosków. Zdecydowałam się udzielić wywiadu, aby dostarczyć danych osobom, które na podstawie ich braku, bądź na podstawie dostępu tylko do danych stereotypowych, wyciągają negatywne wnioski na temat ludzi pochodzenia arabskiego.

Umm Latifa: Kiedy i gdzie spotkałaś swojego męża? 
E: Mojego męża poznałam półtora roku temu w Polsce… w autobusie ;).

Umm Latifa: Jak długo znałaś go, zanim podjęliście decyzję o małżeństwie? Jak się oświadczył? 
E: Decyzję o ślubie (religijnym) podjęliśmy po ok. 5 m-cach związku. Nie były to standardowe oświadczyny z pierścionkiem i kolacją. Przeprowadziliśmy długą rozmowę, podczas której mój partner powiedział mi, że traktuje związek ze mnę bardzo poważnie i martwi go fakt, ze tyle czasu żyjemy w grzechu (bez ślubu). Zapytał, czy chciałabym być w przyszłości jego żoną (zaznaczając, ze to jeszcze nie są prawdziwe oświadczyny, bo do tych się lepiej przygotuje). Powiedziałam, że tak, chciałabym. Ponownie opowiedział mi o trudnościach jakie się wiążą z tą decyzją – małżeństwo Saudyjczyka z Niesaudyjką wymaga zgody z ichniejszego MSW i zapytał, czy do czasu, zanim będzie w stanie taką zgodę uzyskać zechciałabym wziąć z nim ślub tymczasowy (mój mąż jest Szyitą i tam takie rozwiązanie jest dozwolone).
Nie miałam wątpliwości, że to dobre rozwiązanie pod każdym względem:
- mój mąż nie żyje w grzechu,
- jego rodzina zaakceptowała mnie jako jego żonę i traktują mnie z największą serdecznością
- dla mnie nie wiązało się to z podpisaniem żadnych prawnych dokumentów.
Otrzymałam obrączkę i mahr, a nasz ślub tymczasowy został zawarty na okres 100 lat ;).

Umm Latifa: Saudyjczycy mają dość negatywną opinię, jeśli chodzi o poważne relacje damsko-męskie poza granicami kraju. Co sprawiło, że zaufałaś swemu mężowi? Czym się wyróżniał, czym Cię ujął?
E.: Od samego początku naszej relacji dużo czytałam nt związków z muzułmanami. Wiedziałam, że związek z Saudyjczykiem pod względem formalnym nie będzie łatwy i wiedziałam, jakie krążą o nich opinie. Nie miałam jednak żadnych wątpliwości co do intencji mojego partnera. Dlaczego? Sama nie wiem. Myślę, że poza jego sposobem bycia, traktowania innych ludzi i przede wszystkim mnie, w moim przekonaniu utwierdził mnie fakt, ze przedstawił mnie swojej rodzinie. Miałam możliwość porozmawiać z jego tatą, mamą i rodzeństwem, miałam okazje zobaczyć ich na zdjęciach i przez skypa. To przekonało mnie, ze jego intencje są poważne. Moi, zazwyczaj dość nieufni, rodzice (zwłaszcza tata) też nie mieli żadnych wątpliwości. Zaakceptowali mojego partnera jak swojego syna i często bywa, że jak dzwonią, to najpierw pytają jak on się miewa, a dopiero później ja ;)

Umm Latifa: Macie jedynie ślub religijny, na zawarcie oficjalnego musicie czekać na uzyskanie zezwolenia z saudyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Czy wiedza, jak trudny jest to proces nie przeraża? Co jeśli nie uda się wam go uzyskać – czy rozważacie, jesteście przygotowani na taką opcję?
E: Wiedza o problemach formalnych mnie nie przeraża, co najwyżej martwi... Jeśli nie uda nam się uzyskać oficjalnego ślubu, to oczywiście nadal będziemy razem w ramach ślubu religijnego, „papierek” nie jest nam do niczego potrzebny. Wiemy na pewno, że nie będziemy mieszkać w Arabii Saudyjskiej, więc rejestracja ślubu w ichniejszych urzędach nie jest dla mnie sprawą priorytetową.

Umm Latifa: Mieszkacie na razie w Polsce, twój mąż tu studiuje. Czy chce wrócić do Arabii, jeśli tak – dlaczego?
E: Arabia Saudyjska nie jest naszym krajem docelowym, bierzemy jednak pod uwagę możliwość zamieszkania w którymś z krajów Zatoki Perskiej.

Umm Latifa: Co wiedziałaś o islamie i Arabii Saudyjskiej, zanim poznałaś twego męża? Czego dowiedziałaś się od niego o jego religii i kraju? Czy sama poszerzałaś wiedzę – jeśli tak, to w jaki sposób?
E.: O islamie wiedziałam tyle, co powiedziano mi na lekcji historii, czyli kiedy mniej więcej i jak powstał, co go przede wszystkim różni od chrześcijaństwa, co go łączy itp. Były to tylko suche fakty, bez oceniania.
Nigdy nie byłam osobą myślącą stereotypowo, więc wszelkie uogólnienia typu: „każdy Muzułmanin nie wypuszcza żony z domu”, „każdy Muzułmanin jest terrorystą” były mi bardzo dalekie.
O Arabii Saudyjskiej również wiedziałam przede wszystkim z lekcji geografii – gdzie leży jaka stolica, z czego czerpie główne zyski. Wiedziałam tez, że większość kobiet ubiera się tam w czarne chusty, które zakrywają praktycznie wszystko, ale jakoś się w to nie zagłębiałam.
Po poznaniu partnera zaczęłam oczywiście więcej czytać na temat jego religii i kraju pochodzenia, zaczęłam udzielać się na forach, aby zdobyć jak najszerszy pogląd na jego kulturę, religię i różnice, które mogą się między nami ujawnić. Wiele pozyskanych informacji weryfikowałam dopytując męża – zawsze z dużym zaangażowaniem starał się mi wszystko wytłumaczyć.

Umm Latifa: Czy perspektywa życia w kraju arabskim bądź w Arabii nie przeraża – kobiety wychowanej w Europie, chrześcijanki? Czy byłaś kiedykolwiek w kraju arabskim bądź zamieszkałym w większości przez muzułmanów? 
E: Póki co z krajów arabskich odwiedziłam jedynie Egipt… Perspektywa życia w kraju arabskim z Zatoki Perskiej typu Dubaj czy Katar mnie nie przeraża, raczej fascynuje. Już nawiązałam kontakt z kilkoma Polkami, które tam stacjonują i „z pierwszej ręki” dostaję od nich informację jak wygląda tam życie Polki-Chrześcijanki. Znając siebie jestem przekonana, że czułabym się tam dobrze zarówno pod względem panującego klimatu jak i kultury. Nigdy nie byłam osobą, która lubi rzucać się w oczy, więc noszenie chusty jest dla mnie pewnego rodzaju udogodnieniem, z którego na pewno będę korzystać (uśmiech).

Umm Latifa: Jeśli chodzi o religię – jak wygląda związek chrześcijanki z muzułmaninem/ Polki z Saudyjczykiem – czy wymaga kompromisów – jeśli tak, to jakich? Co zmieniło się w Twoim życiu, kiedy poznałaś swego męża? Czy czujesz, że musiałaś coś zmienić wbrew swej woli?
E: Póki co moim jedynym kompromisem, który wynika z różnic kulturowo-religijnych było ograniczenie spożycia wieprzowiny i jest to jedynie efekt mojego lenistwa – nie mam ochoty gotować w dwóch garnkach (uśmiech).  Wszystkie święta religijne, zarówno chrześcijańskie jak i muzułmańskie, obchodzimy wspólnie. Nawet moi teściowe składają mi życzenia z okazji „moich” świąt.

Umm Latifa: Wychowanie dzieci, choć jeszcze ich nie macie – czy rozmawialiście o tym, co będzie, kiedy się pojawią? Czy twój mąż chce by były wychowywane na muzułmanów?
E: Nasze dzieci będą muzułmanami wychowanymi w poszanowaniu dla wszystkich religii. Nie było pod tym względem żadnych sporów.

Umm Latifa: Czy poznałaś rodzinę Twego męża? Jak cię przyjęli? Jak wyglądało pierwsze spotkanie? Czy czujesz się w pełni akceptowana?
E: Pierwsze spotkanie z rodziną mojego męża było póki co tylko wirtualne. O ile dobrze pójdzie osobiście poznam ich w to lato.
Ich reakcja była bardzo pozytywna. Od samego początku dostaję od nich ogromna dawkę ciepła i akceptacji. Nigdy nie czułam się gorsza ze względu na inne pochodzenie czy religię. Po ogłoszeniu ślubu tymczasowego jego rodzice zaczęli się do mnie zwracać „dear daughter”

Umm Latifa: A jak zareagowali Twoi bliscy i znajomi na związek z Saudyjczykiem?
E: Zanim przedstawiłam mojego partnera moim rodzicom, traktowali ten związek jako cos abstrakcyjnego, jednak gdy przyprowadziłam go do domu, to była to niemal miłość od pierwszego wejrzenia ;)
Najbardziej zaskoczył mnie mój tata, którego zawsze postrzegałam jako osobę bardzo nietolerancyjną, a który już od dłuższego czasu powtarza nam uparcie, że zegar biologiczny tyka ;)

Umm Latifa: Jakiej rady udzieliłabyś kobietom, które są w związku z Saudyjczykiem lub/i rozważają z nim małżeństwo?
E: Hmm, trudno powiedzieć. Każdy człowiek jest inny i nie wiem, czy moje doświadczenia mogą mieć jakiekolwiek przełożenie na życie kogoś innego. Każdej jednak kobiecie wchodzącej w jakikolwiek związek należy chyba radzić, aby nie patrzyła na swojego partnera przez pryzmat różowych okularów. W przypadku związków mieszanych dodatkowa rada, to poznanie kultury i religii oraz zasad, którymi w życiu kieruje się partner aby już na początku można było szukać kompromisów lub się wycofać.

Umm Latifa: Może chciałabyś coś jeszcze dodać?
E: Chyba tylko to, że jestem bardzo szczęśliwa i tego samego życzę każdej osobie żyjącej na tym świecie ;)

Serdecznie dziękuję Ci, E. za chęci i czas poświęcony na odpowiedzi. 
E. zgodziła się odpowiedzieć na Państwa pytania, pod warunkiem, iż nie będą naruszać granicy prywatności. Można je zadawać w formie komentarzy do niniejszego wywiadu.

185 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Salam alikum. Bardzo ciekawy wywiad! Zastanawia mnie tylko jedno jesli mozna zapytac - dlaczego nie wzieli Panstwo slubu 'zwyklego', skoro tymczasowy jest az na 100 lat? Pani maz jako student moze wziac zwykly slub religijny bez pozwolenia, tym bardziej jak Pani pisze, raczej na pozwoleniu wam nie zalezy. Nie jestem szyitka ani autorytetem w kwestiach islamu ale sunnici z waznych przyczyn zabraniaja slubu tymczasowego ('mut'a'). Pozdrawiam i wszystkiego najlepszego. Ania

Anonimowy pisze...

Myślę że zupełnie inaczej wyglądałoby to gdyby E zechciałaby wychowywać dzieci w wierze chrześcijańskiej.Nie było by tak różowo.Umm Latifo : Dużo czytam ale muszę przyznać ,że twój bloog jest najlepszym jaki widzialam! Bardzo ciekawy, pisany pięknym językiem. Mimo że moje poglądy są inne niż twoje (religijne, życiowe)bardzo lubie tu być.Pozdrawiam serdecznie utalentowaną autorkę Aga

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

@ Aga: Kłaniam się! Może w ogóle do małżeństwa by nie doszło - dla większości muzułmanów wychowanie dzieci w islamie to podstawa... Gdy coś się po drodze matkom niemuzułmanom zmienia - racja - różowo nie jest. Bardzo trudne kwestie!

Anonimowy pisze...

Nie chcę nadmiernie "psychologizować", ale wypowiedzi pani E. wyraźnie emanują tym, iż dokonuje się w niej przemiana w związku z tym małżeństwem. Nie mogę nie zauważyć stwierdzeń typu:
- nie jem wieprzowiny,
- nie lubię rzucać się w oczy.., noszenie chusty jest dla mnie udogodnienem, z którego NA PEWNO bedę korzystać (w kraju arabskim),
- polska rodzina składa nam życzenia także z okazji "moich" świąt - żart, ale..
- dużo czytam i udzielam się na forach na temat religii i kraju mojego męża,
- ślub miał charakter religijny-muzułmański,
- dzieci, gdy się pojawią, jak stwierdza rozmówczyni bez chwili wahania, będą muzułmanami.
Wydaje mi się, że choć pani E. mówi o życiu chrześcijanki i muzułmanina i o zaledwie jednym kompromisie, który tłumaczy dość lekko życiową wygodą - to w istocie jest ona o krok lub kilka kroków od konwersji, choć może sobie jeszcze tego nie uzmysławia.
To bardzo ciekawy wywiad.
Ordonija

Anonimowy pisze...

Bardzo ciekawy wywiad.
cały blog bardzo ciekawy.
szkoda mi tylko przyszłych dzieci, a raczej córek... kraje muzułmańskie to nie raj dla nich.

pozdrawiam.
G.

Jadwiga pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Viga pisze...

Dziękuję za wywiad.
Bardzo ciekawy i miło wiedzieć, że w Polsce też jest jakieś polsko - saudyjskie małżeństwo.
Ja głęboko wierzę w powodzenie takich związków, mimo że to już mnie niejako nie dotyczy niestety. Może kiedyś o tym wspomnę.
Saudyjczycy to wspaniali ludzie i tylko takie wspomnienia mi pozostaną.
Pozdrawiam serdecznie

Anonimowy pisze...

Ciekawy wywiad ;)
Mam jednak małe pytanie, gdyby dzieci Pani E. w przyszłości zdecydowały, że będą wyznawać inną religię albo nie będą uznawały istnienia Boga to spotkają je konsekwencje prawne? Słyszałam, że jeśli ktoś raz przyjmie islam nie może się już go wyrzec i musi być muzułmaninem do końca życia...
Miśka17

Nour pisze...

Salam Alejkum,

Bardzo dobry wywiad Umm Latifo:)

Ja uważam że życie dla dziewczynek, kobiet w krajach arabskich wcale nie jest takie złe jak się wydaje, a przysłowiowy "raj" w krajach europejskich to nic innego jak cała masa problemów związana z odmiennością religijną, tradycją i zachowaniami ludzi.
Wydaje mi się że znaczenie lepiej i łatwiej jest wychować córkę w kraju muzułmańskim (nie mówię konkretnie o Arabii Saudyjskiej) niż w którymś z krajów europejskich- niemuzułmańskich gdzie środowisko i otoczenie sprzyja zejściu na "złą drogę". Oczywiście wszystko zależy od wychowania i od rodziców jak do tego podejdą, jednak otoczenie robi swoje..

Mam nadzieję że w przyszłości będzie więcej takich ciekawych wywiadów Umm Latifo:)

A tej Polce serdecznie gratuluję i mam nadzieję że wszystko w jej związku z Saudyjczykiem dobrze się potoczy i będzie miała szansę na żywo poznać rodzinę swojego męża, in'shaa'Allah.

Maria pisze...

Zejść na zła drogę można wszędzie ... Chłopak w Arabii ma lepiej niż dziewczyna przykładowo moj mąż jako nastolatek miał sporo rozrywek a dziewczynie pozostaje uzależnienie od ojca/brata nudne jak flaki z olejem spotkania z innymi kobietami lub równie ciekawe wizyty w centrach handlowych. W innych krajach arabskich chociaż z poruszaniem sie bez chłopa łatwiej.
Czy mąż niemaz E nie musi odpracować stypendium czyli wrócić na jakiś czas do saudii?

Anonimowy pisze...

do Nour: no tak, łatwiej wychowac dziewczynke, bo musi zostać w domu... co jesli jednak zejdzie na "zla droge"? (chociaz nie uwazam wolnosci jednostki za zla droge, seks to sprawa indywidualna,a nie calego spoleczenstwa") czeka ja chlosta? smierc? nie chcialabym,zeby moja corka byla wychowywana na kobiete do roodzenia dzieci, bez wlasnego zdania... w swiecie, w ktorym musialabym wybrac dla niej meza.

moze odbiegne troche od tematu,ale nie potrafie wyobrazic sobie bolu nocy poslubnej z mezczyzna, ktorego pierwszy raz na oczy widze... cos strasznego.

serdecznie pozdrawiam.

G,

Nour pisze...

@G. - niekoniecznie o to mi chodziło, mówimy o islamie, w tej religii nie istnieje pojęcie współżycia przed ślubem.Jest ono zakazane - haram.
Jeśli natomiast mowa o nocy poślubnej i mężu, kto powiedział że kobieta wychodząc za mąż widzi tego mężczyznę pierwszy raz na oczy?
Obecnie spotyka się małżeństwa aranżowane ale w większości młodzi sami mogą dokonać wyboru, a już na pewno kobieta której przedstawia się kandydata na męża - to ona decyduje czy chce za tego mężczyznę wyjść czy też nie.
Przed ślubem jest okres zapoznawczy dla obydwojga który może trwać miesiąc, rok lub nawet dwa lata. W tym czasie mogą się poznać, porozmawiać o swoich oczekiwaniach i jeśli obydwoje zaakceptują odbywa się ślub.
Mogłabym jeszcze dużo napisać na ten temat, ale całkiem zejdziemy na inną ścieżkę.
Mimo wszystko, proszę mi wierzyć, nie jest tak źle jak wydawać by się mogło ludziom "z zewnątrz"
Pozdrawiam serdecznie.

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

@ G: Małżeństwo aranżowane - nie oznacza, że zmusza się ludzi do ożenku (choć takie przypadki się zdarząją, to jednak są wyjątki), i od razu - zmusza do nocy poślubnej. W Arabii mężczyzna przychodzi w oświadczyny, spotyka się z kobietą, która chce poślubić w towarzystwie innych kobiet, widzi ją bez niqabu i abaji. Jeśli przypadną sobie do gustu, następują dalsze procedury. Zawierają małżeństwo - a potem mają kilka miesięcy - tak jest tu przyjęte na poznanie się lepsze - jako małżonkowie z intencją trwania w tym związku. Spotykają się jak małżeństwo, ale - noc poślubna ma miejsce dopiero po weselu - a to zazwyczaj w Arabii wydawane jest po kilku miesiącach od formalnego zawarcia małżeństwa. Te parę miesięcy to czas na lepsze poznanie się.

Anonimowy pisze...

@ G: E tam "ból nocy poślubnej z mężczyzną widzianym po raz pierwszy na oczy" ;) - to zastanów się ile panienek traci dziewictwo z facetami, których pierwszy raz na oczy widzą - na dyskotece? Może nie tak bardzo boli ;). Co lepsze - mieć mężczyznę, który chce być Twoim mężem, czy przespać się z takim, który chce po prostu Cię rozdziewiczyć?
H.

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

@ G: Generalizuje Pani, fakt, że wychowywanym jest się w odrębnej kulturze, nie oznacza, że kobieta jest od Pani głupsza i nie posiada własnego zdania. To jeden z największych stereotypów co do płci pięknej w krajach arabskich. nie ma przebacz - jakoś tak Bóg chciał, że to kobieta ma jajniki a mężczyzna plemniki a nie odwrotnie, i to dziewczynki bawią się lalkami, a chłopcy mają kopary. Więc nawet w Polsce - to Pani córka, urodzi pewnego dnia dziecko (życzę Pani tego z całego serca), a nie jej mąż ;). To nie kwestia wychowania, tylko "natury". A posiadanie dzieci i ich wychowanie to nie są "czynności" poślednie. Dlaczego kobiety w ten sposób myślą? Wpływ średniowiecznych ideii Ojców Kościoła?
Fakt, w Arabii kobietom nie jest łatwo od strony prawnej. Ale więcej kobiet ma wyższe wykształcenie od mężczyzn, i nastanie niedługo ich "czas".
Pozdrawiam równie serdecznie!

Anonimowy pisze...

no tak, tylko to wyzsze wyksztalcenie w pelni opiera sie na religii, wiec dla mnie nie jest wyksztalceniem.
zauwazylam, ZE TO KOBIETY RODZA:) spokojnie. tylko widze w jakich ilosciach w krajach muzulmanskich, a w jakich ilosciach poza tymi krajami.

a tak poza tym, co kobiecie po tym wyksztalceniu? siedzi w domu, rodzi dzieci co rok.

lepsze poznanie sie... no tak, widac, ze Pani swojego meza poznala normalnie, jak to jest w Polsce...

g.

Anonimowy pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
Nour pisze...

Do G: Kto powiedział że wyższe wykształcenie opiera się na religi? Zarówno kobiety jak i mężczyźni chodzą na normalne uniwersytety w których się kształcą i zdobywają wiedzę. Kobiety studiują medycynę - stomatologię, czy to ma jakiś związek z religią?
Etyka lekarska jest jedna.

Kobiety w krajach europejskich biegną razem z czasem, najpierw praca, dom, wakacje, podróże a gdzieś na końcu (lub czasem na początku) zostaje miejsce na męża i rodzinę. Stąd też zwykle ograniczają się do jednego czy dwojga dzieci.
Natomiast w krajach muzułmańskich to rodzina jest najważniejsza przed karierą zawodową i wojażami.
Nie można też generalizować, zarówno w krajach niemuzułmańskich można znaleźć rodziny wielodzietne, jak i w krajach arabskich rodzinę 2+1, lub tak jak u nas bywa 2+2.
Nie ma na to zasady.

Nie wszystkie kobiety po zamążpójściu siedzą w domu, w zależności od tego z jakiego domu pochodzi kobieta i od uzgodnień w małżeństwie może podjąć pracę zawodową (za obopulną zgodą).
Chciałabym też zaznaczyć, że pracująca kobieta zarobione pieniądze ma prawo przeznaczyć tylko i wyłącznie na siebie, nie musi się nawet tymi pieniędzmi z mężem dzielić, chyba że sama chce.
Natomiast to na mężczyźnie spoczywa ciężar utrzymania żony i dzieci.
Czy jest coś złego w posiadaniu prawdziwej rodziny?

G. ja znam wiele osób, małżeństw które były aranżowane i wygląda to tak jak mniej więcej opisała Umm Latifa, dopiero po weselu noc poślubna, natomiast wcześniej kontrakt i poznanie się wzajemne.

Oczywiście może masz inną wizję dotyczącą wzajemnego poznania się i znaczy ona dla Ciebie coś innego lub coś więcej jak tylko rozmowa i spotkania.
Pamiętajmy jednak że mówimy o islamie.
Pozdrawiam serdecznie.

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

@ Nour: Dziękuję za włączenie się do dyskusji - mądre słowa.

@ G: Czyli "przyzwoitą" normą jest model 2+1, czy posiadanie większej ilości dzieci - to już jest "nieprzyzwoite" wg pani i tak nie powinno być? Chce Pani, aby było jak w Chinach ;) - już teraz - motowuje się kobiety w Europie do rodzenia większej ilości dzieci ;) - za mały przyrost naturalny, i na emeryturkę Pani - być może pracować będą obcjokrakowcy z krajów arabskich- ten efekt "muzułmańskiej" nadprodukcji :). A jeśli nawet, to czy posiadanie większej ilośći dzieci - ubliża kobiecie, jej godnośći i umniejsza jej wartość? Czy wg pani - najlepszym rozwiązaniem jest: urodzić, oddać do żłobka i robić karierę? Gwarantuję Pani, że w większości przypadków, to nie chęć robienia "kariery" zmusza kobiety do odstawienia dziecka od piersi i oddania w ręce wychowanki, tylko sytuacja ekonomiczna. A jeśli kobieta chce mieć 14 dzieci, to niech ma, i nikomu nie powinno to przeszkadzać.

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

@ A co do wykształcenia - to ma bardzo duży wpływ na wychowanie dzieci właśnie...

Anonimowy pisze...

Różnica jest taka: my mamy wybór czy chcemy siedzieć z dziećmi w domu czy pracować, a wy niestety w 90% nie!

Anonimowy pisze...

chodzi mi o to,ze tu kobieta ma wybor, tam nie... taka jest prawda. Pani Umm Latifo, prosze powiedziec jak zareagowalby maz gdyby ktorekolwiek z Panstwa dzieci chcialoby zmienic w przyszlosci religie?
lub gdyby Pani chciala wrocic do Polski? lub juz na samym poczatku chcialaby Pani zostac w Polsce?

naprawde nie zakladajcie,ze nic nie wiem o muzulmanach - mezczyznach.
bardzo chcialam wziac udzial w wywiadzie, jednak i tak Pani nie opublikowalaby wywiadu ze mna. Bylam zona muzulmanina, baardzo dobrego, dopoki byl w Polsce.

pozdrawiam

G.

Anonimowy pisze...

"(...)i na emeryturkę Pani - być może pracować będą obcjokrakowcy z krajów arabskich- ten efekt "muzułmańskiej" nadprodukcji :)" - a za to Pani w ogole nie bedzie miala WLASNEJ EMERYTURY.

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

@ G: O tym właśnie można inteligentnie i na poziomie dyskutować: o umożliwieniu kobietom dokonywania wyborów, albowiem prawdą jest że w Arabii jest to bardzo, ale bardzo trudna sprawa. Muzułmanie są, Pani G., tacy jak Katolicy. Nie ma różnicy - i tu i tu ludzie są tylko ludźmi, a nie chodzącymi ideałami.
Różnica polega na tym, że są na świecie kobiety, które wydają się za mąż za śniadolicych panów, bez świadomości i wiedzy o tym, jak wygląda życie w kraju arabskim, bez widzy o islamie (oraz umiejętności odróżnienia islamu od tradycji), oraz bez umiejętności komunikacji z małżonkiem, co do wspólnej przyszłości.

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

O proszę, jak to wszyscy dokładnie wszystko wiedzą? Żmije jakieś czy co? ;)

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

I do typowe "nasze polskie" dobre życzenie bliźniemu swemu ;) hehe. Ekstra się bawię!

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

@ G: Jeśli dzieci zmienią religię, to wówczas powiadmię - proszę podać adres emailowy - będziemy w kontakcie?
Życie w Polsce - nie, nie wchodziło w grę. Kwestia islamu oczywiście, jak również kwestie finansowe - nie ma co ukrywać, w Arabii daje się wyżyć z jednej pensji, choć bez domów z basenami ;)

Anonimowy pisze...

Kobieta chce? hmmm... w ogole nie powinna Pani uzywac takiego sformułowania...

ile procent kobiet w AS pracuje?? hmmm... 8%?
a jak wyglada ślub wedlug islamu?? hmmm... umowa? ja Ci daje seks(dozwolone slowo?) , dzieci, a Ty mi dajesz pieniadze, dom, zloty lancuszek. no i oczywiscie nie zgadzam sie na kolejne zony, bo jak zapomne tego dopisac to maz bedzie mogl robic co chce. koniecznie musimy tez napisac,ze dzieci beda muzulmanami...

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

Tak, jest to umowa - całkiem niezła sprawa. I wpłata wiana dla kobiety również. I jej utrzymanie. Też dobre.
W polskim prawie również funkcjonuje coś takiego jak umowa małżeńska = tzw. intercyza. Cóż w tym złego? Seks rzecz naturalna - między małżonkami, nie boimy się tego słowa ;).

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

A dlaczego nie powinnam używać słowa CHCE? Islam daje kobiecie prawo do pracy, ale tradycje lokalne często uniemożliwiają. Trzeba tylko umieć to rozgraniczyć, i poczytać więcej o islamie. Z mądrych książek.

Anonimowy pisze...

otóż poznałam jego rodzine duzo wczesniej, z tym ze nie przyzwalalam na wszystko tak, jak Pani. od razu powiedzialam,ze nie pozwole na to,zeby moje dzieci byly juz teraz laczone z jakakolwiek religia (ja jestem ateistka), wiec chcialam zeby to dzieci zdecydowaly. 5 lat bylam zona muzulmanina... czy to malo? znalam go bardzo dobrze. Jednak nigdy nie zostawilabym kraju i rodziny tak po prostu, jak kazal mi to zrobic.
nie wychowywalabym corki na kobiete zamknieta w czarnej szacie, nie pozwolilabym jej sadzic,ze jest gorsza od mezczyzny, ze jest grzeszna i zla od urodzenia a honor rodziny jest miedzy jej udami... nie wychowywalabym jjej w swiecie gdzie wolnosc seksualna i wolnosc slowa nalezy sie tylko mezczyznie... i nie zakulabym sie sama w jakas czarna... nie umiem tego ladnie nazywac. Naprawde uwazam,ze same spoleczenstwo nie rozni sie tak bardzo, ludzie sa bardzo mili... ale jesli ich poznac blizej to spoleczenstwo tkwi gdzies tak w VII wieku n.e.

g

Anonimowy pisze...

Intercyza nie jest ślubem!Te porównanie jest błędem.

Anonimowy pisze...

Nie powiadomi Pani bo nie zmienią, nie będą mogły.
cieszę się,że Pani dobrze się bawi, wreszcie jakaś rozrywka.

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

Abaja. Proste.
To są różnice między nami. Różnice w stylu życia. Pani wybory są pani wyborami, ale nie moimi. Ja Pani nie przeszkadzam, więc nie rozumiem - agresji. Pani nie akceptuje pewnych wartości, dlla mnie są ważne, z tą tylko różnicą, że ja na panią nie napadam, dlatego, że czego innego pani oczekuje od życia. Dziwię sie, że z takim światopoglądem wyszła pani za mąż za muzułmanina - gdzie były części wspólne?

Anonimowy pisze...

z tym,ze intercyze podpisuje ta para, ktora chce. Ciesze sie,ze z jednej pensja daje sobie Pani jakos rade... ale gdybym miala siedziec caly dzien w domu to oszalabym. Pewnie tez prowadzilabym kilka blogow i liczyla meza wyplate...
ale wolalabym to robic w Polsce.

niektorzy ludzi rodza sie by byc niewolnikami.

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

Myślę, że porównanie dobre. Ślub to nie umowa małżeńska. Ale też się składa, że umowa małżeńska w RP ma formę dokumentu ;). Intercyza jest dokumentem, który można porównać z umowa małżeńską "islamską" - reguluje relajce finsowe między małżonkami. A umowa muzułmańska dodatkowo może zagwarantować kobiecie inne prawa. czyli lepsza rzecz, niż podstawowa umowa małżeńska w RP ;)

Nour pisze...

To i ja dodam coś od siebie.
Wielu mężczyzn, muzułmanów, po opuszczeniu swojego kraju i przybyciu do kraju niemuzułmańskiego niestety często zmienia swoje podejście do życia, nastawienie do religii, chcą być "bardziej otwarci", wyluzowani a koniec końców wychodzi na to że po prostu bardzo się gubią.
Poznaje później pewna kobieta ów Pana i zakochuje się po uszy, a on mówi że religia nie ma znaczenia, że dziecko może być chrześcijaninem, niekoniecznie muzułmaninem i że wszystko pięknie się ułoży. Często też taki pan sięga po alkohol na symbol jego otwartości, co dla jego wybranki jest zupełną oznaką że on jest całkowicie "swój" i trafiła na ideał o pięknej karnacji a przyjmującego naszą kulturę!
Otóż nie. Na świecie są zarówno dobrzy jak i źli muzułmanie.
Kobieta, często nie zdając sobie w ogóle sprawy i nie zadając sobie trudu poznania religi, tradycji, kultury w jakiej został wychowany pan mąż liczy na to że wszystko odbędzie się po jej myśli.
Nic bardziej błędnego! Dziecko z ojca muzułmanina ZAWSZE przejmuje religię po ojcu więc obiecanki w stylu dziecko może wybrać swoją religię są w ogóle nie na miejscu, tak samo jeśli chodzi o spożywanie alkoholu/wieprzowiny, niemodlenie się, przyzwalanie żonie na życie w typowo europejski sposób.To wszystko prędzej czy później się skończy tylko te panie nie mają o tym zielonego pojęcia. Budzą się pewnego dnia i widzą że mężczyzna który jest obok nich to nie ten sam ukochany facet którego poślubiły i któremu oddały swoje serce.
Zaczynają się problemy, o dzieci, o religię, o nakazy, o ubiór i nagle kobieta otwiera szeroko oczy i mówi "to nie ten sam facet którego pokochałam, wszyscy muzułmanie, te Araby to samo zło".
Podaję na przykład książkę "Tylko razem z córką". Kobieta żyjąca przez całe życie z mężem w USA nagle wyjeżdża do jego kraju i zaczyna się jej koszmar..No właśnie, gdyby ta kobieta od początku wiedziała jakie obyczaje panują w kraju mężą, gdyby wiedziała coś na temat religii to wszystko to inaczej mogłoby się potoczyć.
Jednak rzeczywistośc jest inna, kobieta spotyka mężczyznę z kraju arabskiego, zakochuje się i wydaje jej się że będzie jak w bajce bo ona akurat trafiła na takiego który jeśli mówi że religia to nic, do kraju wracać nie chce nigdy, rodzina się nie liczy, a dziecko ma wolnośc religii to tak z pewnością będzie.
Drogie Panie, radzę wszystkim abyście najpierw otworzyły oczy a później podejmowały decyzje.
Tyle ode mnie:)

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

O proszę, ale widzę, że jednak Anonim czyta bloga - już kilka komentarzy z takim samym hasłem się pojawiło :).
Ależ oczywiście, że ludzie rodzą się niewolnikami - zgodzę się - albo swoich pragnien, albo systemów, albo Boga. Kwestia tylko komu chcemy służyc. A to moje wybory - dlaczego tak emocjonalnie do tego Panie podchodzicie?

Anonimowy pisze...

We wszystkim! akceptuje w pelni Islam, ale uwazam ,ze ludzie baaardzo zle, a nawet calkiem blednie go interpretuja.
Jesli chodzi o kulture... takie cos nie istnieje. to nie jest kultura, to PRAWO. Zawsze bede uwazac Polki,czy jakiekolwiek kobiety, ktore zmienily wiare dla meza jak kobiety z wypranymi mozgami i glupie...
bo poznalam tam mnostwo kobiet, ktore chca zyc jak kobiety u nas, a nasze kobiety pchaja sie w niewole.
to tyle, koncze temat i tak Pani nie porusza na blogu bolesnych tematow, pisze Pani tak poprawnie, jakby cala rodzina Pani meza sledzila blog. pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

emocjonalnie, bo o maly wlos nie zostalabym rozdzielona z corka...
pozdrawiam.

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

O ja jestem osobą bardzo pracowitą ;), i lubię robić coś dla siebie, i to co lubię czyli pisać, rozwijać się. A mam małe dzieci - nie wyobrażam sobie oddania ich w ręce azjatyckiej niani :). Wolę odchować sama :). Osobą rozrywkową nie jestem :)

Nour pisze...

do G. - dla Pani męża było zakazane wzięcie ślubu z ateistą więc w ogóle nie rozumiem jakim cudem pobraliście się Państwo.
Muzułmanin może poślubić jedynie kobietę Księgi - muzułmankę, chrześcijankę i żydówkę.

Anonimowy pisze...

to proszę się rozwijać, mam nadzieję,że za kilka lat będzie Pani tak samo pełna entuzjazmu ;)
pozdraiwam.

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

"to tyle, koncze temat i tak Pani nie porusza na blogu bolesnych tematow, pisze Pani tak poprawnie, jakby cala rodzina Pani meza sledzila blog."

A jakie bolesne tematy Pania interesują? :D

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

A to dobre życzenie - jeśli ze szczerego serca! Mam taką nadzieję, że dam radę - wychowanie dzieci to wyzwanie nie lada, a i prowadzenie domu ;) - pracy moc.

Sofija pisze...

Szczęście i inteligencja zawsze Ci Umm Latifo sprzyja i niech tak będzie zawsze..tyle odemnie na temat dyskusji:)

Anonimowy pisze...

Witam po dlugiej przerwie w pisaniu komentarzy...

Do Pani G

Droga Pani, a w jakim celu zawarla pani zwiazek malzenski z muzulmaninem, ktory byl takim zlym czlowiekiem? Oszukal Pania, przed slubem byl zupelnie inny? Zdarza sie, nawet bardzo czesto. Pani zle wybory zyciowe nie daja jedank Pani prawa sadzic, ze WSZYSTKIE kobiety w zwiazkach z muzulmaninami sa nieszczesliwe. Co dokladnie Pani nie pasuje, to ze Umm Latifa jest kobieta niepracujaca i prowadzi dom? Przeciez takie kobieta sa takze w Polsce, czy mysli Pani, ze one takze sa nieszczesliwe? Napisze Pani zapewne... nie bo one maja wybor... z tego co wiem to Umm :-) tez go miala i wyglada na zadowolona z tego jak jej zycie wyglada, wiec nie rozumiem dlaczego Pani widzi tu jakies problemy? Mozna rozmawiac o problemach i pozycji kobiet w krajach arabskich i z tego co sie zdazylam wczytac to Umm:-) rowniez uwaza, ze zmiany sa potrzebne i to bardzo! Dlaczego Pani nie moze zaakceptowac tego, ze Umm jest szczesliwa kobieta w zwiazku z muzulmaninem?

Ach i jeszcze jedno. Pisze Pani, ze kobiety zmieniajace wiare sa glupie. Moim zdaniem te, ktore robia to z prawdziwej wiary na pewno takie nie sa. Natomiast wyjatkowo glupie wydaja mi sie kobiety, ktore wskakuja w zwiazek z muzulmanienm bez jakiejkolwiek wiedzy na temat islamu, rodziny kandydata na meza, kraju pochodzenia oraz te, ktore mysla ze miara jego religijnosci jest to ile wodki wypija w Polsce:-)!!
I na koniec zeby nie bylo.... ja rowniez nie potrafie zrozumiec dlaczego ludzie zmieniaja wiare i chyba nigdy tego nie zrozumiem ale ze akurat JA tego nie rozumiem nie znaczy, ze jest to glupie! Na litosc boska no:-)))

Natka

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

@ Sofijo, dziękuję bardzo :). Amen!

Anonimowy pisze...

". Natomiast wyjatkowo glupie wydaja mi sie kobiety, ktore wskakuja w zwiazek z muzulmanienm bez jakiejkolwiek wiedzy na temat islamu, rodziny kandydata na meza, kraju pochodzenia oraz te, ktore mysla ze miara jego religijnosci jest to ile wodki wypija w Polsce:-)!!" - 5lat po slubie to mało? naprawde mało? wyjatkowo glupie wydaja mi sie kobiety, ktore mowia,ze kazdy muzulmanin jest inny.

Nour pisze...

Skoro wszyscy muzułmanie są według Pani tacy sami to po co ten ślub? Może świadczyć tylko o naiwności że jednak ten jeden jedyny okaże się inny. Nie od dziś wiadomo że dziecko muzułmanina jest muzułmaninem a jednak wydaje się że Pani oczekiwała czegoś innego.
5 lat czy to dużo?
Można iść przez życie obok drugiej osoby nawet 40 lat a na końcu stwierdzić że się tej osoby nie zna. Można też iść z drugą osobą przez życie rok czy 3 lata i wiedzieć o tej osobie wszystko.
Wierzący i przestrzegający zasad swojej religii muzułmanie to jedno, a ci którzy od niej odchodzą by na siłę wpasować się w społeczeństwo to drugie.
Pozdrawiam serdecznie.

Anonimowy pisze...

Mało brakowało a przespałabym taką ciekawą dyskusję :-)

Polka, chrześcijanka, po szkołach a dzieci wywoływałam sama najdłużej jak się dało. I to była nasza najlepsza decyzja – widzę to coraz wyraźniej w miarę upływu lat i dorastania synów.
Teraz mam zamiar jeszcze rzucić pracę, która bardzo lubię, żeby dołączyć do męża:-)).
Czyżbym miała źle ustawione priorytety?

Wiele kobiet wraca do pracy zaraz po urodzeniu dziecka. Wiele nie decyduje się na dzieci, albo latami odkłada decyzję o macierzyństwie. Głównym powodem są pieniądze. W Polsce mężczyzna zwykle nie jest w stanie sam utrzymać rodziny. Owszem wiele kobiet chce wrócić do pracy, ale dopiero później, jak odchowa dzieci, sama chciałam. Tyle że jest to bardzo trudne. Czasami wręcz niemożliwe. Praca w przypadku kobiet często nie jest kwestią wyboru czy priorytetów, ale realiów (czytaj: kredyty, opłaty, powrót na rynek pracy). W Arabii poznałam kilka pracujących kobiet. Dzieciatych. Czyli jak się chce, to widać można.

Bardzo lubię takie dyskusję ;-). Nie znając realiów i mentalności ludzi wychowanych w innej kulturze, lepiej od nich wiemy, co im da szczęście. Sama bym czasem chciała wiedzieć, co mnie daje szczęście;-).

Może ktoś wie?

Pozdrawiam
Jola

Anonimowy pisze...

Zapomniałam o najważniejszym.

Gratuluję, bardzo ciekawy wywiad. Pani E. życzę 100 lat szczęścia!!!

Pozdrawiam
Jola
(loguję się jako anonimowy, ponieważ gmail przy próbie logowania mnie odrzuca)

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

@ G: Ludzie są inni - i temu Pani nie zaprzeczy. tak samo jak ja jestem inna od Pani, tak samo inny muzułmanin jest inny od muzułmanina ;) - poza tym, co oznacza słowo muzułmanin? Co rozumiemy - człowieka, który przestrzega zasad islamu czy który "po prostu przypisuje się do wyznawców danej religii"? trochę to bardziej skomplikowane. Wśród muzułmanów są również ludzie dobrzy, jak i wśród Arabów. A Arab nie równa się muzułmanin. Ludzie są tacy, jacy są. Ale różnimy się tradycjami i kulturą, bez ich zrozumienia i poszanowania - żadne małżeństwo nie przetrwa.

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

@ Jola: Miło Cię widzieć Jolu :) i czytać - jak zwykle. Nie wiem, gdzie się pani E. nam zgubiła - miała z nami rozmawiać :), a tu i życzenia są :), poza trudnymi tematami :).

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

@ Natka: dziękuję za komentarz ;). Ja rozumiem zmianę wiary - po prostu człowiek w coś przestaje wierzyć, zaczyna w coś innego. :) DLa mnie proste, ale ja z innego "stołka" patrzę ;)

Anonimowy pisze...

Dziękuję :-))

Podczas studiów poznałam dwóch braci, synów Polki i Marokańczyka, wychowanych w Maroku. Zaprzyjaźniliśmy się, jeden z nich „chodził” z moją współlokatorką. Ich mama podczas corocznej wizyty w Polsce chciała nas poznać, więc zaprosiła nas większą ekipą na spotkanie. Miałam okazję z nią dłużej porozmawiać. Sprawiała wrażenie osoby szczęśliwej i zadowolonej z życia. Z rozbawieniem wspominała obawy rodziny, co do pięciu żon i ewentualnej sprzedaży na targu :-).

Dla mnie już samo małżeństwo z obcokrajowcem jest dużym wyzwaniem. A co dopiero z osobą z tak odmiennego kręgu kulturowego i religijnego jak Arabia. Wymaga to ogromniej odwagi i rozwagi z obu stron, większej niż w przypadku „zwykłych” małżeństw.
Mój mąż urodził się i wychował 100 km od mojego rodzinnego domu. Czasem zastanawiam się, jak powinnam mówić do niego mówić, żeby mnie zrozumiał ;-).

Pozdrawiam
Jola

Anonimowy pisze...

Pani Jolu jest dokaldnie tak jak Pani mowi. Dlatego przed wstapieniem w zwiazek malzenski z ludziem odmiennym kulturowo od nas trzeba go, a takze jego rodzine i srodowisko w jakim sie wychowal bardzo dobrze poznac:-)
Do Anonima, ktory pisal o 5 latach po slubie bo nie wiem czy to ta sama Pani G, a co ma piernik do wiatraka, ze sie tak zapytam? Moglaby Pani byc zona i 100 lat i co by to zmienilo? Trzeba bylo sie zastanawiac i poznawac doglebniej przed slubem, o to tu chodzi.

Umm Latifa wiem, ze Ty z innego stolka i tak wlasnie w zyciu jest, przeciez nie mozemy byc wszysy tacy sami i miec takie samo zdanie na kazdy temat. Sukcesem jest zdolnosc rozmwowy bez zbednego osadzania i moralizowania drugiej osoby tylko dlatego, ze ma inne poglady. No ale to akurat Ty dobrze wiesz:-)

pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Sorki zapomialam sie podpisac. Komentarz o stolku jest moj.

Natka :-)

Anonimowy pisze...

to jest chore. po prostu chore. w autobusie, wypatrzyl zakompleksiona polke. a taki polak do saudyjki nie moze nawet zagadac. same popieracie dyskryminacje kobiet!!! kilka miesiecy i sex. ta na bank ja szanuje. papierek, i ja rzuci. rodzina arabska na bank jej nie szanuje tez!

Anonimowy pisze...

To i ja wrzucę swoje trzy grosze do dyskusji.
Wywiad interesujący, niestety nie wnoszący nic w temat. Wybacz Umm Latifo że tak piszę. Ty możesz być przykładem dla Polek, które zamierzają wejść w podobny związek małżeński. Mieszkasz już parę ładnych lat w AS, żyjesz tam z rodziną, obserwujesz świat i przez swój pryzmat nam go przekazujesz. W dodatku przeszłaś na islam więc zapoznałaś się permanentnie z religią, panującymi obyczajami, tradycją etc.
Osoba z wywiadu sprawia wrażenie typowej zakochanej w muzułmaninie... Mieszka w Polsce, jedynie gdzie była to Egipt (mowa o kraju muzułmańskim) a rodzinę męża zna wirtualnie. Więc cóż ona może powiedzieć o prawdziwym małżeństwie z Saudyjczykiem?
Wybacz sceptycyzm.
Na takie związki jak z w/w wywiadu właśnie patrzę trochę krytycznym okiem. Trzeba lat w związku, dojrzałości emocjonalnej dwojga partnerów, otwartości oraz czasem sztuki kompromisu.
Nie zamierzam też gloryfikować mężów NIE- muzułmanów :) Chłop jaki jest każdy wie. Bez znaczenia jaka religia czy kraj, miewają swoje humory i są czasem "upierdliwi" na swój sposób. (dobrze, że mój tego nie czyta)
Jakoś uważam, że ten opisany w wywiadzie związek z Saudyjczykiem może mieć różny finał. Nie życze tego autorce jednak za wcześnie na euforię.
Messua

Anonimowy pisze...

Cytat: "W autobusie wypatrzył zakompleksiona Polkę??? Czy to wynika z wypowiedzi pani E.?? Ja u niej nie dostrzegam kompleksów, jest raczej duża otwartość, chęć poznania kultury i świata męża, w które wchodzi, a pewnie wejdzie jeszcze głębiej. Jest fascynacja czymś nowym, innym, odmiennym, to sie daje wyczytać. Co miał jej mąż zrobić, gdy impuls na linii oczy-serce w autobusie był tak silny, że zdeydował się poznać panią E. Miał tu ściągać siostry, by wybadały pannę i krewnego, by negocjował z tatusiem. Nie mam zamiaru nikogo osądzać, ale wydaje mi się, że fakt, iż szybko doprowadził do religijnego ślubu było tym, co mógł uczynić w ramach "chwilowego rozwiązania", choć formalne byłoby dużo lepsze, ale nie znamy wszystkich okoliczności związanych z sytuacją ich dwojga dotycząca. Mówienie o intymnych relacjach między ludźmi w zbrutalizowanej formie (że szybko itp. nie będę powtarzać)- niefajne. Ale niewatpliwie szczególnie ważnym momentem będzie spotkanie z rodzina. Domyślam się, że mąż pani E. poważnie traktuje związek i ślub tymczasowy, akceptowany przez rodzinę, jak rozumiem jest nie tylko zgodny z jego sumieniem, ale też ma właśnie na celu ułatwić jej wejście w rodzinę. Dla trwałości związku kobiety spoza obszaru krajów arabskich i Araba akceptacja rodziny jest niezwykle istotna. Jej brak może sporo napsuć, bo nie każdy mężczyzna ma w sobie siłę, by walczyć o miłość z całym światem i bliskimi. Kwestie maksymalnie formalnego dogadania spraw przyszłości rozwoju rodziny - ku czemu dążymy jako stadło, w jakim kraju będziemy mieszkać, czy żona będzie spełniać się zawodowo, jaki poziom samodzielności jest dla niej życiowo niezbędny, ile pragniemy dzieci i w jakiej kulturze i religii je wychowamy. To są zadania do drobiazgowego przegadania, by uniknać rozczarowań.
Ordonija

Anonimowy pisze...

Messua,
W Twojej wypowiedzi jest, moim zdaniem,sporo racji. Jasne, że podobne rozmowy jak ta już bywały w druku, ale chyba ciągle, to co wynika z tego dialogu ciężko przebija się do mas. Ty, Messua masz inny poziom świadomości, jesteś sceptyczna i to jest bardzo dobrze. Ile jest niewiast, które sceptyczne nie są? Jadą na wakacje do Egiptu i wydeptują tam wyłącznie szlaki turystyczne, na których spotykają się z męskim zachwytem. Potem spotykają Araba, któty dąży do związku - ale dziewczyny nie mają świadomości nawet, jakie zachowania mężczyzny muzułumanina są wyrazem jego prawdziwego zaangażowania w związek z kobietą i wyrazem jego szacunku do niej i myślenia o wspólnej przyszłości. Pani E. o tyle jest w dobrej sytuacji, że zaoferowano jej sformalizowanie relacji, a nie życie na "kocią łapę" i stoi przed szansą bycia przedstawioną rodzinie. Jak pisałam wcześniej, uważam, że jest też zainteresowana ujednoliceniem religijnym rodziny, co niewątpliwie wpłynie korzystnie na taki mieszany związek. Chce "wejść w temat", chce skonfrontować wyobrażenie z rzeczywistością, to już DUŻO, w stosunku do tego, co zdarzało mi się obserwować w innych przypadkach.
Ordonija

Cinnamon Snow pisze...

Wieczny temat! I za kazdym razem wywoluje emocjonalne reakcje :) Pani E. zycze szczescia, bo czemu nie, ale zalecam ostroznosc szczegolnie, ze z cala pewnoscia twierdzi, ze zamieszkanie w AS nie wchodzi w gre - nigdy nic nie wiadomo, czlowiek, ni krowa, ma prawo zmienic zdanie, nie wiadomo, jak zycie sie potoczy.
Czy 5 lat to duzo czy malo? Nam wybije niedlugo 7 i sama nie wiem, kiedy ten czas przelecial :) Wiem jedno - milosc to warunek konieczny do udanego zycia malzenskiego ale niewystarczajacy wbrew temu, w co wiele osob wierzy - stad pewnie tyle nieudanych zwiazkow - tak jedno- jak i wielokulturowych.
Przepraszam chaotyczna wypowiedz, to ze zmeczenia :)

Maria pisze...

Jak angielska "samotna " matka ma 5 dzieci każde z innym chlopem siedzi w domu przed tv to pewno jest ok ale jak Arabka robi to samo to już jest zniewolenie. Moja saudyjska szwagierka matka 4 dzieci zarabia lepiej od męża i co z tego ze chodzi w abai. Czy ubiór ma wogole jakiekolwiek. Mnie siedzenie w domu wykancza wiec wykanczam o męża oboje odetchnelismy jak wróciłam do pracy.
Co do G to ja bym na nią tak nie wsiadala yo nie jej wina ze ten osobnik dostał zaniku mózgu w Europie i nagle sie ocknal. Jak pił robił co chciał w nosie miał islam to jakim prawem nagle mu sie przypomina ze ooo moje dziecko ma być muzułmańskie. Nie mówię ze kobieta nie powinna starać sie poznać religii przyszłego męża no ale jak zachowanie pana jest jawnym zaprzeczeniem jej zasad to naprawdę nie jej wina czy jemu każe ktoś kłamać w sprawie wiary dzieci i wymyślać niestworzone rzeczy w stylu bóg w europie nie widzi.

Maria pisze...

Nour w Polsce w pokoleniu moich rodziców kobiety wcześniej zakładały rodziny moje pokolenie robi to o dobrych kilka lat pózniej. W krajach arabskich tez już nie wychodzą za mąż 17latki tak tłumnie jak 20 lat temu bo zmienia sie mentalność, arabki tez chcą pracować studiować rozwijać swoje pasje a nie od razu mąż i pieluchy.

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

@ Maria: Co do Pani G. - nie sadze, by ktokolwiek winił ją za błędy męża (aczkolwiek ja zawsze powtarzam, że należałoby wysłuchać relacji drugiej strony). Osobiście nie podoba mi się generalizowanie, operowanie stereoptypami, przenosząc gniew z byłego męża na całą grupę - muzułmanów, jak również na osoby, które zdecydowały się wieść inny styl życia niż pani G., i którym przyświecają inne wartości i idee.

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

Messua (nie obrażam się, zasadna uwaga :), Ordinija, Cinnamon Snow - bardzo ciekawe komentarze, warto dyskutować. Z drugiej strony, zastanawiam się, kiedy "odradzać" małżeństwo z Arabem/muzułmaninem kobiecie wychowanej w innym kręgu kulturowym, tradycjach... Dlatego też szukałam i szukam nadal Polek, które były w związkach z Saudyjczykami, i związki te - nie przekształciły się w małżeństwo... Co sprawiło, że nie było dalszego ciągu?... Warto o tym pisać sądzę, i może wkrótce o tym podyskutujemy...

Anonimowy pisze...

Umm Latifo
Cokolwiek nie napiszesz, nigdy nie zdołasz przekonać kobiet do słusznego wyboru. Możesz być dla wielu przykładem, ale wybory to decyzje indywidualne. Przeraża mnie jeśli są kobiety, które na podstawie np twojego życia wychodzą z założenia, że także im uda się "związek z muzułmaninem". Reprezentujesz inny typ kobiet, sporo w Tobie ciekawości, która sprawiła, że zrozumiałaś i zaakceptowałaś świat w którym żyjesz. Myślę, że oprócz miłości (która jest podstawą związku) kierowała Tobą także życiowa mądrość.
Myślę,że niektóre kobiety widzą tylko to, co chcą widzieć. A czasami trzeba zdjąć różowe okulary i popatrzeć krytycznym okiem na rzeczywistość.
I należy sobie zadać parę pytań, czego chce od życia, czy miłość daje mi siłę aby przezwyciężyć wszelkie niedogodności, czy wiem co to kompromis, czy zaakceptuje "inność" (kultura, tradycja, pewne zachowania społeczne obce dla nas europejczyków) i nauczę się w tym żyć.
Raz jeszcze przepraszam wiele kobiet za mój sceptycyzm, mam świadomość, że istnieje wiele udanych związków. Ja jednak patrzę na kobiety, które bezmyślnie idą w kierunku czegoś niezrozumiałego dla nich i liczą, że po prostu się uda bo ON/ONA kocha.
A nawet w związku Polaka z Polką miłość to fundament ale potrzeba jeszcze sporo pracy.
Messua

Anonimowy pisze...

Jest jednak róznica między Anglgielką siedzącą w domu z 5 dzieci, każde z innym mężem lub nawet niemężem, a Arabką z 1...7 dzieci w domu. Pierwsza siedzi bo to konsekwencja jej wyborów zyciowych. Ale to są Jej (lepsze lub gorsze oczywiście) wybory. Arabka wyboru odnośnie modelu zycia, partnerów, posiadania lub nie dzieci raczej w swoim społeczeństwie nie ma. I tej delikatnej róznicy myslę, drogie dyskutantki muzłumanki, nie moga zrozumieć.
Tak samo Ty, Umm Latifo (pełen szacunek dla Twoich wyborów i Ciebie). Dziewczynom niemuzłumankom trudno zrozumieć nie to, że córki są muzłumankami, ale że pozbawiłaś je możlwiości wyboru. Bo to wielka wartość -nie tylkow kategoriach świata zachodniego. Skazałaś je na bycie szczęsliwymi lub nie, alew ramach jednej opcji. I myslę, że o to paniom chodzi, choć czasem formułują to nieelegancko.
Pozdrawiam
Anka

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

@ Messua: Zgodzę się absolutnie. Nie chciałabym tego również, aby kobiety - zakładały, że skoro "jej tam dobrze" to i mi się uda... Różne mogą być scenariusze...

Anonimowy pisze...

Gdzieś na tym blogu wyczytałam że w Arabii Saudyjskiej pracuje 5% kobiet.Ta liczba mówi sama za siebie.Pozdrawiam A

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

@ A: Jeśli na blogu (nie pamiętam szczerze mówiąc) to musiało być przytoczenie z jakiegoś artykułu. Warto jednak zaznaczyć - że statystyki odnośnie pracujących kobiet nie są w Arabii miarodajne - nikt ich porządnie nie przeprowadza :) - ani nie są uaktualnianie. Tym nie mniej, 5 czy 8% - niewiele nam to mówi, mnie bardziej intersuje: ile kobiet CHCE pracować, oraz ile kobiet MUSI pracować. Tego chciałabym się dowiedzieć - na podstawie miarodajnych badań statystycznych :). No ale skoro problem jest z oddawaniem przez kobiety głosów w wyborach, to pewnie i problem z przeprowadzeniem takiego badania ;).

Anonimowy pisze...

W każdym związku miłość zrozumienie i akceptacja partnera, takim jakim jest, to podstawa. Na tym dopiero można budować coś, co przetrwa pierwsze zauroczenie czy nawet głębszą fascynację.
Związek z kimś, kto wychowany jest w tak odmiennej rzeczywistości niż to, co sami doświadczyliśmy, jest zawsze wyzwaniem. Czy jest trudniej? Pewnie tak. Jak zawsze, gdy przełamujemy pewną konwencję czy uprzedzenia.

Umm Latifa stara się obiektywnie pokazać różne historie. Ale to są tylko historie pojedynczych ludzi (no noże w tym przypadku „podwójnych” ;-)), a nie recepta na udany związek. Absolutnie nigdzie nie wyczytałam na blogu, żeby zachęcała do pójścia jej drogą. Pokazuje nam inny świat, inną mentalność, stara się przełamywać stereotypy.

Sama doświadczam siły stereotypów i uprzedzeń na własnej skórze.
Za każdym razem, gdy odpowiadam na pytania o moje doświadczenia z Arabii spotykam się ze zdziwieniem czy wręcz niedowierzaniem. Wielokrotnie mam wrażenie, że to, co mówię, odbierane jest na zasadzie: „ty sobie mów, ale my i tak wiemy lepiej”.

Wolność kobiety w dużej mierze zależy oczywiście od środowiska. Ograniczenia zewnętrzne: prawo, zwyczaje, religia, są bardzo istotne, jednak najważniejszy dla konkretnej kobiety jest układ w jakim się znalazła. Czasem dobrowolnie a czasem dlatego, że nie miała wyjścia. I jej poczucie, czy to jej wystarcza. Myślę, że i w Arabii są kobiety, które czują się ograniczane zwyczajami czy obowiązującym prawem. Może nawet jest ich wiele, ale nie generalizujmy i nie przenośmy własnych marzeń i aspiracji na kogoś, o kim tak mało wiemy. Emancypantki w Europie pojawiły się wcale nie tak dawno i z tego co pamiętam, na początku nie był to jakiś masowy trend.

Pozdrawiam
Jola

Anonimowy pisze...

Moim zdaniem, zbyt to wszystko mile Panie komplikujecie i na dodatek ujednolicacie.
Po pierwsze nie kazdy wyznawca islamu jest Arabem, a po drugie tak jak wszedzie, zdarzaja sie rowniez ateisci.
Wiadomo, ze zycie nigdy nie daje nam gwarancji szczescia, ale daje
mozliwosc wyboru.
A Panie, ktore nie biora pod uwage
ewentualnej konwersji wchodzac w zwiazek z muzulmaninem, sa po prostu z lekka nierozsadne.
Islam jako taki, moze byc przezywany wylacznie od wewnatrz, nigdy zas nie stanie sie kompatybilny z wzorcami Zachodu.
W islamie prawa religijne wyznaczaja sposob na zycie codzienne, bez konwersji i przyjecia tych praw za swoje, zycie stanie sie jednym pasmem udreki i ciaglych porownan.I nie chodzi o to, ze zdarzaja sie "ludzie dobrzy i zli" (to jest
oczywiste), ale o to, ze poslubiajac przystojnego mlodzienca, poslubia sie jego etyke, kulture i pewne widzenie swiata.
"G" w sposob dosc zgorzknialy chciala pewnie powiedziec to samo co ja powyzej. Jesli nie przyjmiemy owej "innosci" za swoja, to nigdy nie bedzie mozliwosci na harmonie, nawet w kraju trzecim.
Ja wlasnie wychodze z dziesiecioletniego, bardzo trudnego zwiazku z ateistycznym muzulmaninem(!). Od poczatku malzenstwa gra byla w otwarte karty, i jednak, jednak okazala sie zbyt trudna. Obciazenia kulturowe nie do przeskoczenia pomimo najlepszej dwustronnej woli.
Gdybym byla mniej niezalezna, mniej samodzielna, mniej energiczna, mniej zarabiajaca, no
wlasnie, to wtedy moj maz bylby napewno najlepszym mezem na swiecie. On sie zgodzil na moje priorytety, ale okazalo sie, ze nie jest w stanie ich zaakceptowac.
Ot wlasnie, tyle chcialabym powiedziec.
I serdecznie pozdrowic autorke bloga, czytelniczki rowniez.

Na imie mam Majka.

Maria pisze...

Mi sie wydaje Anka ze to cześć niemuzulmanek nie rozumie bądź udaje ze nie rozumie ze nie każdej arabki ojciec to sadysta tak samo jak i mąż. Czy uważasz ze dużo europejek ma wybór mając dzieci cześć pewno by chciała siedzieć w domu ale je na to nie stać wiec chcąc nie chcąc musza do pracy chodzić. Wiec wielka mi możliwość wyboru. Nie spotkałam jeszcze urodzonych muzulmanek którym mąż kategorycznie zabronił pracować i kazał 10 dzieci urodzić.
Poza tym osobiście wole panią na której utrzymanie pracuje mąż niż ta na której fanaberie tyram ja.

Anonimowy pisze...

Przykład z dziećmi był tylko próba ilustracji. Generlanie chodzi o mozliwość wyboru i pozbawianie jej sowich dzieci płci żeńskiej. Umm Latifa przed laty skorzystała z wolnosci wyboru, która pozwoliła jej iśc za głosem serca (zapewne), zmienić religię, gdyż uznała, że islam jest tą prawdziwą. Natomiast Jej dziewczynki nie będą mogły iśc za głosem serca, im nie będzie wolno zakochać się w niemuzłumaninie czy nawet niesuadyjczyku. A co jesli dojda do wniosku, że wierzą, ale po chrześcijańsku. Do lektur będa mogły dotrzec bo świat się globalizuje. I co wtedy. One wyboru nie będą miały. I o to (ten brak symetrii, a nawet pewne okrucieństwo), chodzi niemuzłumankom.
Pozdrawiam
Anka

Anonimowy pisze...

Bardzo istotne słowa, Pani Majko, niektórzy nazwaliby to świadectwem:). Nie mam odwagi odradzać zwiazku z Arabem/muzułumaninem (samam przez pohańca wzięta:)), ale chętnie radzę. Kwestia religii, o której Pani pisze, iż przenosi się ona na całokształt i życia społecznego i rodzinnego jest bardzo istotna. Są różne kraje islamskie, w jednych islam jest religią dominująca, tak, iż pozostawia na marginesie inne, w innych jest dopuszczalny/tolerowany udział chrześcijaństwa bliskiego Polkom z faktu urodzenia w kraju gdzie ta religia dominuje. W całkowity i niezmienny ateizm przyszłego męża nie wierzę. Już tak nasz umysł działa, że prędzej czy póżniej, w mniejszym lub większym stopniu potrzebujemy odpowiedzi dlaczego i po co (wiem, że to wywód spłycony, ale tu nie o tym). Każdy ateista egzystujący w otoczeniu religijnym, które tak jak w islamie oraz w chrześcijaństwie wymusza na nim pewne dostosowania choćby ze względów społecznych czy rodzinnych (np. święta, ślub, pogrzeb), w sytuacjach życiowo trudnych do przewiczenia może przekonanie ateistyczne zmienić nawet w żarliwą religijnosć - historia zna wiele takich przypadków. Dziewczyna wychodząca za maż za Araba/muzułmanina musi zrobic założenie, że kwestia wyznania prędzej, czy później stanie się super kwestią miedzy nimi. Zwłaszcza, iż w islamie mężczyzna postępować ma z kobietą delikatnie, po kolei wprowadzając ją tak małżeńską intymność, jak i kobietę innego wyznania w kwestię rozważenia możliwości przyjęcia islamu. On jest przekonany, moim zdaniem słusznie, że to cementuje związek, upraszcza życie, ale też nie stanowi znaczącego gwałtu na sumieniu osoby religijnej - prowokacyjnie powiem bez zagłębiania się w kwestię, że chrześcijance łatwiej przejsć na islam, niż muzułmaninowi na chrześcijaństwo. Problemem jest trwanie przy walce o religijne dogmaty. Również prowokacyjnie powiem, iż nie wyobrażam sobie w kilku krajach Lewantu, by niewiasta była w stanie bez szkody dla rodziny funkcjonować tak ekumenicznie. Potrzebujesz silnej pbrony swych chrześcijańskich przekonań, nie wychodź za muzułmanina, proste. Inaczej, oczywiście, gdy on jest arabskim chrześcijaninem np. w tolerancyjnej pod tym względem Jordanii, pod warunkiem, że sam nie jest konwertytą, czyli jego rodzina też jest chrześcijańska. Sama dojrzałość i emocjonalna i partnerów jako osobowości nie wystarczy. Oprócz ważnej rozmowy z partnerem, co do przyszłości, która z natury rzeczy jest nieprzewidywalna:)ale zawsze to dobry początek, lepiej, by dama zrobiła sobie przed samą sobą rachunek tych rzeczy, które poświęci dla zwiazku i nie słuchała do końca zapewnień przyszłego męża, że za 10 lat będzie tak jak ustalą na początku, gdy nie do końca rozum prowadzi.
Ordonija

Anonimowy pisze...

Pani Aniu - abstrakt nad abstrakty. "Co jeśli dojdą do wniosku, że wierzą po chrzescijańsku" - jeśli już musimy spekulować wokół duchowej materii cór Umm Latify, to zapytam zaczepnie, a po co miałyby do takich wniosków dochodzić??. Cóż w ich religii i na gruncie w którym wzrastaja miałoby je do tego skłonić - istam to wiara w Boga Jedynego, jako i chrześcijaństwo, co więc miałoby wzniecać w młodych damach wątpliwosci, jak skrycie wyznawana wiara chrześcijańska miałaby je ubogacić?? To dla mnie curiozum. Niewatpliwie młode niewiasty w krajach islamskich mają świadomość, że islam nie jest jedyną religią - uczą się tego też z lektury Objawionego Koranu - ale czemu miałoby je to skłaniać do dylematów, czy nowych wyborów w kraju i tradycji, w której islam reguluje tak wiele i która to wiara daje także religijnej osobie spełnienie jej potrzeb. Opcja mąż chrześcijanin, wydaje mi się tak mało opcjonalna, że szkoda pochylać się nad nią i teoretyzować.
Ordonija

Anonimowy pisze...

A Ordonijo, co skołoniło Umm Latifę i inne chrześcijanki...? Tak samo, tyle, że w druga stronę mogłoby się stać z muzłumanskimi dziewczynkaim/dziećmi. Tylko się nie stanie. A na pewno nie w KSA. Dlaczego? Nie dlatego, że islam jest najlepszy. Dlatego, że w KSA za apostazję jest kara śmierci. I już. W Europie kara smieci za aopstazję lub zmianę wiary to wieki średnie....

Maria pisze...

Sa saudyjki w zwiazkach z niesaudyjczykami ba nawet z chrzescijanami nie w saudii naturalnie te ostanie, ale czy ktos powiedzial ze saudyjka musi zyc w saudii.
Chlopak-saudyjczyk tez niejako jest pozbawiony wyboru bo zeby nawet on ozenil sie z niesaudyjka to nie jest takie hop siup bo pozwolenie musi uzyskac.
W takich indiach np jest bardzo duzo hindusow ale dla muzulmanskiego mezczyzny hinduska nie moze byc kandydatka na zone jezeli chce pozostac przy swojej wierze. Takze powiedzmy muzulmanski mezczyzna ma 2 grupy wiecej do wyboru a tak naprawde jedna bo watpie zeby ktorys ozenil sie z zydowka. Co nie zmienia faktu ze wiekszosc i tak wybiera partnerke z tego samego kraju i religii.
Co do wiary to szczerze watpie zeby saudyjczyk ktory zdecydowal sie zerwac z islamem pomijajac nawet kare smierci za udowdniona apostazje mialby ochote dalej tam mieszkac jako chrzescijanin bo nawet kosciola nie uraczy
M.

zuzamoll pisze...

Nie przeczytalam poprzednich 80 komentarzy:), ale pierwsze co mi sie nasuwa po przeczytaniu tego wywiadu, to, ze E i jej partner maja muzulmanski slub religijny...nie chrzescijanski...kompromis w islamie polega zwykle na tym, ze chrzescijanski partner ewentualnie moze obchodzic katolickie swieta. Ummo Latifo czy znasz jakas pare, ktorej "kompromis religijny" polegal na tym, ze muzulamnin wzial katolicki slub ?...a muzulmanski partner z tego zwiazku, bez skrepowania moze odprawiac swoje praktyki religijne ????? :)

zuzamoll pisze...

BARDZO cenie Twojego bloga, tytaniczna prace jaka wkladasz w jego pisanie..ale niezaleznie od tego jaki jest temat wpisow zawsze mam takie ukryte pytanie:)...czy gdybys "bezkarnie" mogla napisac, ze cos w islamie Ci sie nie podoba, to bys to napisala?...nawet jak naprawde jestes prawie wszystkim tak zachwycona jak to wynika z tego co literalnie piszesz...to zawsze pozostaje taki niedosyt, ze Ty po prostu musisz tak pisac, bo Twoja religia nie akceptuje zadnch sprzeciwow !Ja bedac katoliczka moge krytykowac najwyzszych dostojnikow mojego Kosciola,Ty nie...dlatego blada troche brzmia takie wywiady swiezo zakochanje (zostalo jej pewnie jeszcze 98 lat kontraktu:) katoliczki, ktorej jedynym problemem jest wyklczenie z diety schabowych :)...przeslodzony jest ten wywiad ak dla mnie.
...czytam Twojego bloga Ummo Latifo prawie 3 lata...nadal czekam np na rzetelny wpis pt islamski teroryzm:)

Cinnamon Snow pisze...

zuzamoll, tylko krotko, bo czasu nie mam, ale tak mi sie nasunelo po przeczytaniu twojego wpisu - w islamie sunnnickim dostojnikow "kosciola" nie ma wiec ni eza bardzo jest kogo krytykowac ;)

Anonimowy pisze...

Ordonijo, to by znaczylo, ze muzulmanin ma jakies inne geny i ze zawsze religia bedzie jako te pierwsze skrzypce. Moj maz, calkowity ateista nie mogl udzwignac balastu wynikajacego z przenikania tradycji w zycie codzienne, religia sama juz bardzo byla od niego daleko. Ja jestem najmniej powolana osoba by pisac o religijnosci. Moge natomiast z cala pewnoscia stwierdzic, ze zyjac na tzw Zachodzie stanowilismy pare obca obyczajowosci zachodniej.Po prosu nie bylo rowno-rowno. Przez dziesiec z nawiazka lat, to ja bylam zaangazowana i emocjonalnie i materialnie w jego rodzine, moja stala w jakies bardzo bocznej nawie. Detali przytaczac nie ma co, bo to zawsze detale obnizaja poziom (swieta to prawda) dyskusji i jawia sie jako anegdota.
Nie wiem czy dobrze Pania zrozumialam, Ordonijo, bo pisze Pani, ze kuriozalne jest rozmyslanie na temat konwersji w druga strone - islam-chrzescijanstwo, bo "Bog jestJedyny". Jesli naprawde tak Pani uwaza, to wszelaka dyskusja nie mialaby sensu, bo my niemuzulmanie , jestesmy w kazdym przypadku na pozycji straconej (przynajmniej do momentu zmiany wiary). Bardzo mi sie to nie podoba, bo oznaczaloby calkowita negacje wychowania w pierwszym zyciu, tym przedkonwersyjnym, jak rowniez to, ze przypisanie do islamu jest na wieki wiekow amen i tylko smierc moze uwolnic czlowieka od raz nadanej, czy wybranej drogi. Nie umysl, nie wiara, nie inna nadzieja, a tylko smierc? Ja nie wierze, ze jakakolwiek religia moglaby byc na tyle okrutna, zeby nie wziac pod uwage samej istoty czlowieka, jego wahan i poszukiwan.
Zuzamoll,z kolei nie przypuszczam, ze Umm Latiffa jest jakos specjalnie akredytowana do rozliczania sie za terroryzm, fakt, ze nie znam tego blogu wystarczajaco, ale niemniej takiego pytania nie stawialabym, no bo jakos nie na miejscu.
Zgadzam sie, ze wypowiedzi Umm Latify na temat islamu, sa troche przecukierkowane, ale my jestesmy z drugiej strony mostu i nie nam oceniac.
Jesli chodzi o mnie, to wypowiadam sie wylacznie na temat znany,przezyty i bliski. Wszelakie spekulacje sa kompletnie poza obrebem moich zainteresowan.
Konkluzja jest ciagle taka sama, jakkolwiek nie wypowiadalyby sie o tym Ksiegi, to nie wydaje mi sie mozliwe zycie z muzulmaninem w muzulmanskim swiecie, bez konwersji.Ktora, jest juz wylacznie sprawa wlasnego sumienia i wlasnej intymnosci duchowej. Majka

Anonimowy pisze...

Do anonima - nie wiem, co skłoniło kogokolwiek do zmiany wyznania, wiem co skłoniło mnie. Nie wartościowałam, która religia jest najlepsza.. Ale stawianie sprawy, iż muzułmanki nie przechodzą na chrześcijaństwo w KSA, bo za apostazję jest kara śmierci, do mnie nie przemawia. Powtarzam, nie zmieniają wiary, gdyż nie ma w nich takiej potrzeby, co taka zmiana miałaby im dać i to w otoczeniu, które w całości jest muzułmańskie? Chyba tylko problemy z samoidentyfikacją, życiem społecznym, stworzeniem rodziny itp. Odwracam też powszechnie stosowane wynikanie - w KSA nie ma chrześcijan, bo nie ma tam możliwości budowania kościołów - nie ma tam kościołów, bo nie ma chrześcijan poza przybyszami i pewnymi wyjątkami. O ile mi wiadomo, może Umm Latifa mnie skoryguje, ludzie też jakoś nie wychodzą na ulice i nie wszczynają "saudyjskiej wojny ludu", by znieść "straszliwy" przymus religii muzułmańskiej i zalegalizować apostazję oraz zbudować kościóły, w tym w Mekce. Proszę nie mówić, że nie protestują, bo się boją pacyfikacji - w Libii się nie przelękli i walczą o swoją sprawę, to i tu by wyszli na ulice, gdyby gnębiła ich ta kwestia. Gnębi ona zapewne jednak zaciętych misjonarzy, którzy miast nieść dobrą nowinę, tam, gdzie ludzie żyją bez Boga, chcą na siłę wcisnąć swe przekonania, tam, gdzie ludzie z Bogiem już przymierze mają. Do tego powołują się na prawa człowieka, a de facto ingerują w porządek, zasady i tradycję suwerennego państwa, jakim jest KSA.
Co do demonizowanej kary śmierci za apostazję - cóż, czy ja nie zabijam bliźniego swego, bo boję się ciężkiej kary, z karą śmierci włącznie, jak ma to miejsce w kilku stanach USA? Cy też kieruje mną jednak coś silniejszego niż starch przed karą - wyznawane przeze mnie wartości.

Zuzamoll - co to jest islamski terroryzm? Mam nadzieję, że Umm Latifa nie będzie używać tego zakłamanego i irytującego, choć niestety utrwalonego terminu i to mimo tego, że muzułmanie z nim walczą, tak jak Polska protestuje wobec krzywdzących i kłamliwych uproszczeń typu "polskie obozy.." wiecie jakie.
Ordonija

Anonimowy pisze...

Nie, Pani Majko, nie do końca się zrozumiałyśmy - w swojej wypowiedzi odnosiłam sie do omawianego przez nas "gruntu" KSA lub państw gdzie islam ma rzeczywiście dominującą pozycję, choć, oczywiście, trochę uogólniam, bo tu nie miejsce na detaliczny wywód z roztrząsaniem w tę i wewtę.
Absolutnie muzułmanin ma te same geny, ale geny to jedno, a otoczenie w którym sie jest, to drugie. Ja doskonale rozumiem, że są jednostki, które mają problem z dostosowaniem się, ja tylko stwierdziłam i to w kontekście pań wchodzących w związki z Arabami, że gdy dziś ich przyszli mężowie mówią o sobie - jestem ateistą - to ja podchodzę do tego sceptycznie, gdyż taka deklaracja nie musi być stała - trafi się np. ciężka choroba własna lub zagrożenie życia członka rodziny i ateista zaczyna kierować myśli w inna stroną, zadawać sobie pytania, choć pewnie nie każdy.
Proszę przeczytać jeszcze raz, bez emocji, to co napisałam i co uznałam za kuriozalne (mówiłam do anonima o przypadku córek w KSA), bo absolutnie nie to, co Pani mi przypisuje. Chrześcijanie rzeczywiście wierzący są dla mnie równie wartościowi jak muzułmanie - moja mama jest chrześcijanką i nie prowadzę krucjaty na rzecz odwiedzenia jej od wyznawanej religii, ale ona mieszka w Polsce, w otoczeniu chrześcijańskim wraz z moim tatą niby ateistą, ale..:) - nie mamy jednak problemu, by rozmawiać o aspektach naszych religii, wspólnie czytać nasze Księgi.
Ordonija

Anonimowy pisze...

Witam,
od razu przepraszam, że odpisuję z takim opóźnieniem, ale gdy próbowałam odpisać 3 dni temum, to cała moja wiadomość się skasowała przy próbie wysłania. Później byłam poza dostepem do komputera przez kilka dni z powodu wyjazdu.
Widzę, że trochę się pytań uzbierało :)
W ramach odpowiedzi:
- Nie wzięliśmy ślubu "normalnego" ponieważ żaden Imam nie chciał nam go udzielić bez zgody saudyjskiego MSW. Nawet ślub religijny stały wymaga tej zgody (a przynajmniej wg Imamów, do których udało nam się dotrzeć).
- Gdybym nie zgłębiała jego kultury i upierała się, że dzieci mają być chrześcijanami, mimo, iż w wierze mojego męża religie dziedziczy się po ojcu, to raczej nic z tego by nie było. Ja juz kilka lat temu odeszłam trochę od instytucji Kościoła i cieszę się, że mój mąż weźmie na siebie obowiązek przekazania dzieciom drogi do Boga, co do której jest pewien.
- Nie wykluczam konwersji, ale wiem, że jeśli podejmę taką decyzję to tylko w sytuacji, gdy będę pewna, ze będę w stanie z całkowita pokorą przyjąć wszystkie zobowiązania, które z islamu wynikają. Póki co w pełni tę religię akceptuję i wierzę w wyznawane przez nią prawdy wiary, tylko póki co nie wyobrażam sobie siebie np wstającą przed świtem w celu odmówienia modlitwy. PS. Napisałam, ze to arabska rodzina składa mi życzenia z okazji "moich" świąt i miałam na myśli święta chrześcijańskie :)
- Nie będę uczyć dzieci obchodzenia świąt chrześcijańskich, żeby im nie mieszać w głowie, ale będą wiedziały, że ich mama pochodzi z innej kultury i nie ma w tym nic złego. Więc jeśli dorosłe dzieci, pomimo nauki, którą wpoi im ojciec będą chciały na własna rękę szukać swojej drogi do Boga, to postanowiliśmy, że to uszanujemy. W religi liczy się intencja, jesli ktoś wewnętrznie nie czuje się przynalezny do jakiejś wiary, to choćby cały świat tego nie uznał on w swoim sercu będzie przynależał do tej religii, w którą uwierzy.
- Siostra mojego partnera własnie zdobywa wykształcenie całkowicie nieoparte na religi - studiuje gofizykę w USA, gdzie zreszta poznała swojego obecnego męża (muzułmanina).
- Nie jestem osobą zakompleksioną i nie mam poczucia, żeby rodzina mojego męża mnie nie szanowała, wręcz przeciwnie :)
Widzę, że całkiem długa dyskusja się tutaj wywiązała.
Zdaję sobie sprawe, ze mojego związku nawet nie ma co porównywać do związków kobiet, które zdecydowały się wyjechać do KSA i tam zakładać rodziny. Może w przyszłości będę mogła coś więcej na ten temat napisać, ale póki co jedynym miejscem, w którym mam możliwość poznawania mojego męża jest Polska i nie wydaje mi się, żeby to był wystarczający powód, aby umniejszaść wartość tego związku.
Czy jestem zakochana w swoim mężu?
Tak, bardzo.
Czy chcę mu rodzić dzieci?
Tak, chcę.
Czy chcę, aby te dzieci były muzułmanami?
Tak, chcę.
Takie są moje wybory. Świadome.
Czy zabieram swoim ewentualnym córkom możliwość wyboru tylko dlatego, że wiążę się z muzułmaninem?
Nie, bo gdybym nie miała tego konkretnego męża muzułmanina, to tych konkretnych córek też bym nie miała.
Jeśli mój mąż z takim oddaniem i przekonaniem będzie uczył nasze przyszłe dzieci na czym polega jego (ich) religia, to nie wyobrażam sobie, żeby miały w przyszłości jakieś wątpliwości.
Tak jak już napisałam w wywiadzie - udzielam się na forach poświęconych islamowi i związkom mieszanym aby wiedzieć jakie pytania zadawać partnerowi i żeby poznać róznice, które mogą nas dzielić. Mieszkamy w Polsce i robię to co jest możliwe tutaj w Polsce, żeby uniknąć nieporozumień w przyszłości.
Bardzo dziękuję za wszystkie miłe i niemiłe komentarze.
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.
E.

Anonimowy pisze...

Więc drogie adwersarki ;) przecztyajcie komentarze jeszcze raz. I historie związków mieszanych. WSZĘDZIE islam jest górą. Ale Wy tej nierówności nie widzicie. Tak jesteście zakochane i chyba przepełnione gorliwocia neofity. I życzę Wam, żeby ten stan utrzymał się do Końca. Bo inaczej macie poważny kłopot...

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

@ Majka: re Islam - przecukierkowane odnośnie islamu - bynajmniej. Jeśli postudiujesz islam, zorientujesz się, że są to fakty, o których piszę na blogu. Jestem muzułmanką od lat ;) a islam przyjełam po paru latach studiowania, analizowania wielu tekstów. Jak sama piszesz (pani pisze ;) - może na ty?) - nie znasz bloga zbyt dobrze ;) - polecam dokładną lekturę zatem ;)

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

Odnośnie wyborów dzieci - tutaj przyjmuję regułę Scarlet O'Hara - pomyślę o tym jutro ;) czyli kiedy będzie taka potrzeba. Może w ogóle takiego problemu nie będzie? Póki co mają od 5 do 1 roku, więc trochę jeszcze czasu przed nami do analizy kwestii egzystencjalnych.

Proszę nie pisać, że nie można wiary zmienić w Arabii Saudyjskiej ;) - można, wiary zmiany NIKT i żadne prawo nam nie zabroni... Choć z jej praktyką w Arabii jest wielki problem, ale o tym już na blogu było..

A dzieci mają opcje - mają drugi kraj - Polskę ;). A dlaczego nie będą mogły zawrzeć małżeństwa z nieSaudyjczykami? ;) Takie założenie jest błędne.

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

ZUZAMOLL: A tu mi się załamują rece doprawdy, do dla mnie fentomen "zatwardziałości". Pytanie o "islamski terroryzm" przewija się ze strony ZuzyMoll już po raz enty na łamach bloga. Udzieliłam już kilku odpowiedzi na nie ;) (czy mam ZuzoMoll - wkleić tu linki do wszystkich artykułów pod którymi rozmawiamy na ten sam temat?) m.in. odsyłając do fachowej literatury, (czyli artykułów m.in. napisanych PRZEZE MNIE niegdyś na łamach bloga Muzułmanki). I nadal nic nie trafia? Wciąż za mało, i nieustannie "źle, nie tak jak ZuzaMoll by chciała". Ewidentny przykład: można coś czytać 3 lata, ale niekonieczne ze zrozumieniem.
Odysłam zatem raz jeszcze - choć już deklarowałam, że nie będę czasu marnować po raz enty :) - na samym dole bloga, przy globie. Jest taki "transpartent" - terroryzm nie ma religii - proszę kliknąć. I poczytać, raz jeszcze.

ZuzoMoll - postępowanie ksieży to nie chrześcijaństwo. Krytyka kleru to niekoniecznie krytyka religii. Tak samo jak postępowanie muzułmańskich duchownych (imamów), czy samych muzułmanów. Mogę ich krytykować, nikt mi tego nie zabrania, problem chyba tu polega na tym, jak rozumiemy krytykę? Może moje artykuły nie są zbyt agresywane (są zbyt subtelne?) dla Ciebie, aby krytkę dostrzec? (było w tamacie - Saudyjek - kasjerek, sporcie Saudyjek, niedawno - Król Abdullah tak, haja - nie). Jeślibyś naprawdę ze zrozumieniem i uważnie czytała bloga, to znałabyś odpowiedzi na swoje pytania.

Czy coś mi się w islamie nie podoba, w samym islamie - nie. Zbyt dobrze poznałam islam zanim go przyjęłam. Choć o czy na blogu wspominałam - nie podoba mi się - (jeśli chodzi o postępowanie uczonych) różnorodność interpretacji i nadinterpretacja prostych zasad islamu, brak jednomyślności muftich co do pewnych kwestii - skutkujący niekiedy nadmiernym "przeciążeniem" wiernych; prowadzących (czasami) do ekstremizmu; oraz delikatnie mowiąć - utrudnianiem życia kobietom.

Anonimowy pisze...

Blog jest ciekawy - bezsprzecznie. Duzy szczunek dla autorki - za włozoną pracę przy niewątpliwym talencie do pisanie. Jestem jego czytelniczką do początku. Ale jest tez cukierkowy, fakt, bo nie jest przez to do końca obiektywny. Choc być może nie ma taki być... Powołam się na szczegół, choć to pewnie spłyci dyskusję. Umm Latifa wielokrotnie pisała (np.!) o sytuacji niesaudyjek po rozwodzie lub śmierci męża mówić "że nie jest rózowo". A moze kiedyś przeczytalibyśmy artykuł o tym co to w praktyce znaczy, jakie są losy takich kobiet? Może coś o egzekucjach publicznych? W prasie anglojęzycznej ukaza się jekiś czas temu wywiad z katem KSA - wstrząsający. Myślę, że takie publikacje - będące relacją z rzeczywistości odebarły by blogowi nimb "cukierka", a miaby szansę stać się obiektywnym (nawet) dokumentem.
Anka

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

@ Anko; Wywiad z katem na blogu jest, o rozwodach było - tzn. o skutkach. O przemocy domowej też. O tym, za co Saudyjki zasługują na lanie też...
Cóż. Może trzeba wszystko przeczytać? Bloga celem nie jest wyłącznie koncentrowanie się na "wstrząsających" newsach, i zapewne dlatego, że piszę też o zwykłym życiu codziennym, o sztuce, kulturze, i o innych przyziemnych kwestiach życia codziennego ;) odbierany jest w ten sposób. Wiem, że ludzie lubią sensacje ;), jeśli o tym za mało - to jest "cukierowo".

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

Co by nie być gołosłowną:
rozpad małżeństwa – khula
niefrasobliwi tatusiowie
o skutkach rozwodów

wywiad z katem – styczeń 2009

Było też o małżeństwach nieletnich, i o innych trudnych kwestiach, a rozliczanie mnie z tego, o czym jeszcze nie napisałam - jest trochę na wyrost.

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

rozwody: jeszcze:
poszukaj artykułów:
rozwodka prosi o pozostanie w krolestwie;
w obawie przed rozwodem, kobiety stawiaja warunki;
(plus w draftach czeka m.in. kolejny artykul dot. rozwodow - np. przez sms)

Bylo tez o:
przemocy w rodzinie
samobójstwach
przemocy wobec pomocy domowych
narkotykach i alkoholu (plus w planach artykul o rosnacym uzaleznieniu wsrod kobiet w Arabii..)
prostytucji
innych religiach w Arabii
karach - m.in. fizycznych

na tle tego zwyklego zycia codziennego.

Cukierek?

Anonimowy pisze...

Czasami sie zastanawiam czy ja tego samego bloga czytam co niektorzy, bo ja widze tu krytyke zwyczajow panujacych w Arabii i dla mnie blog cukierkowy nie jest. Umm Latifa nie pisze nic zlego na temat samego islamu ale chyba raczej nie powinna skoro jest konwertytka co oznacza, ze zgadza sie ze wszystkimi zasadami tej religii. Jakby zaczela krytyke teraz to poprostu bylaby hipokrytka czyz nie?

Jeszcze o tej generalizacji i ujednolicaniu wszystkich muzulmanow. No coz rzadko sie zdaza, ze ojciec muzulmanin zaaprobuje konwersje corki na chrzescijanstwo ale takie przypadki zyja:-) sa konwersje z islamu na chrzescijanstwo tylko, ze jest ich w porownianiu z odwrotna sytuacja malo. Jest tez kraj, w ktorym mozna legalnie odejsc od islamu bez zadnej kary-Turcja. Nie lubie generalizowania bo zawsze, zawsze sa jakies wyjatki od reguly. Nawet w matematyce!

Natka

Anonimowy pisze...

Oficjalnie można w Turcji bez konsekwencji (choć trudno porównywać miejsce islamu w Turcji a w KSA), ale jak na to zareaguje rodzina, a zwłaszcza, gdy ma to miejsce w tureckiej diasporze w Niemczech (co już jest reakcją spoza normm islamu), to już inna kwestia - wciąż bywa, że kończy się to tragicznie.
Ordonija

Anonimowy pisze...

Ordonija - jak sie koncza takie sytuacje to juz dyskusja calkiem odrebna. Podobnie jak u nas w Polsce maz za znecanie sie nad zona prawnie ponosi odpowiedzilanosc, a juz roznie jest za zamknietymi drzwiami domostw. Ja tylko zwracam uwage, ze takie sytuaje sa, istnieja i muzulmanie tez od islamu odchodza (nawet jesli jest to tylko garstka) w zwiazku z czym jakiekolwiek uogolnianie nie ma najmniejszego sensu.

Co do Pani z wywiadu... Pisze Pani, ze maz bedzie zajmowal sie sprawami religii i jej przekazu dla dzieci w pani malzenstwie. Pani nie zna islamu bo nie sposob go poznac w tak krotkim czasie i nie przeszkadza to Pani, ze maz bedzie uczyl czegos z czym byc moze okaze sie Pani nie bedzie sie zgadzala? Dziwne moim zdaniem.
Prawda jest, jak tu ktos napisal, chyba Majka, ze zycie z muzulmaninem w jego kraju bez konwersji na islam jest krotko mowiac nie na dluzsza mete.

Natka

Anonimowy pisze...

Przepraszam w powyzszym posie chodzilo mi o zycie w kraju meza z praktykujacym, wierzacym muzulmaninem oczywiscie a taki wydaje mi sie maz Pani E.

Natka

Anonimowy pisze...

Moj maz jest jak najbardziej wierzacy, z praktyką różnie bywa.
Tak jak napisałam wyżej: czytam dużo na temat Islamu i kultury arabskiej i coraz bardziej się przekonuję do tego, że właśnie w kraju muzułmańskim chciałabym żyć i wychować dzieci.
Jeszcze zanim poznałam mojego męża wielokrotnie rozmawiałam z moimi bliskimi na temat modelu rodziny, jaki chciałabym posiadać. Zawsze tęsknilam w moich pragnieniach do czasów, kiedy role mężczyzny i kobiety w rodzinie były jasno określone, a zasady, które były wyznaczone dla ludzi wierzących przestrzegane.
Gdy związałam się z muzułmaninem wiedziałam, że w jego kulturze kobieta nie ma takiej samej pozycji jak mężczyzna, ale w moim odczuciu nie znaczyło to, że jej pozycja jest gorsza. Są między nami różnice psychologiczne i biologiczne i nie ma co się oszukiwać, że wszyscy powinniśmy robić i odczuwać tak samo.
Kiedyś należałam do Oazy i chodziłam do kościoła kilka razy w tygodniu, ale moja religia, a raczej instytucja z nią powiązana mnie zawiodła. Na ten moment szukam swojej drogi i nie wykluczam możliwości, że będzie to własnie Islam. Już na ten moment mogę powiedzieć, że ich dogmaty wiary w wielu względach wydają mi się dużo bardziej racjonalne niż chrześcijańskie. Jeśli ktoś by mnie zapytał, w co wierzę, to bez oporów mogłabym powiedzieć, że w to, co muzułmanie.
Ale czy jestem gotowa do wypowiedzenia szachady?
Nie, ponieważ nie wyrastając w tej religii i kulturze na ten moment nie byłabym jeszcze gotowa do przyjęcia na siebie zobowiązań jakie wynikają z bycia muzułmanką, a dla mnie nie ma połowicznych rozwiązań.
Moje ewentualne dzieci, które będę miała z moim mężem jesli Bóg pozwoli będą uczone od maleńkości jak podążać drogą Islamu, więc dla nich to będzie coś naturalnego.
Pozdrawiam, E.

Anonimowy pisze...

Natka, przecież E. pisała, że Arabia nie jest och krajem docelowym i że planują zamieszkać w jednym z krajów Zatoki Perskiej. Mnie tylko zastanawia jak E. planuje od formalnej strony ułożyć sobie życie w takim kraju bez oficjalnego ślubu. Nie będąc żoną na papierze wszystko będzie bardzo utrudnione, łącznie z tym że dzieci w takiej sytuacji chyba nie wchodzą w grę.

Anonimowy pisze...

Kazdy ma jakies zasady w zyciu, ktorymi sie kieruje. Teraz tak, pisze Pani, ze podoba sie Pani tradycyjny podzial rol w malzenstwie w zasadzie od zawsze, no a gdzie w chrzescijanstwie jest takowy zabroniony? Jesli juz to jest dokladnie na odwrot. Mysle, ze myli Pani pojecie kultury zachodu z religijnoscia oraz pojecie samego chrzescijanstwa z kosciolem. W chrzescijanstwie rola kobiety takze jest dokladnie okreslona - wychowywanie dzieci i tworzenie ogniska rodzinnego. Mysle, ze nie musi Pani tlumaczyc pobudek jakimi sie Pani kieruje w decyzji o przyjeciu islamu jesli rzeczywiscie jest Pani gotowa zyc zgodnie z ta religia. Tylko wtedy nie ma sensu mowic w wywiadzie, ze np. tesciowie skaldaja Pani zyczenia z okazji Pani swiat bo chyba nie ma to zadnego znaczenia skoro najprawdopodobniej wiedza oni, ze jest Pani daleko od swojej wiary.

Pozdrawiam rowniez
Natka

Anonimowy pisze...

Do Anonimowego

Gwoli wyjasnienia -tak wiem, ze oni nie planuja zycia w Arabii. Moj komentarz w tek kwestii byl raczej ogolny, a nie skierowany konkternie do Pani E:-)

Natka

Cinnamon Snow pisze...

A tak nawiazujac do pierwszego czy drugiego posta Majki - jest on wyraznym dowodem na to, ze to nie islam prowadzi do wiekszoci problemow. To nie religijnosc meza Majki sprawila, ze nie mogl on zaakceptowac sukcesu zony, to nie picie piwa sprawia, ze ktos jest "nowoczesny". TO nie ateizm gwarantuje szacunek do zony. Maz Majki deklarowal sie jako ateista czyli co zostalo? Zapyziala, mysoginistyczna kultura, ktora z islamem jakze czesto stoi w sprzecznosci...

A propos obiektywnosci - obiektywny to nikt tu nie jest. Wszyscy wypowiadamy sie z wlasnego punktu widzenia opartego na naszych doswiadczeniach i swiatopogladach. Zauwazylam, ze czesto oskarza sie kogos o brak "obiektywnosci" gdy punkt widzenia danej osoby nie zgadza sie z naszym - troche mniej arogancji a wiecej otwartosci wobec cudzych przekonan :)

Anonimowy pisze...

Nigdzie nie napisałam, że jestem gotowa przyjąć Islam, napisałam tylko, że nie wykluczam takiej możliwości w przyszłości.
Poza tym pisząc, że lubię jasno określony podział ról w rodzinie też nie pisałam, że podoba mi się to w Islamie, a w Chrześcijaństwie tego nie ma. Chodziło mi o kulturę i dlatego napisałam, że chciałabym wychowywać dzieci w kraju arabskim/muzułmańskim. W Europie trochę odbiega się od "tradycyjnego" modelu rodziny, nawet w krajach, które teoretycznie można nazwać chrześcijańskimi (patrz: Polska).
O tym, że teściowie składają mi życzenia z okazji moich świąt napisałam, żeby pokazać, że akceptują fakt, że pochodzę z innej kultury i szanują moją religię. Ani mój mąż ani jego rodzina póki co nie wiedzą, że w mojej głowie istnieje jakakolwiek myśl o możliwości przejścia na Islam. Dowiedzą się dopiero, jeśli będę gotowa i zdecydowana. Akceptują mnie taką, jaką mnie zastali.
Jednoczesnie przyznam Pani rację: nie ma sensu się tłumaczyć z podejmowanych decyzji. Zwłaszcza obcym ludziom.
Pozdrawiam, E.

Anonimowy pisze...

Przeczytałam wszystkie komentarze. Jedno co mnie zawsze dziwi w tych swego rodzaju ''przepychankach'' to uważanie się za lepsze przez muzułmanki (niepracujące, przy mężu + posiadające dzieci ) Powiedzcie prosze, jak kobieta, która cały dzień siedzi w domu a jej jedynym zajęciem jest gotowanie, sprzątanie i opieka nad dziećmi,czasem wyjście na plac zabaw albo do malla ( nisamowita rozrywka jak na XXI wiek...) może być atrakcyjną partnerką - DO ROZMÓW z mężem???...ile można wysłuchiwać o tym, co powiedziało dziecko, jaką kupę zrobiło, jaką nową abaję sobię kupię itp? Nie oburzajcie się Panie, ale mówię to z perspektywy niani, która opiekuje się 2 letnią dziewczynką której mama pracuje, a słysząc o czym mama dziecka mówi do jego taty (i widząc jego reakcję )robi mi się...dziwnie, no bo ile można w kólko to samo powtarzać? Nie wyobrażam sobie poziomu ''odmóżdżenia'' ( przeprszam za stwierzenie ) muzułmanskich kobiet, które mają po 3 - 5 dzieci w krókich odstępach i ZERO wizji pracy, własngo rozwoju, chwili da siebie...jak płaskie i przyziemne one mają zajęcia i problemy, i to ma być to wspaniałe życie u boku męża? Który ma soje własne cele, aspiracje zaowodowe, pracę, kolegów rodzinę na miejscu i spotkania z nią, a co ma kobieta?
nigdy niekończące się pieluchy i siedzenie w kuchni...a później robi się ciekawiej bo można zacząc szukac mężów dla córek, które mogą wreszcie powielić ten piękny schemat...

Marysia

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

Czy ktoś ma siłę Marysię oświecić o czym mowa? Czy nie ma sensu ;). Ja się poddaję, a i z pewnością mój poziom "odmóżdzenia" wyklucza mnie z kręgu wysoce inteligentnych osób mogących dokonać wykładni tak newralgicznych kwestii ;).

Anonimowy pisze...

Pani E., co dobrego dla kobiety jest w "jasno określonym podziale ról w rodzinie" skoro, jak się domyślam, ten podział skazuje ją na gotowanie, sprzątanie, niezarabianie i niedecydowanie? I jeszcze skazywać się na życie w bardzo konserwatywnym kraju? Pytam bez wielkiej złośliwości ;)

basia

Anonimowy pisze...

Umm Latifo, jesteś najlepszym przykładem dla Marysi, że nie ma racji, jeśli chodzi o odmóżdżenie kobiet domowych ;) Chociaż ja sama, jako kobieta, wstyd sie przyznac, czasem żałuję, że wykształcone, mądre kobiety swoje zdolności wykazuja tylko na polu prywatnym, nie publicznym. Nie chodzi o gorszość i lepszosć tych pól, ale o ten brak udziału w życiu publicznym :)

basia

Anonimowy pisze...

Droga E., "ani mąż, ani rodzina nie wiedzą, co w mojej głowie" - wybaczy Pani, ale w Pani wypowiedziach przebija się to wahanie, co do wyboru religii. Mąż zazwyczaj jest uważnym obserwatorem zachowań żony, jej zainteresowań, pytań, jakie zadaje. O ile znam się na arabskich panach, to często lubią się oni poradzić mamusi (może nie tylko arabscy?), co do żony i sposobu postępowania z nią. Nie mówię, że to są jakieś podstępne działania:) knucie i krecia robota, absolutnie nie. To naturalny przejaw zainteresowania najbliższym człowiekiem i reagowania na sygnały, które wysyła czasem nawet podświadomie, a Pani takie wysyła. Jestem pewna, że mąż dostrzega, co dzieje się w Pani głowie - mój dostrzegał i "towarzyszył" mojej narastającej pewności (bo to był jednak kilkuletni proces), ale niczego nie wyprzedzał coś narzucając lub ingerując. W tych sprawach raczej trudno coś wartościowego uzyskać w wyniku presji, a zwłaszcza emocjonalnej (robię to, by ustysfakcjonować męża, bo on cierpi, że ja w szponach niewiary), to nigdy nie będzie szczere, że już pominę aspekt religijny.
Ordonija

Anonimowy pisze...

Do Cinnamon Snow: alez ja nigdzie nie pretendowalam do posiadania prawdy absolutnej, ani tym bardziej obiektywnej. Czy zachowania mojego bylego meza wynikaly z islamu? Przez sekunde tego nie pomyslalam, tym bardziej, ze jest osoba calkowicie od wiary odlegla (do dzisiaj), mysoginem tez nie jest, natomiast JEST taka bardzo przesiakniety kultura wywodzaca sie z obcych mi kompletnie wartosci - czego nie udalo sie przeskoczyc - pomimo zapewnien i staran (?), ze dalsze zycie wspolne nie bylo juz mozliwe.
Jesli staralyscie sie Panie zrozumiec sens tego co pisalam, to zrozumialyscie, ze ani razu nie odnioslam sie do religii, czy religijnosci, a tylko do kultury wynikajacej z owej.
I prosze mi tu nie mowic, ze to tak jak z sycylijskim macho. Hierarchia mojego miejsca w rodzinie byla, w glowie mojego meza, ustalona chyba od poczatku.
Praca tak, sukcesy nie.
Zajecia wlasne, alez oczywiscie!
Yoga w osamotnieniu, dlaczego nie? Ale wszystko co bardziej publiczne, towarzyskie, pojmowane jako prawie nieobyczajnosc, nawet moja pasja do opery i spiewu w czterech scianach tak samo byla postrzegana.
Wynioslam z tych dziesieciu wspolnych lat, oprocz cudownego dziecka, jeszcze jedna wspaniala rzecz, a mianowicie tolerancji dla nietolerancyjnych. Czego i Paniom zycze.
Majka

Anonimowy pisze...

Przykro mi, że nie macie Panie nic do powiedzenia w temacie który poruszyłam - siedzenia w domu z dziećmi. Nie każdy pisze bloga ( jak autorka tego ) a sedno sprawy którą chciałam poruszyć, to to jak partnerzy mają pozostać dla siebie ciekawi po latach bycia ze sobą, jeśli kobieta jedyne co robi to pracuje ( na pewno ciężko )w domu przy dzieciach i nie ma wiele możliwości wyjścia lub nie może bo nie ma kto z nią wyjść itp ( w kraju arabskim ) i ja tutaj już pomijam czy to jest Polska kura domowa, czy Arabska, po prostu mamy dwoje ludzi, z których jedno może wszystko ( mężczyzna ) a drugie PRAWIE wszystko ( rodzenie, zajmowanie się domem, zakupy, chodzenie na plac zabaw )
Czy może arabom wystarcza sprowadzenie żony do takij roli i to jest ich ideał? I z żoną nie potrzebują rozmawiać, a jeśli to tylko o tym co na kolację i kiedy wreszcie popracujemy nad synem?

Marysia ( baczna obserwatorka życia mniejszości arabskiej w UK - znjomych i rodziny )

Anonimowy pisze...

Majko no ale takie zachowania mozna wylapac juz przed slubem, no nie uwierze, ze nie bylo zadnych sytuacji, w ktorych powinna sie Tobie zapalic lampka ostrzegawcza. Poza tym takich polskich macho to tez u nas na peczki. Roznice kulturowe jak i religijne sa bardzo trudne do przeskoczenia szczegolnie wtedy gdy jedna ze stron nie jest gotowa na kompromis. Jednak w przypadku tych kulturowyh jest o wiele latwiej bo z zasady nie trzeba zmieniac calego swojego swiatopogladu. Zebym nie byla goloslowna, ja i moj maz to dwa na prawde rozne swiaty:-)

Natka

Sofija pisze...

Marysiu naprawdę szczerze polecam lekturę bloga bo ręce opadają jak się czyta Twoje wpisy jaką Jestes baczna obserwatorką skoro zadajesz takie durne pytania naprawdę ręce opadają

Anonimowy pisze...

Sofija - przeczytłam 99% treści zamieszczonych na blogu, ale to nie ma nic do rzeczy.
Widzę, że jedyne co masz do powiedzenia to zarzucenie mi zadawania ''durnych'' pytań. Ręce mi również opadają, kiedy nikt nie odpowiada na proste pytanie ( pewnie większości jakaś lampka się w głowie zapaliła że może coś w tym jednak jest )a autorka bloga ''napuszcza'' na mnie swoje wierne komentatorki gotowe zawsze bronić jedynej bo Waszej prawdy.
A może po prostu prawda boli najbardziej? I to, że teraz jeszcze taka Pani E. nie zastanawia się kim będzie za 20-30 lat? I większość z Was?Kiedy dzieci odejdą z domu o czym porozmawiacie z Waszymi mężami i co będziecie robić nie mając emerytury, doświadczenia zawodowego, z daleka od rodziny, nie mogąć wychodzić z domu na łasce męża? Chyba, że macie zamiar należeć to tych matek które żyją życiem swoich dzieci bo własnego jakoś nia ma i nie było przez lata czym wypełnić? Gdzie miejsce na rozwój osobisty? Na pasję? Na karierę? Na podróże? Na spotkania z ciekawymi ludźmi ( także mężczyznami ) a nie tylko w gronie arabskich kobiet - matek dzieciom?

Marysia której ''durne'' pytania najwyraźniej zaczynają drażnić, pytanie dlaczego aż tak bardzo? Może niektore z Was coś sobie uświadomiły?

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

@ Marysiu: Nikogo nie napuszczam, proszę osoby o większym poziomie tolerancji na steretypowe myślenie - o wykładnię. Toż ja wg Ciebie - wrzucona do worka odmóżdżonych kur domowych, nie jestem wystarczająco inteligentną partnerką do rozmowy, czy to dla mego męża, czy dla Ciebie ). Toteż może znadziesz Marysiu, osobę na Twoim poziomie do dyskusji. Zastanawia mnie jedno, jak tak ambitna osoba jak ty, pracuje jako... niania...? Interesujące.

Sofija pisze...

Marysiu a co Ty masz za aspiracje Jesteś zastępcą prezesa NBP bo jeśli Jestes to nie masz czasu na rozmowę z mężem o niczym bo brak czasu , obowiązki ,sympozja widujecie sie przelotem Jesteś światową kobietą to nie jest nic urągajacego wychowywanie dzieci swoich bo lepiej wychować na tyle ile mozna w miarę mozliwosci w dzisiejszych czasach samemu niż mieć nianię.
Trzeba umieć sobie układać w zyciu a drugie to dzieci wychować .Dwoje ludzi poznając sie wiedza czy nadaja na tych samych falach zawsze są ustepstwa ,kompromisy nigdy do końca nie poznasz drugiego człowieka ale wiesz czego od kogo kto wymaga ...
Bo jeśli robisz karierę to nie masz czasu dla dzieci i stać Cie na nianię bo kariera jest wazniejsza znam takie co maja skończone czterdzieści lat wszystko poukładane i teraz znalazły czas na dziecko ale nie mogą go już mieć bo jajniczki mówią nie...Mi było dane być przy dziecku choć nie za długo i cieszę sie że mogłam nie musiałam wracać do pracy ani się żyłować .
Na wszystko jest w zyciu czas i na dzieci jak i na wychowanie każdy ma swoje zasady ,wartości i odrebną sytuację materialna.
życzę Ci swojej gromadki dzieci skoro śmieszne jest że muzułmanki maja po kilka jak piszesz w krótkim odstępie czasu i stanowiska w NBP też będziesz miała nianię a nie będziesz sama nianią zobaczysz nie bedziesz miała wtedy czasu zadawać na blogu pytania jak się nie znudzić i być dla partnera atrakcją pod każdym względem i w każdej dziedzinie.
Zobaczysz stertę pieluch ale to Twojego bobasa pieluchy i wszystko co się z tym wiąze i jak smakuje wtedy sama zapytasz swojej niani kupka była w kolorze cytrynki czy brokułowa..

Sofija pisze...

Nie sztuką jest bawić dzieci obce ale wychować na ludzi swoje nikt Mnie nie napuszcza i sobie wypraszam...taki tok myślenia maja osoby które nie maja swoich dzieci ale instynkt macierzyński to odmieni... i sytuacja materialna w dzisiejszych czasach niestety ma znaczacy na to wpływ

Sofija pisze...

Marysiu każy w zyciu ma swój cel i zadanie do wykonania a Ty generalizujesz wszystkie muzułmanki to jest ich wybór ich życie uszanuj to!Świat by nie istniał gdyby wszystkie kobiety były kształcone do bawienia dzieci a w islamie rodzina jest najwazniejsza.

Anonimowy pisze...

Odpowiem autorce bloga, ponieważ sens wywodu o prezesie NBP i kupce w kolorze cytrynowym jakoś mi umknął.
Droga autorko bloga : Twój blog jest bardzo interesujący i na poziomie, ale tylko jeśli czytelnik ( np ja ) przyjmuje wszystko bezkrytycznie, nie zastanawia się nad treścią, i co najważniejsze NIE ZADAJE PYTAŃ na forum poprzez komentarze. Wtedy okazuje się, już bardzo nieprzyjaznym miejscem, gdzie wszelkie wątpliwości trzeba zachować da siebie.
Jedyne o co chciałam zapytać, to jak wyobrażacie sobie Panie życie w przyszłości ( to było pytanie do wszystkich komentujących, nic personalnego skierowanego do jednej osoby), kiedy narazie głównie zajmujecie się domem, dziećmi i mężem. Nie wiem co jest trudnego w odpowiedzeniu na to pytanie, łatwiej oczywiście zarzucić komuś , że zadaje durne pytania, albo napisać wywód nie na temat na 100 linijek.
To miło, że uważa mnie Pani za osobę ambitną - tak, mam większe ambicje niż życie przy mężu na jego utrzymaniu, łasce i nie łasce, bo różnie w życiu się układa.
I dlatego własnie pracuję jako niania ponieważ zarabiam na własne utrzymanie i czesne na studia aby odciążyć moich rodziców. Nie jestem tak wygodna jak Pani, nie siedzę cały dzień jedynie zajmując się dziećmi i mężem. Uczę się, pracuję, dbam o siebie i swoich bliskich i cenię sobie wolność, której Pani się wyzbyła w imię wiary - moje wcześniejsze komentarze zamieściłam pod tym konkrenym tematem - wywiadem z Panią E. , która jeszcze zmianę wyzania rozważa i to głównie do takich osób skierowane były moje pytania.
Miło czasem tu zajrzeć, ale coraz niemilej wchodzić z niektórymi czytelnikami i Panią w dyskusję.
Mimo wszystko pozdrawiam

Marysia

Anonimowy pisze...

Marysiu ty chyba nie zauwazylas, ze akurat wiekszosc osob komentujacych nie jest muzulmankami. W ogole to takie bzdury piszesz, ze na prawde nie wiadomo co Ci odpowiedziec.

Natka

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

Pani Marysiu, nieprzyjemnie zaczęła Pani dyskusję, proszę się chwilę zastanowić i przeczytać co Pani pisze. Może zorientuje się Pani, że po prostu obraża tu wiele kobiet, z góry ocenia (negatywnie) oraz deprecjonuje - rolę matki - ogólnie. Może gdyby potrafiła Pani w sposób kulturalny i na poziomie zwerbalizować swoje pytania (wątpliwości), wówczas otrzymałaby pani adekwatną - na poziomie odpowiedź. Potrafię zrozumieć, iż kieruje Panią w dużej mierze troska o los kobiet, co jest bardzo chwalebne, aczkolwiek sugerowałabym może - ciut więcej dyplomacji?
Może lepiej by było np. skonstuować komentarz na zasadzie - dobrej rady = a nie oskarżenia i napaści. Z pewnością inaczej zostałby przyjęty, i otrzymałaby Pani odpowiedź.
Pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

To może ja spróbuję coś Ci wyjaśnić, Marysiu. Domyślam się, że jesteś młodziutką osobą i pewne rzeczy są jeszcze poza Twoim doświadczeniem. Robisz, wydaje mi się, błędne założenie nakładając wzorce zachodnie na arabskie - a to nie jest ten sam świat. Mówisz o, nazwijmy to - słabości umysłowej - kobiet arabskich, które tylko dzieci i dzieci. Fakt, nie nadyskutowałam się z kobietami Bliskiego Wschodu na tematy bliskie mojemu humanistycznemu wykształceniu, ale z mężem też jakoś na czymś innym upływa nam żywot niż na omawianiu zagadnień z dziedziny nauk różnych. Za to porównuję instytucję arabskiej rodziny z tą którą znam z Polski. Przy intensywnym życiu zawodowym zachodnich kobiet treści rodzinne przesuwają się często na drugi plan - stąd odkładane decyzje o macierzyństwie, mniejsze rodziny, ale też samotność kobiet. Czasem powstają z tego też kariery, które są dla danej kobiety wartością samą w sobie i satysfakcjonujacą. Tymczasem, wbrew Twojemu wyobrażeniu, kobieta arabska spędzająca czas w domu wydaje mi się bardziej generałem niż podkomendnym-kuchtą. Marysiu, rodzina przerastająca model 2+2 wymaga sprawnego menadżera i jest nim zdecydowanie kobieta. Biologii nie pokona żadna emancypacja - dzieci trzeba począć, urodzić, wykarmić, zatroszczyć się o nie, wspomóc w szkole, a nade wszystko nasycić miłością i.. z mężem to samo (oprócz poczęcia, urodzenia i szkolnictwa), by nie czuł się w rodzinie tylko dostarczycielem środków finansowych. Bycie taką panią domu to też ambitne zajęcie i to 24 godziny na dobę.
Piszesz, że gdy dzieci sa już dorosłe małżonkowie zostają sami i nie ma on o czym gadać z nią. No, to dowód braku właśnie twojego doświadczenia. Zanim ostatnie dzieci z domu wyjdą, już do niego nadpływają wnuki - to naturalny krąg życia, Marysiu, który nasza zachodnia cywilizacja zagubiła. My mamy domy starców, a Arabowie nie są w stanie sobie czegoś tak okropnego nawet wyobrazić. Dodatkowo rodziny nie zamykają sie w czterech ścianach. Rodziny arabskie uwielbiają "wyjścia" i wyjazdy w plener. Lekceważąco odnosisz się do rozmów pomiędzy mażonkami na temat dzieci, ale w arabskim domu mąż często wcześnie wychodzi, choć czasem wpada w porze wspólnej konsumpcji i jego powrót następuje bardzo późno. Chce wtedy wiedzieć głównie, co się wydarzyło, jak z dziećmi w szkole, opowiada o swoim dniu, radzi się żony i ciągle robią plany dotyczące rodziny od kwestii najprostrzych, bytowych po plany większe np. edukacyjne. Faceta trzeba też zawodowo odstresować i to też rola kobiety. Tak to działa (myślę, że w większych polskich rodzinach jest podobnie, ale przez zmieniający sie model rodzinny w naszym kraju, sa to już mniej liczne niż w Arabii przypadki)i ja bym tego nie deprecjonowała. Są też kobiety, które mają zajęcia zawodowe, ale wtedy model rodziny, ulega jednak pewnemu zawężeniu.

Anonimowy pisze...

przepraszam nie podpisałam się pod postem do Marysi,
Ordonija

Anonimowy pisze...

Marysiu, nie zawsze kobieta nie pracująca, nawet muzułmanka, "siedzi" w domu. Wiele z nich na siedzenie czasu nie ma ;) I to nie tylko z powodu dzieci, choć te oczywiście wiele czasu i uwagi potrzebują. Ma jeszcze czas na to, na co nieraz brakuje go (niektórym) kobietom pracującym: samokształcenie (nawet jeśli poprzez kursy korespondencyjne czy studiowanie online) nie odmóżdża, czytanie i poszerzanie naszych horyzontów w wielu dziedzinach nie odmóżdża, spotkania towarzyskie (nawet jeśli tylko w gronie kobiet) także przecież nie odmóżdżają. Będąc muzułmanką, kobietą domową, jak ładnie określa to Umm Latifa, a nawet matką kilkorga małych dzieci (o zgrozo, z małą różnicą wieku!), mam możliwość robienia wielu ciekawych rzeczy, docierania do wielu najróżniejszych informacji, odwiedzania (i tu się zdziwisz) ciekawych miejsc, niekoniecznie jedynie placów zabaw ;) Tematów do rozmów z mężem bynajmniej nie brakuje. (Zauważ też, że temat dzieci i ich osiągnięć, który dla Ciebie na dłuższą metę może być nudny, dla wielu małżeństw jest numerem jeden i mąż po całym dniu pracy z prawdziwą przyjemnością wysłuchuje relacje dotyczące dzieci - a te nie robią jedynie kupek ;) - ciesząc się jednocześnie, że ma żonę, która potrafi je wspaniale wychowywać i dzięki temu "rośnie" ona w jego oczach - ale to już inna bajka).

Praca poza domem nie jest zaś gwarancją ciekawej osobowości i braku "odmóżdżenia", ani możliwości prowadzenia ze współmałżonkiem interesujących rozmów na wszelakie możliwe tematy. Zresztą to powinnaś widzieć dokładnie, wszak opiekujesz się - z tego, co zrozumiałam - dzieckiem osoby pracującej, nie "kobiety domowej", a postawiłaś ją za przykład "kobiety odmóżdżonej", czyż nie? Mało kto ma w pracy możliwość poszerzania zainteresowań czy prowadzenia dyskusji z ludźmi oczytanymi, niektórzy w pracy muszą... pracować ;) Wykonują polecenia szefostwa, skupiają się na swoich obowiązkach. A po pracy... w rozmowach z mężem często zdają relację ze swojego dnia w pracy, itd. - czy każdy mąż cieszy się z tego powodu i uważa ów temat za arcyciekawy? ;)

Suma summarum - każdy człowiek, niezależnie od trybu życia jaki prowadzi, ma szansę się rozwijać (dla chcącego nic trudnego, sposób zawsze się znajdzie, zwłaszcza w dzisiejszych czasach i przy dzisiejszych możliwościach). Tak więc Ty rozwijaj się dzięki pracy, jeżeli chcesz, jeśli właśnie to jest dla Ciebie gwarancją "nieodmóżdżenia" i posiadania asa w rękawie w postaci tematów na ciekawe rozmowy małżeńskie. Nie krytykuję tego, nie obrażam Cię, nawet jeśli dla mnie NIE TO decyduje o tym, że z mężem po wielu latach małżeństwa ciągle mamy o czym rozmawiać i potrafimy się zaskakiwać. Tak że proszę, Ty też wykaż się odrobiną dobrej woli i nie wkładaj wszystkich niepracujących kobiet, matek, muzułmanek, do wora z napisem "odmóżdżone".

A teraz kolej na moje pytanko do Ciebie... jeśli interesuje Cię życie i relacje małżeńskie kobiet nie pracujących, to czemu bacznie obserwujesz mniejszości Arabskie? Czemu nie poobserwujesz nie pracujących Brytyjek (a tych jest wiele), Polek, itd? Czy aby na pewno tym, co Ci przeszkadza u kobiet jest właśnie fakt rezygnacji z zatrudnienia? ;)

M.

Anonimowy pisze...

Ciekawa lektura: ILE JEST WARTA PRACA KOBIETY W DOMU

Sofija pisze...

Ordonijo bardzo celny komentarz.

Marysiu wcisnę swoje trzy grosze napisze jeszcze ,że to nie taka łatwizna i zadne wygodnictwo siedziec i zajmowac się domem , dziećmi i mężem jak piszesz mąż nie dziecko nie trzeba bawić:)

Anonimowy pisze...

Dołączę się do dyskusji.
Marysiu, wydaje mi się, że rozumiem co chcesz napisać, ale:
1. jak wspomniała Umm Latifa niezbyt miło formułujesz swoje myśli, obrażając przy tym część kobiet prowadzących dom i wychowujących dzieci, dlatego nie dziw się, że pozostałe komentatorki nie są zachwycone
2. powinnaś wziąć pod uwagę, że nie wszystkich marzeniem jest robić spektakularną karierę zawodową i podróżować po całym świecie - część kobiet zdecydowanie chętniej będzie poświęcać się domowemu życiu i to ich prawo. Jeśli ktoś ma charakter "bizneswoman" to nawet w kraju muzułmańskim będzie potrafił z tego korzystać, a jeśli ktoś chce być przede wszystkim żoną i matką, to będzie się w tym odnajdywał mieszkając zarówno Łodzi, jak i w Rihadzie. Myślę, że na nasze predyspozycje do bycia bardziej "biznaswoman" a bardziej "domową" są niezależne od wyznawanej religii. Poza tym Polskie konwertytki, z tego co się orientuję, z własnej woli wybrały Islam jako swoją religię i z własnej woli wybrały życie w krajach muzułmańskich, więc nie na miejscu jest krytykowanie ich decyzji.

Kolejną rzeczą, która mnie poruszyła jest sarkastyczne podejście do zawodu niani... Zawód jak zawód, można go wykonywać z poświęceniem i pasją, zdobywając nową wiedzę, można też inaczej. Nie rozumiem, dlaczego został on obśmiany?

I na koniec dodam, że nie uważam, aby blog Umm Latify był "cukierkowy", wręcz przeciwnie - często dostrzegam mniejszą lub większą krytykę wielu ograniczeń kulturowych, jakie są obecne w AS. A krytyki Islamu trudno oczekiwać - w końcu Umm Latifa została z własnego wyboru muzułmanką, więc dlaczego miałaby krytykowac religię, którą wybrała?

Pozdrawiam - Puny*

*celem uniknięcia nieporozumień: chrześcijanka, właścicielka własnej firmy, a do tego żona (jeszcze) bez dzieci ;-)

Sofija pisze...

Pony zgadzam sie z tym co napisałaś nie sądzę aby ktokolwiek kpiłczy wyśmiewał się z zawodu niani żadna praca nie hańbi jednak niania musi być osobą z powołania z doświadczeniem przy dzieciach...nie wykluczam Marysi ale doswiadczenie zdobywa sie z wiekiem

Sofija pisze...

Puny przepraszam

Anonimowy pisze...

Marysiu, masz dużo racji, chociaż wyrażonej nie tak, jak trzeba.

Ordonijo - żona nie jest służącą, kojącą nerwy spracowanego mężusia. I absolutnie nie musi, mimo tego, ze dziecko urodziła, rezygnować z pracy, poświęcać się wszystkim naokoło, nie dostając niczego w zamian.

kasia

Anonimowy pisze...

Kasiu, ja jemu on mi:)) to się nazywa partnerstwo, jak bedzie okazja, to Ci powiem, co daje kobiecie mąż, albo lepiej, sama pokombinuj..:)

Dziewczyny, jak nie rozumiecie, co to jest oddanie drugiemu człowiekowi i stworzenie z nim rodziny, to nie wychodźcie za mąż, bo umęczycie się i gorycz tylko w sobie zbierzecie.
Pozdrawiam wszystkie księżniczki, które czekają na swego rycerza, co będzie je wielbił, słał drogę różami i niósł w życie na rękach przez 1000 wspólnych lat, śnijcie swój sen...
Ordonija

Nour pisze...

To i ja też dodam coś od siebie..

Po pierwsze nie wiem czemu aż tak bardzo Marysię interesuje to co każda z nas (kobiet obecnych na forum) będzie robić w przyszłości?
Czy Marysia wie czym będzie się zajmować za 10 lat?
Kobieta która nie pracuje zawodowo nie oznacza kobiety która nie robi nic, o wiele ciężej jest dbać o dom i dzieci niż chodzić do pracy i robić w kółko to samo..

Rozmowy z mężem? Pytasz Marysiu o czym można rozmawiać z mężem bo przecież nie o dzieciach? To rozumiem że ten temat jest całkowicie nieistotny? Poza tym nawet jeśli kobieta pracuje to dochodzi aż całkiem jeden nowy temat do rozmów - jej praca? Równie dobrze kobieta może się rozwijać poprzez pracę np. w domu, niekoniecznie zostawiając dzieci pod opieką niani która i tak nigdy nie zajmie się obcymi dziećmi tak jak własna matka.

Kobieta ma wybór, praca lub nie. Nikt jej niczego nie nakazuje. Owszem jest to kwestia do uzgodnienia z mężem. Jeśli chodzi o kraj taki jak Arabia Saudyjska to mogłabyś tak Marysiu do woli wymieniać czego tam kobiety nie mają i jakie to ciężkie życie tam wiodą. Jednak to był wybór tych kobiet a nie Twój, jeśli one są szczęśliwe to co nam do tego?

Proszę aby trochę przemyśleć swoje zachowanie i może troche większe zaiteresowanie własnym życiem a nie życiem "arabskich kobiet"....

Anonimowy pisze...

Ordonijo, książę, który będzie mi słał drogę różami? Błagam, tylko nie to!!!

pozdrawiam
kasia

Nour pisze...

"Nie jestem tak wygodna jak Pani, nie siedzę cały dzień jedynie zajmując się dziećmi i mężem."

Marysiu, co Pani w końcu zażuca kobietom będącym w domu? Wygodnictwo? Czy opiekę nad dziećmi i dbaniem o dom można tak określić?

A jeśli uważa Pani że tak, to dlaczego współczuje Pani tym kobietom, w końcu nie muszą pracować zawodowo i mogą wieść spokojne życie w domu opiekując się JEDYNIE dzieći i mężem ;-)

Nour pisze...

..z tego wszystkiego napisałam zaŻuca przez "ż" mimo że pisze się przez "rz", wolę się poprawić już teraz żeby ktoś nie zaRZucił mi nieznajomości języka polskiego;)

Anonimowy pisze...

Oj, Kasiu, to, co napisałam, to się nazywa ironia..
Moge to ująć też inaczej, parafrazujac muzycznych klasyków - He ain`t heavy, he`s my husband.
Jeśli nie obustronne oddanie i partnerstwo, to co? Jak widzisz swoje życie z mężczyzną, jak stworzysz z nim bliskość? Jak zareagujesz, gdy życie zawodowe mu się skomplikuje, a pogłębiający się jego stres będzie negatywnie oddziaływał na wasz związek? A w sytuacji sporu między wami będziesz w zaparte trwała przy swoim, czy poszukiwała kompromisu?

Mam za sobą karierę, o jakiej marzą zastępy facetów i spyliłam z niej, bo nie dało się jej pogodzić z życiem rodzinnym, mimo prób, a kobiece siły w straciu ze szczurzym pędem powoli mnie opuszczały, miotałam się z coraz mniejszym poczuciem satysfakcji z tego, co robię. Małżeństwo złóżone z dwójki egoistów, z których żadne nie pójdzie na ustępstwo dla związku, raczej się nie sklei, choć są ludzie, którzy w czymś takim trwają lata.
Ordonija

Nour pisze...

Ordonija - bardzo mądre słowa, zgadzam się w zupełności.

Anonimowy pisze...

Po lekturze komentarzy jakie napisałyście Panie, nasuwa mi się jeden wniosek - do póki nie wiedziałyście nic na moj temat, za bardzo nie wiedziałyście co ''odpowiedzieć'', ale kiedy tylko wspomniałam o tym, że studiuję od razu Wam ulżyło, bo można mnie wrzucić do worka pt. co ona tam wie, młoda jeszcze, my tutaj wszystkie rozumy pozjadałyśmy, w dodatku niania do dziecka co taka może wiedzeć, itp. Przykre tym bardziej, że same pouczacie jak to nie należy ulegać stereotypom i szufladkować ludzi. Także może warto zacząć od siebie?

Tyle komentarzy, a przecież powinny dotyczyć sprawy poruszonej w notce, czyli wywiadu, i ja głownie do niego się odnoszę. Mamy kobietę, która chce zmienić wyznanie i swoje dzieci wychowywać w islamie, zamieszkać w kraju arabskim, przestać pracować bo odpowiada jej tradycyjny model itd.
Dlatego ja pytam : Co taka Pani będzie robić za 20 lat, kiedy nie zostawia sobie żadnego marginesu ''siebie'' swojej kultury, swojej religii, swojej pracy a ma zamiar jedynie wychowywać dzieci, które kiedyś z domu ''wyjdą"". I ma mi prawo przyjść takie pytanie do głowy.

Z komentarzy Ordoniji i Sofiji wynika, że tylko kobiety i mężczyżni arabscy tworzą w dzisiejszych czasach wzorowe rodziny? Że kobiety realizujące się na wielu polach, nie są w stanie wychować swoich dzieci?
Rozumiem, że kobieta w Polsce matka 2 dzieci, mająca męża i pracująca zawodowa to jakaś NadKobieta, Superwoman po prostu? Bo potrafi pogodzić wychowanie dzieci, gotowanie sprzątanie i pracę? Myślę, że nie ponieważ pomaga jej mąż, który też pracuje, i starsze dzieci, i rodzina czy znjomi, czy niania. Kiedy czytam, że kobieta ''rośnie w oczach męża'' to ręcę opadają! Bo dla kogo ona te dzieci wychowuje? Mężowi? Czy wychowuje je na niezależne istoty, czy tylko dla uciechy i dumy męża? Co daje kobiecie mąż Ordonijo? Tylko miłość fizyczna jak rozumiem z Twojego komentarza czy tak?

Do Nour
"o wiele ciężej jest dbać o dom i dzieci niż chodzić do pracy i robić w kółko to samo.."
Nie no jasne, siedząć w domu i nieustannie 24h na dobę zajmująć się dziećmi i sprzątając na pewno nie ''robimy w kółko tego samego"

Może moje pytania wydały się niektórym napastliwe bądź niemiłe, ale jeśli tylko kogokolwiek skłoniły do zastanowienia się nad kwestią jaką poruszyłam, to myślę, że taki właśnie cel ma wymiana opinii na forum bloga.

Komentarze w stylu '' nie masz co robić tylko interesować się arabskimi kobietami" są nie na miejscu, bo co Ty ( anonim który się nie podpisał ) tutaj robisz? Chyba to samo, każdy ma prawo do swoich zainteresowań, i wymiany opinii na blogu.

Na koniec tylko tyle, że są różne matki, i różne nianie, i czasem od niejednej niani można dostać więcej uwagi niż od matki, a czasem nianie w ogóle nie nadają się do pracy z dziećmi a mimo to się jej podejmują.

Pozdrawiam

Marysia

Anonimowy pisze...

Ordonijo, wiem, że to była ironia. Ja natomiast napisałam, że ksieżę na koniu i z różami to antywzór męża - nudny jak flaki z olejem.

Jeśli życie zawodowe będzie mu się komplikować, oczywiscie będę go wspierać, ale nie jako 24-godzinna gospodyni domowa, ratująca zbolałego ciepłym rosołkiem. Nie chcę być taką kobietą.

W sytuacjach spornych - kompromis, jak najbardziej.

Nie chodzi mi też o jakieś wielkie kariery - raczej o znalezienie saytsfakcjonującego zajęcia, niepozostawanie w zależnosci finansowej od męża i niebycie żoną rodem z USA w latach pięćdziesiątych.

pozdrawiam
kasia

Anonimowy pisze...

Marysiu, sęk w tym, że nasze odpowiedzi Ciebie do myślenia nie skłaniają, a natrudziłyśmy paluszki - Ty nie posunęłaś się o krok.. W dodatku, z naszych wypowiedzi wyciągasz wnioski, których nie sugerujemy typu -iz twierdzimy, że "tylko kobiety i mężczyżni arabscy tworzą w dzisiejszych czasach wzorowe rodziny? Że kobiety realizujące się na wielu polach, nie są w stanie wychować swoich dzieci?" Po tym stwierdzeniu mówię PASS - Twoja zadziorność przerasta chęć rzeczywistego wniknięcia w poglądy innych.

Kasia... (i tu biorę głęboki oddech), spróbuj, pożyj, naszarp się z życiem, pogadamy.
Ordonija

Anonimowy pisze...

Umm Latifa 140 komentarzy WOW:-)

Kasiu ten przyklad o 2+2 w Polsce czesto sie nie sprawdza bo niektore kobiety sie zapedzily w kozi rog i robia na dwa etaty jeden w pracy drugi w domu:-)
Marysiu tu by sie trzeba zastanowic jak do takich kobiet dotrzec, a nie tam martwic sie o Pania E z wywiadu co chce mieszkac w arabskim swiecie. Jej wybor przeciez i jesli tylko bedzie szczesliwa to znaczy, ze dobrze wybrala. Bo chyba personalnie nie bedzie Ci przeszkadzalo, ze jesli bedzie szczesliwa? Tak do konca to nie wiem czy Tobie chodzi o wszystkie kobiety nie pracujace czy skupiasz sie tylko na muzulmankach czy moze tylko na Pani E?

Natka

Anonimowy pisze...

Och, Ordonijo, najmądrzejsza wyrocznio - cóżem ja, bienda, młoda, głupia mogę o życiu wiedzieć? Nic, zaiste!

Trochę już żyję i wiem, że nie można w 1000% zależeć finansowo od męża, bo różnie się to może skończyć. A że nie chcę być pełnoetatową żonką i niańką? Mam chyba prawo? Czy dozwolony jest tylko wybór bycia przenajświetszą pełnoetatową matką rodziny?

Natko, a gdzie ja piszę o jakimś układzie 2+2? I co mam wspólnego z kobietami pracującymi na dwa etaty?

pozdrawiam
kasia

Anonimowy pisze...

1. Dyskusja chadza po opłotkach, a każda ze stron okopuje się na z góry upatrzonych pozycjach ;-).
Wychodzenie za mąż za muzułmanina tylko po to, żeby w związku kultywować tradycyjny podział ról, jest moim zdaniem co najmniej dziwne. Wystarczyło wyjść za mąż za mojego męża (wierzącego chrześcijanina, wykształconego i bez związków z Ciemnogrodem ;-)). Dobrych kilka lat zajęło mi wytłumaczenie niegłupiemu w końcu facetowi, że ja muszę zacząć pracować. Dla swojego i jego dobra :-)).

2. Tradycyjny podział ról jest bardzo atrakcyjny w Europie nie tylko dla mężczyzn. Znam trochę wykształconych dziewczyn, które chcą wyjść za mąż, wychowywać dzieci i prowadzić dom. Mają do tego prawo, proszę nie ośmieszać ich decyzji. Wychowywanie własnych dzieci, prowadzenie domu dla siebie i najbliższych ma znacznie większą wartość niż przekładanie urzędowych papierków w jakimś biurze, czy wykonywanie innej równie konstruktywnej pracy. Etat żony i matki może dać więcej satysfakcji niż chodzenie do nielubianej pracy i użeranie się z nieszanowanym szefem. Problem w tym, że jest znacznie trudniejsza „praca”. Zakosztowałam jednego i drugiego, wiem, co piszę.

3. Małżeństwa, nawet w tradycyjnych społecznościach, bardzo ewoluują. Moja przyjaciółka – doktoryzowała się w socjologii gender na niemieckim uniwersytecie – opowiadała mi niedawno o roli kobiety w państwach arabskich. Uczestniczyła w dużym projekcie zleconym przez jedno z państw zatoki, którego tematem była próba zdefiniowania oczekiwań małżonków wobec siebie. Ogólnie, jak się to zmieniło, jaki jest trend; czy wychowanie, tradycje oraz edukacja pozwalają kobiecie sprostać nowym wymaganiom. Wnioski były generalnie bardzo ciekawe.
Niestety, kraje arabskie zaczynają przodować w statystykach rozwodów; ZEA, Kuwejt, Egipt (Z tego co wiem KSA) – rozpada się ponad 40% małżeństw. Polska jest daleko w tyle.

4. Blog Umm Latify broni się sam!! Dla mnie, wielokrotnej w końcu podróżniczki do Arabii, jest nieocenionym źródłem wiedzy o tym kraju. Dla mojego męża jestem ekspertem, a to przecież on tam mieszka ;-).

5. Terroryzm. Gdybym pisała bloga o Polsce, denerwowałyby mnie pytania o alkoholizm. Sama piję minimalnie, alkohol w domu nawet jeśli jest, to stoi zapomniany miesiącami, mąż odkąd wyjechał do KSA w ogóle nie pije, nie znam osobiście żadnego alkoholika – co Wy ode mnie chcecie?
No dobrze, ale mieszkając w Polsce każdy z nas spotkał chociaż raz w życiu spotkał pijaka, ale jak rozpoznać w przechodniu terrorystę?
Skąd więc te zarzuty o unikaniu tematu?

Pozdrawiam
Jola

Sofija pisze...

Marysiu nie ma wzorowych rodzin i nie ma ludzi idealnych tak damo jak Taki sie jeszcze nie urodził co by ludziom dogodził..a zyczę Ci naprawdę statusu super women a i niani zobaczysz zasmakujesz z drugiej strony , pozyjesz zasmakujesz nigdzie rózami nie jest usłane czy w Arabii czy w Polsce czy w Jordani a studia duzo w zyciu ułatwiaja nie tylko w aktywizacji zawodowej ale w szerkoim kręgu zmieniają się perspektywy, poglady mozliwosci ale, że studiujesz wcale nie znaczy, że jesteś super women.Długa droga przed Toba.
Kiedys słyszałam stwierdzenie że bawić obce dziecko to lepiej kamienie na torach układać nie jest lekko.

Miałam nianię i nie jedna i szczerze powiem trudno o naprawdę konkretną nie ubliżam nie mam złych intencji.
Pozdrawiam serdecznie

Anonimowy pisze...

Witam!
Proszę wybaczyć, że zbaczam odrobinę z tematu, ale co do wywiadu - naprawdę wieje optymizmem, nadzieją i chęcią realizacji marzeń.... Nie chciałabym źle wróżyć owej Pani lecz z własnego doświadczenia wiem, że owy związek(nie musi rzecz jasna) ale może ulec rozpadowi. Może powiem czemu decyduję się tak sądzić: po pierwsze osobiście znam wielu Saudyjczyków, jeden jest moim bardzo bliskim kolegą, który otwarcie mówi : Polka+Saudyjczyk prędzej czy później = niewypał. Po wtóre sama byłam ponad trzy lata w związku z Saudyjczykiem i ledwo wyszłam z niego... z życiem po tym jak brutalnie zostałam pobita, a za co? za to, iż odezwałam się do jego kolegi pod jego nieobecność, zapytałam po prostu "how are you"?
Aha na początku było bosko, wręcz jak w niebie... było my habibi itd. oczywiście wirtualnie poznałam jego rodzinę także, a siostry osobiście, no i z całym szacunkiem i co z tego?? Aha i jeszcze przed tym wydarzeniem (pobiciem) były komentarze w stylu: "proszę kochanie ubierz się przyzwoicie", "kochanie czy rozmawiałaś dziś z jakimś mężczyzną?" , "czy ktoś przypadkiem nie spojrzał na ciebie na ulicy" (jeśli tak to przecież była moja wina i wówczas byłam bitch-dziwką", hmmm....z całym szacunkiem do tych zakochanych- naprawdę nie liczne takie związki udają się, szczerze- chyba 1 na 100.
Pozdrawiam,
Justyna

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

Współczuję Pani Justyno - ze trafila pani na damskiego boksera. Jeśli zgodziłaby się Pani na wywiad, proszę o kontakt na priva (zob. menu pod nagłówkiem).

Anonimowy pisze...

Zapomniałam dodać, że o mały włos nie wzięlibyśmy ślubu, ja oczywiście jak najbardziej chętna do przejścia na islam, wychowywanie dzieci w tej wierze z uwzględnieniem tego iż mama wyznaje inną religię, ble ble ble, znam tą śpiewkę na wylot.... wszystkie tak sobie tłumaczymy.
Zobaczymy co Pani E. zrobi gdy jej mężowi się odwidzi i nagle zadecyduje (może to być po długim czasie), że chce wrócić do AS - przecież tam się urodził, tam jest jego rodzina i korzenie... dlaczego miałby mieszkać w innym arabskim kraju, ja nie byłabym taka ufna jak Pani E., proszę wybaczyć - nie znam Pani męża i nie mam prawa oceniać innych, ponieważ nie wszyscy są tacy sami tak ? ale Ci ludzie są mistrzami kamuflarzu, oni mają niezwykłą umiejętność przywdziewania różnych masek i dostosowywania się do sytuacji, z uwzględnieniem jednego bardzo ważnego faktu, iż w głębi nikt z nich nie wyplewi przywiązania do kultury, religii, ziemi, RODZINY przede wszystkim - muzłumanin ma obowiązek na pierwszym miejscu stawiać rodzinę ( i to wiem z pierwszej ręki). Bardzo przepraszam Pani E. ale jak może Pani powiedzieć że Pani zna jego rodzinę? przecież to jawne oszukiwanie siebie i mydlenie oczu, jak można znać kogoś po kilku bądź ba nawet kilkunastu rozmowach wirtualnych tym bardziej że Pani mąż pewnie w tym czasie jest zwykle obecny prawda?
pozdrawiam,
Justyna

Anonimowy pisze...

Nie życzę żadnej kobiecie aby została potraktowana w podobny sposób jak ja, blizna zostanie na zawsze, nigdy, przenigdy już nie zaufam żadnemu osobnikowi pochodzenia arabskiego, nigdy nie będę na tyle nie rozsądna aby wiązać z tym jakiekolwiek plany życiowe oraz zastanawiać się czy chciałabym mieć z nim piątkę czy dziesiątkę słodkich bobasków :/ nadzieja na temat takich związków to coś w rodzaju bańki mydlanej,
Justyna

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

@ Pani Justyno, czekam na kontakt - szczerze chciałabym przedstawić Pani punkt widzenia, i historię na łamach bloga. Proszę przemyśleć propozycję - czekam na email. Tym nie mniej, przemoc w rodzinie to nie wyłączna domena Saudyjczyków, gdyby tak było nie byłoby w Polsce tabloidów z hasłami - bo zupa była za słona. Dobre z tego, iż szydło z worka wyszło przed ślubem!

Anonimowy pisze...

Tak :( to prawda, proszę wybaczyć Umm Latifo zastanowię się do jutra dobrze Proszę zrozumieć, naprawdę zostałam bardzo skrzywdzona, poniżona i nienawidzę wracać do tych okropnych wydarzeń, nigdy by mi przez myśl nie przeszło że ktoś w kim przedtem się zakochałam na kogo patrzyłam z takim zachwytem tak podle się zachowa i da przykład jakim jest zwierzęciem bez zachamowań, co do blizn o których wspominałam ogromne mam na duszy ale na ciele co gorsza noszę do dnia dzisiejszego, w nieświadomości leżałam 2 dni w szpitalu, che mi się tylko płakać bo cóż mogę, osoba ta nie poniosła za swój czyn żadnej odpowiedzialnośći prawnej. Wiem że nie mogę żyć złymi wspomnieniami i wziąść się w garść.
Umm Latifo ogromny szacunek dla Pani i bloga pisanym tak pięknym językiem, niesamowite źródło informacji dla osób, które wiążą swą przyszłość w jakikolwiek sposób z Arabią, pozatym najlepszy blog jaki czytałam.
Justyna

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

Pani Justyno, na spokojnie... Czasami wylanie bólu pomaga, a może i pomoże innym paniom - może w postępowaniu pani znajomego zauważą jakieś przesłanki, które zapalą "czerwone światełko ostrzegające". Współczuję bardzo bólu, rozczarowań i przykrych wspomnień. Życzę - szczęścia z całego serca.

Anonimowy pisze...

Pani Justyno, to niezwykle poruszające i ważne, co Pani pisze.
Powiedzieć, że Pani współczuję, to i tak będzie za mało, raczej czuję się jako kobieta tym mocno dotknięta, przy zachowaniu proporcji, że to jednak Pani była ofiarą.
Proszę się mimo wszystko nie dać goryczy i pomyśleć, że to byłoby tak, jakby ten człowiek jednak Panią złamał - zabił w Pani wiarę w możliwość zbudowania bliskiej relacji opartej na zaufaniu. Jeśli umie Pani już znaleźć jakiś dystans do tego - proszę raczej myśleć, co ta sytuacja przed Panią otwiera, a nie, co zamyka.
Wydaje mi się, że to, iż Pani się tu odezwała i przedstawiła rzecz tak konkretnie, to jest ważne przede wszystkim dla samej Pani.
Myślę, że Pani wypowiedź powinna też sporo uzmysłowić innym kobietom. Na szybko powiem choćby tyle, iż wstępując w taką relację (sama jestem żoną Jordańczyka), muszą one uwzględnić, że może dojść do wyjazdu do jego kraju, gdzie o ich pozycji przesądzi tylko bezwzgledne wsparcie z jego strony i jego rodziny. Ujawniona gwałtownosć natury, brak zrozumienia dla naturalnych zachowań kobiety wychowanej w innej kulturze, powinny być zawsze sygnałem ostrzegawczym.
Mam ogromną nadzieję, że rany się kiedyś zagoją,
Ordonija

Anonimowy pisze...

Salam alikum

Pani Justyno, naprawde przykra histori :(( zycze jak najlepiej..... Na pewno miala Pani jakis powod zeby nie zglaszac tego incydentu i wyciagac konsekwencji prawnych :((

 Chcialabym tez dodac do wszesniejszej dyskusji oraz wytlumaczyc Marysi oraz innym zainteresowanym ze mozliwosc zajmowana sie tylko domem oraz zycie na wysokim poziomie zapewnionym przez meza Saudyjczyka lub innej narodowosci jest luksusem i przywilejem, ktorego zycze kazdej kobiecie. 

To wspaniale jest miec ambicje, byc niezalezna i wyksztalcona kobieta wiec Marysiu ucz sie pilnie i zdobywaj doswiadczenie teraz kiedy jest na to czas. Jednakze Marysiu priorytety zmieniaja sie z wiekiem - skoncz studia i popracuj pare lat na wysokim stanowisku, np w takim London city gdzie sie zarabia tysiace funtow pracujac 24/7, a zrozumiesz ze po paru latach harowy, stresu i uzerania sie z ludzmi jedyne o czym wszyscy (kobiety jak i mezczyzni ;)) tu mysla to jak tu nie pracowac a dostawac pensje ;) poza tym nikt w domu nie chce rozmawiac o pracy! A wrecz przeciwnie- o dzieciach lub czymkolwiek innym prozaicznym zeby odpoczac psychicznie!

Bardzo sie ciesze sie ze w islamie jest taki a nie inny podzial rol tzn. kobieta ma ten luksus ze nie musi isc do pracy lecz moze zajmowac sie soba lub domem a maz ma na to zarabiac; jak kobieta chce pracowac to dla wlasnej przyjemnosci a nie z obowiazku. My Polki mamy wpajane od malego ze mamy pracowac tak ciezko jak mezczyzna i do tego zajmowac sie calym domem- to robi z nas malego zmeczonego 'osiolka' ktory nie ma na nic sily.

 Marysiu, nie masz jeszcze doswiadczenia ale mam nadzieje ze za pare lat bedziesz miala inne spojrznie na koszt i wysilek jakim kobiety robia kariere i czy naprawde warto, zamiast poswiecic sie swoim pasjom czy dzieciom, mezowi i ognisku domowemu ;) Pozdrawiam. Ania 

Anonimowy pisze...

Naprawdę bardzo dziękuję za słowa wsparcia, jednak dobrze jest się z tym dzielić, powiedzieć o tym głośno, no bo cóż jest do stracenia.
Justyna

Anonimowy pisze...

Witam,
Pani Justyno, Pani historia rzeczywiście jest bardzo niepokojąca i współczuję, że musiała Pani przez coś takiego przejść. Oczywiście zgadzam się, że zawsze trzeba mieć oczy i uszy otwarte.
Przyznam jednak, że mimo wszystko nie potrafię wrzucać wszystkich do jednego worka.
Napisała Pani, że „blizna zostanie na zawsze, nigdy, przenigdy już nie zaufam żadnemu osobnikowi pochodzenia arabskiego,”. Ale czy to znaczy, że gdyby taka sytuacja przytrafiła się komuś ze strony Polaka, Niemca, Francuza, to znaczy, że wszystkich Europejczyków trzeba przekreślić grubą kreską?
Są ludzie źli i zdarzają się tacy bez względu na kolor skóry, religię, czy szerokość geograficzną. Gdybym odniosła do siebie Pani doświadczenie, bo podobnie jak u nas na początku było dobrze, i poznała Pani rodzinę tylko wirtualnie, to bym musiała przekreślić mój póki co szczęśliwy związek z Saudyjczykiem. Gdybym wzięła do siebie doświadczenie mojej babci, która przez wiele lat była bita i maltretowana przez męża alkoholika, a na początku przecież było tak pięknie, to musiałabym przekreślić wszystkich Polaków… Można tak wymieniać w nieskończoność, bo przykładów na złych ludzi nie brakuje w żadnej nacji. Ale to nie znaczy, że oni wszyscy tacy są. Przykładem może być chociażby szczęśliwa Umm Latifa.
„Jak może Pani powiedzieć że Pani zna jego rodzinę? przecież to jawne oszukiwanie siebie i mydlenie oczu, jak można znać kogoś po kilku bądź ba nawet kilkunastu rozmowach wirtualnych tym bardziej że Pani mąż pewnie w tym czasie jest zwykle obecny prawda?”
W wywiadzie napisałam, że ma dla mnie znaczenie, że mój mąż przedstawił mnie swojej rodzinie (zaznaczyłam, że było to przedstawienie wirtualne z możliwością realnego w to lato), ale nigdy nie powiedziałam, że ich znam. Wiem czym się interesują i wiem, jak się do mnie odnoszą (na tej stopie, na której mam z nimi kontakt), ale nie wiem jak się zachowują na co dzień.
I nie, nie zawsze mój mąż jest przy mnie kiedy zadzwoni do mnie jego ojciec, brat, czy siostra.
Napisała Pani, że została pobita za nawiązanie kontaktu z jego kolegą. Z tego co Pani pisze były też sygnały z jego strony świadczące o jego zaborczości (typu nakazy odnośnie stroju). Nie wiem, czy mieszkali Państwo w Polsce, w innym kraju europejskim, arabskim, czy jeszcze gdzieś indziej i nie wiem, czy znała Pani tego kolegę wcześniej. Ja takich sygnałów nie mam. Wychodzimy razem w grupie znajomych, mam przyjaciół (mężczyzn), których mój mąż akceptuje,. Wyjeżdżam na wyjazdy służbowe, gdzie de facto przebywam w gronie mężczyzn „poza kontrolą męża” i nie mam z tego powodu żadnych „awantur”.
Mąż też nie narzuca mi w co mam się ubrać, a jak idziemy razem na plaże, to nie każe mi zakładać burkini.
Cieszę się, że się Pani wypowiedziała przy okazji mojego wywiadu. Na pewno nie każda historia kończy się dobrze, ale i nie każda źle. Tu po prostu nie ma reguły.
Trudno jest ludziom podejmować decyzje na podstawie doświadczeń innych. Z jednej strony to nie dobrze, bo zwiększa się ryzyko „oparzenia”, ale z drugiej zmniejsza ryzyko, że niesłusznie się z czegoś zrezygnowało. Ja czerpię dużo z doświadczeń innych, jednak zawsze staram się podejmować suwerenne decyzje, zgodne z moim sumieniem i z instynktem samozachowawczym.
Pozdrawiam
E.

Anonimowy pisze...

Justyno, tak strasznie przykro sie o tym czyta. Czy myslisz, ze to wzgledy
natury kulturowej mialy wplyw na bestialstwo?
Aniu, dlaczego porownujesz sytuacje ekstremalne, prace w City z komfortowa sytuacja pani domu (zapewne ze sluzba)?
Kiedy na rok przestalam pracowac, zeby zajac sie malutka coreczka przekonalam sie, ze sluzebna rola kobiety bardzo mnie deprymuje.
Niestety nie udalo mi sie dostrzec ani milimetra zadowolenia z prasowania koszul,mopa w reku, mycia okien, zakupow itd. Wieczorami zazdroscilam mezowi calkowicie innego zmeczenia niz moje, braku dylematow domowych, a co bylo w tym najdziwniejsze, to to, ze moja nowa rola bardzo cieszyla mojego meza.
Sila ogromnej woli udalo mi sie szukac innych pomyslow na zycie, i wlasnie w tym czasie z malutkim dzieckiem
24H/24H otworzylam przewod doktorski ku nieskrywanemu niezadowoleniu mojego meza.
Po roku znalazlam sobie prace, nastapil powrot do dzielenia obowiazkow i wspolorganizacji.
Nie bylo latwo godzic zycie matki, zony, pracownika i studentki.
Udalo sie, dziecko bylo zadbane, kochane, ja sie obronilam po trzech latach, znalazlam nowa prace, kupilismy sliczne duze mieszkanie, zaproponowano mi etat samodzielnego pracownika naukowego w duzym koncernie technicznym, wiec nowa zmiana (na lepsze), ale dopiero po latch zdalam sobie sprawe, ze maz oczekiwal innego modelu rodzinnego, takiego jaki byl wpisany w jego tradycje rodzinna.
I na nic bylo, ze jestem szczesliwa, radosna, zorganizowana, kochajaca, spelniona, on czul, ze traci pozycje alfa-omegi, po co wspoldzialac kiedy latwiej by bylo przelac na zone nuzace obowiazki, a przede wszystkim utracil status jedynego zywiciela i lacznika ze swiatem zewnetrznym.
W innym poscie napisalam, ze nie bylo rowno-rowno i to pograzylo nasze malzenstwo. Dopoki gralismy jego zasadami bylo milo i niekonfliktowo, ale do zmiany zasad nie mogl sie dostosowac. Koncert na cztery rece przestal byc mozliwy, mozliwy mogl byc tylko fortepian i gdzies w dali dzwiek ukrytych skrzypiec.
Jak wygladoloby moje zycie dzisiaj, nawet nie chce o tym myslec, gdybysmy zyli w kraju rodzinnym mojego meza, a nie w jednym z najbogatszych w Europie Zachodniej.
Wy Panie, ciagle kontargumentujecie piszac, ze to nie ma nic wspolnego z kultura, bo i w Polsce.....
Ja sie pytam tylko, czy jest wsrod Was choc jedna, ktora nie zmienila caloksztaltu swojego myslenia i obyczajow wchodzac w zycie z muzulmaninem.
Tematow religijnych nie poruszam, religia i wiara sa dla mnie calkowitym tabu (a szczegolnie religia innych). Czy ktoras spelnia sie zawodowo, a maz nie traktuje tego jako fanaberii, ktora z Was kontynuuje zycie takie jak w kraju.
A malzonkowie? Czy ktorys przejsc musial jakis etap przystosowywania, czy to nie bylo konieczne, bo Panie odwalily te prace przystosowujac sie kompletnie.
Nie doczytujcie sie, prosze, tresci ironizujacych, czy krytykanckich. Ja naprawde jestem ciekawa czy tolerancyjnosc i przystosowanie sie jest mozliwe dla dwoch stron.
Majka

Anonimowy pisze...

No i powstała taka dyskusja, że pogubiłam wątki, do których chciałabym się odnieść.Spróbuję z pamięci poruszyć kilka kwestii na które zwróciłam uwagę.
Wracając na chwilę do osoby udzielającej wywiadu.
Moje subiektywne wrażenie jest takie, iż fascynacja islamem powstała na wskutek znajomości i "małżeństwa" z Saudyjczykiem. Gdyby na jego miejscu pojawił się buddysta, to odnoszę wrażenie, że E. zwróciła by się w tym kierunku. I z taką samą gorliwością przekonywałaby, że zamierza urodzić małych buddystów swojemu mężowi.
Fakt, że rodzina męża poprzez skype sprawia wrażenie miłej, akceptującej wybór syna także nic konkretnego nie oznacza. Dopiero wspólne życie, spotkania, rozmowy są podstawą do budowania jakiejkolwiek relacji.
Zadziwia mnie lekkość stwierdzenia dotyczącego wspólnego zamieszkania w którymś z muzułmańskich krajów. Można wyczuć fascynację... ale czy to wystarczy? Osoba,zwłaszcza wychowana w naszej kulturze, która nie spędziła więcej czasu w kraju muzułmańskim (poza wakacjami w Egipcie), powinna najpierw "sprawdzić empirycznie" na ile nowe życie zaakceptuje.
Nie odważyłabym się napisać, że zamieszkam w Argentynie bo tam musi być cudownie. Nie byłam, nie widziałam, a sama znajomość Argentyńczyków jest za małym powodem aby zachłysnąć się urokiem np Patagonii.
Decyzja o życiu w kraju muzułmańskim to czasem spory "szok kulturowy" dla Europejek.
Jednak aby zrozumieć słuszność swojego wyboru należy być TAM, a nie tutaj. Z perspektywy Polski wszystko może wydać się piękne, fascynujące.
Mimo mojego sceptycyzmu, życzę E aby życie nie napisało jej innego scenariusza. I mam nadzieję, że spotkamy się tutaj za np 5 lat i wtedy będziemy mogły pogratulować równie udanego związku jak w przypadku Umm Latify.

Gdzieś między słowami pojawił się też temat rzeka czyli kobieta pracująca i macierzyństwo:)
Wzajemne przepychanki, kto ma lepiej- my europejki czy muzułmanki. Najlepiej to ma kobieta, która jest kochana i ma męża z którym buduje relację partnerską :)
A na poważnie, któraś z osób napisała, że w Polsce jest np parcie na pracę, kobiety muszą wprost "tyrać", do tego prowadzić dom, opiekować się dziećmi etc. Czy taki model wpisał się w kanon rodziny? W mojej rodzinie kobiety zawsze zajmowały się domem, dziećmi. A na pracę decydowały się po odchowaniu dzieci do pewnego bezpiecznego wieku. Także moja mama wróciła do pracy jak mieliśmy z bratem po naście lat. I nie robiła tego kosztem domu. Czysto było, obiad był, rodzina zadowolona..a co najważniejsze mama była spełniona jako matka, "kura domowa" a zarazem " kobieta pracująca". W życiu trzeba umieć znaleźć równowagę we wszystkim.
A to, że ostatnimi czasy więcej kobiet godzi pewne obowiązki może mieć związek z czym innym. Niektóre kobiety z pełną świadomością podejmują decyzję o kształceniu, pracy aby mieć zabezpieczenie w przyszłości. Rozwód czy śmierć małżonka stawia kobiety w trudnej sytuacji, a jak są pociechy to trzeba je wykarmić.
Być może europejskie kobiety muszą brać więcej na swoje barki, bo w naszej kulturze "rodzina" funkcjonuje trochę inaczej niż w krajach muzułmańskich.

I nie krytykowałabym modelu życia np Saudyjek.Łatwo oceniać, że ich cel życia to siedzenie w domu i rodzenie dzieci.Może warto zrozumieć świat w którym żyją. Pewnie też mają swoje marzenia i ambicje ale nawet gdyby chciały podjąć pracę i pogodzić ją z prowadzeniem domu, to zapewne niewykonalne. Czy w AS rynek pracy jest otwarty na kobiety? Szczerze wątpię.
Nie możemy oceniać przez pryzmat naszego życia tego jak żyją Saudyjki, tudzież inne muzułmanki.
Bo ja zechcę to od jutra zacznę pracować jako "taksówkarz", bo w naszym kraju nie ma przeszkód.. jednak to nie czyni mnie lepszą od Saudyjek. One nie mogą podjąć pewnych wyborów, a kto wie. Może niektóre by chciały ale pogodziły się z formą własnego życia.
Nie jesteśmy ani lepsze ani gorsze, ani mądrzejsze ani głupsze.. po prostu dostosowujemy się do naszych własnych realiów życia.
Messua

Anonimowy pisze...

Majko, sa rozne przypadki dot. kobiet i macierzynstwa tak jak np. Messua pisze powyzej. Ja podalam przyklad z City gdyz jest jak najbardziej aktualny i z zycia wziety i.e. sa to moje wlasne doswiadczenia kiedy to dal dobra malzenstwa zgodzilam sie przekwalifikowac z wysokiej pozycji na trainee housewife ;) i dzieki Bogu odkrylam ze praca w domu mi akurat sprawia duzo przyjemnosci :) dlatego tez ja bardzo polecam ten system gdzie maz tyra a zona zajmuje sie domem ale rozumiem ze inne kobiety chca byc superwoman w domu i w pracy jednoczesnie, powodzenia :)) Dom ze sluzba bedzie jak sie pojawia dzieci insha'Allah. Tu dodam ze dzieki Bogu wychowalam sie w Polsce w domu ze sluzba wiec na mnie sluzba w domach Arabskich czy innych nie robi zadnego wrazenia. Trudno mi ocenic czy moj przypadek jest ekstremalny czy nie, moze jest wiecej kobiet ktore mysla podobnie jak ja.
Co do twojego pytania to zgadzam sie ze w zwiazku z saudyjczykiem to Europejki musza sie przystosowac w wiekszym stopniu do ich kultury. Moze nie musza zmieniac caloksztaltu myslenia ale duza czesc. Wynika to z wielu przyczyn kulturowych i innych o ktorych mozna by napisac prace  doktorska ale nie z faktu ze Saudyjczycy sa muzulmanami. Jak widac po przykladzie E. - ona ciagle pracuje zawodowo i jej maz nie ma nic przeciwko.... Szkoda ze twoj maz nie pochwalal twoich sukcesow i rozumiem ze bylo ci z tym zle, moze twoj maz mial jakis niedobry charakter allahu allam ale to raczej niezalezne od tego czy on muzulmanin czy buddysta czy inny.
A tak apropos, z doktoratem w krajach arabskich mialabys swietna pozycje i mozliwosci pracy! Nie wiem z jakiego kraju jest twoj maz ale gdybys mieszkala z nim w kraju arabskim moglabys sie zawodowo niezle rozwinac i mialabys tez czas zeby sie zajac domem tak samo jak teraz w Europie....Ania 

Sofija pisze...

Messua świetnie to wszystko ujełaś bardzo wartościowy komentarz :)

Anonimowy pisze...

Wywiad z E. dał nam ( czytelnikom tego bloga) możliwość poznania innych doświadczeń życiowych Polek w związkach z muzułmaninem. Doświadczenia Majki i Justyny ( trzymaj się dziewczyno!!) są bardzo smutne. Przypominając sobie drogi zyciowe moich koleżanek ze studiów ( 4 w nieudanych związkach z Arabem) mam wrażenie, że te złe doświadczenia są mimo wszystko dużo częstsze niż doświadczenia Mamy Latify, Ordoniji, Mamy Amara....
Z powyższych wpisów widać wyrażnie, że nie jest możliwe życie z muzułmaninem bez konwersji. Obawiam się, że życie w kraju, w którym prawo opiera na religii jest dla nas Polek bardzo trudne do zaakceptowania. Życzę E. wyboru odpowiedniego miejsca na ziemi do życia z Saudyjczykiem, bo chyba jednak AS odpadnie w "przedbiegach".:)
I jeszcze na koniec - dla mnie osobiście jednak życie w krajach arabskich ( a może i sma związek z muzulamniniem i konieczność zaakceptowania pewnych reguł) jest trochę cofnieciem się w tył. Z całym szacunkiem dla wyborów Autorki bloga i innych Polek będących w szczęśliwych związkach z muzułmaninem. Kultura europejska zdobyła dla kobiet wykształcenie, równouprawnienie niemałym kosztem ale nikt nie zaprzeczy, że ten proces ciągle idzie do przodu.W XIX w kobiety w Polsce też zajmowały się tylko domem. Przykład może banalny ale najsłynniejsza Polka, Maria Skłodowska Curie jeszcze sto lat temu z trudem zdobywała zaufanie szacownych naukowców ( mężczyzn !!!) i łokciami przecierała szlak dla współóczesnych kobiet mając przy tym dwójkę dzieci, które wychowała z pożytkiem dla nastepnych pokoleń. Arabki właśnie teraz chcą się uczyć i ile muszą pokonywać stereotypów.!!!! Ale muzułmanie bedą musieli to zaakceptować prędzej czy później. Z lektury m.in tego bloga widać, że proces "uzachodnienia" chociazby w AS jest nie do zatrzymania.

Ariadna

Anonimowy pisze...

Bardzo trafny komentarz Messuy i w zasadzie nie ma juz co dodawac, bo wszystko zostalo powiedziane. Nikt zapewne nikogo nie przekonal do swoich racji bo kazdy uczy sie na wlasnyh bledach. Ja jeszcze tylko krotko napisze do E. ze zycze Ci na prawde wszystkiego dobrego bo takie historie jak opisuja Majka i Justyna zdarzaja sie za czesto i moim zdaniem bardzo negatywnie zakrzywiaja obraz wszystkich muzulmanow. Ogolnie my, jako Polki jestemy na przegranej pozycji w porownaniu do takich np. Angielek. Nasz kraj jest nadal bardzo jednolity kulturowo i wiekszosc dziewczyn poprostu nie wie i nie potrafi zaakceptowac jak moze potoczyc sie jej zycie w zwiazku z muzulmaninem. Kobiety nakladaja zachowania muzulmanow na zachowania polskich mezczyzn i czesto sa zachwycone szarmanckoscia tych pierwszych, calkowicie zapominajac o drugiej stronie medalu, czyli calkowiecie odmienne priorytety zyiowe muzulmaninow. No a potem jest tragedia i zal. Nie da sie zyc z muzulmaninem prowadzac styl zycia typowo europejski i mieszkajac w kraju arabskim. Decydujac sie na zostanie w Europie szanse na przetrwanie takiego zwiazku sa duzo wieksze.

Natka

Anonimowy pisze...

Muszę przyznać ,że mi jest jako Polce zwyczajnie przykro,że tak wiele kobiet poznając mężczyznę porzuca wiarę swoją ,przodków. Odrzuca wielowiekowe tradycje, kulturę swojej ojczyzny.Jest to dla mnie całkowicie niezrozumiałe. Pozdrawiam serdecznie wszystkie Panie i życzę powodzenia! A

Anonimowy pisze...

Szanowna Anno
Myślę, że nie do końca zrozumiałaś moje intencje.
Nie zamierzam gloryfikować ani kobiet pracujących zawodowo, ani tych pracujących w domu Dla mnie to są wszystko indywidualne decyzje, których nie można generalizować w ocenie. I nie chodzi także o to aby kobiety były jak to nazwałaś "superwoman" w domu i pracy.
Wiesz, niektórych kobiet nie stać na taki luksus jak "siedzenie w domu" (nazwijmy to pracą w domu). Może to brzmi nieciekawie, ale tak bywa. Część kobiet po prostu MUSI podjąć pracę, mimo, że wolałyby zajmować się domem. Znam kilka takich przypadków i wiem, że nie są to łatwe decyzje.
Moja przyjaciółka nie miała wyjścia, dziecko półroczne pod opieką babć a ona musi pracować. Czemu? Bo trudno utrzymać rodzinę za 1200 zł. Praca nie jest wynikiem jej egoizmu, potrzeby samospełnienia, robienia kariery etc.
Łatwo jest polecać ten model życia "jestem housewife" lecz nie zawsze nasze realia pozwalają nam na taki luksus.
I być może są kobiety, matki, które patrzą z lekką zazdrością np na Umm Latifę. Ona może swój czas poświęcić na opiekę i wychowanie dzieci.
Czasem nasze wybory wcale nie są łatwiejsze od tych podejmowanych przez muzułmanki.
Europa czy Azja, islam czy chrześcijaństwo... to wszystko bez znaczenia bo niestety nie żyjemy w idealnym świecie.
Tym samym kończę moje wywody i dziękuję za miłą dyskusję. To miłe kiedy mimo różnić światopoglądowych ludzie jeszcze potrafią dyskutować.
Messua


PS Umm Latifo przez te twoje przepisy kulinarne przybędzie mi parę kilo, rób tak dalej a stwierdzę, że moją pasją jest jedzenie :)
Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Umm Latifa powtarzała w swoich postach, że policja religijna 'właściwie nic nie może'

proszę bardzo

http://www.tvn24.pl/-1,1697469,0,1,chlosta-dla-urologa-za--sam-na-sam--z-kobieta,wiadomosc.html

so sweet...

zuzamoll pisze...

Czytam i sie denerwuje...Ummo Latifo naprawde nie powinnas na kazde zarzut, krytyczny komentarz na blogu odpowiadac starym wyswiechtanym haslem, pt. w Polsce tez jest przemoc w rodzinie, w Polsce tez sa bite zony, wszyscy mamy takie same geny. Nie wiem, moze chcesz doprowadzic do tego, ze na blogu beda komentowac tylko ludzie, ktorzy nie maja zadnych krytycznych uwag i drazliwych pytan?
Oczywiscie uwazam, ze Marysia spokojnie zadala rzeczowe pytanie...nie wiem dlaczego rozpetal sie taka burza? ...podobno bloga komentuja glownie nie-muzulamnki, kobiety pracujace.....czy te wszystkie osoby marza o zyciu polegajacym na wychowyaniu dzieci i czekaniu na meza, zeby nas mogl wywiesc do supermarketu...bo samemu nie mozemy sie ruszyc ?...jesli tak, to one moga swoje zycie zmienic...obywatelka AS nie!
Ummo Latifo...wszyscy mamy oczywiscie takie same gen, ale wychowanie i srodowisko w ktorym sie wyrasta jest duzo wazniejsze...120-kilka lat zaborow w Polsce doprowadzilo do tego, ze nadal dzielimy Polske na czesc A i B - a minelo juz troche czasu od zaborow :)...ze ludzie z Poznania sa zwykle do przesady oszczedni a z Bialegostoku do przesady goscinni:)....choc mozna znalesc wyjatki.Na tej postaie smiem twierdzic, ze kilka tysiec lat isamu nie zostalo bez wplywu na to jak sie mysli i postepuje.

Niestety nadla tez uwazam, ze blog jest przeslodzony i "ma zamkniete oczy" na wazne i drazliwe kwestie...to pewnie dlatego, ze nie czytam ze zrozumieniem:)....cala reszta czyta dokladnie i nie ma zdnych pytan, watpliwosci...jest tylko i wylacznie zachwycona ! Gratulacje :)

zuzamoll pisze...

"Umm Latifa powtarzała w swoich postach, że policja religijna 'właściwie nic nie może"

..tak, w opowiadaniach Ummy Latify policja religijna to islamski odpowiednik sw.Mikolaja...panowie z broda, ktorych troche sie boimy, ale przecize sa niegrozni :)

Sofija pisze...

Zuzamoll nie sadze, ze blog jest przesłodzony to Twoja opinia nie wnikam ale jak cel ma nagonka w pewnym sensie na Umm Latife może to taki punkt widzenia bardziej konserwatywnej Polki...mój bynajmniej pogląd w komentarzach pokrywa sie z tokiem myslenia dwóch kobiet: Messua i Ordonija świetnie to ujęły powyżej.
A to że odpowiada starymi wg. Ciebie hasłami to naturalny odruch człowiek inteligentny nie pozwoli sobą zamiatać...

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

ZuzoMoll: Jeśli się masz denerwować, to lepiej nie czytać. Nie tylko ja biorę udział w dyskusji, i nie wpływam w żaden sposób na komentarze innych osób. To twój punkt widzenia, masz do niego prawo, tak samo jak ja do swego punktu widzenia. Odnośnie wypowiedzi Marysi, już się wypowiedziałam.
Pozdrawiam!

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

Odnośnie policji religijnej - wyjaśnię Paniom na łamach bloga.
Nadal obstaję przy jednym: nie wystarczy czytać, trzeba czytać ze zrozumieniem.

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

A co do przesłodzenia bloga, ciekawa jestem co przesładza - kultura, sztuka, historia, humanitarne, damsko-męskie? Bieda? Bezpieczeństwo? Edykacja? Dobroczynność? Etykieta? Medycyna i służba zdrowia? Saudyjki nieprzeciętne? Obyczaje? Pogoda? (polecam przejrzeć etykiety dalej) :) Zapewne jeśli koncentrowałabym się wyłącznie na sensacjach, jak lokalna i międzynarodowa prasa, było by w oczach Pań - "mniej słodko". Tylko tak się akurat składa, że życie w Arabii nie jest pasmem sensacji. Ale cóż... Toż niektóre osoby wszystko wiedzą lepiej. I nie jest to bynajmniej wyłączna narodowa cecha Polaków ;).

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

Messua, Ordonija, Natka - podpisuję się 2 rączkami!

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

@ Majka: Pani Majko, myślę, że są różne scenariusze - odnośnie kobiet, które spotykają muzułmaninów (pamiętajmy, że Arab nie równa się automatycznie muzułmanin, a muzułmanin nie równa się Arab ;). W wielu przypadkach poznanie muzułmanina skutkuje - poznaniem islamu, o którym przecież co tu się oszukiwać przeciętny Polak nic nie wie, poza tym, czym faszerują media ("islam=terroryzm" ;). Nie można wykluczyć tego, że na skutek poszerzania wiedzy o islamie, w paniach dokonuje się przemiana, inne wartości stają się ważne, zmienia się skala priorytetów. Chce pani oddzielić religię od życia - ale dla kobiet, które przyjęły islam to niemożliwe. Ba, nie dla każdej kobiety kariera jest priorytetem, a może - coś już tam w życiu osiągnęły, i chcą czegoś innego. O co mi chodzi, chodzi mi o to, że cały czas w dyskusji - to jest moje wrażenie - deprecjonuje się WYBORY kobiet. Nie odnoszę wrażenia, by kobiety (tu padł zarzut pod kątem muzułmanek ogólnie, wg mnie niesłuszny), które zostają w domach, fizycznie w nich pracują plus karmią, zmieniają pieluchy i wychowują dzieci ;0 umniejszały wyborom tych Pań, które decydują się na robienie kariery, doktoratów. Dla mnie ewidentnym jest że różnimy się - poziomem inteligencji, ambicji, oczekiwań życiowych, inne mamy priorytety. I proszę mi wierzyć, ja gdzieś tam byłam :-), niedługo stuknie mi 40tka, a przed wyjazdem do Arabii pracowałam, pracowałam i pracowałam ;)...

Co do związków z muzułmanami ;) -
Warto też podkreślić, że są muzułmanie "europejscy", muzułmanie - Polacy :) wychowani w Polsce i w polskiej kulturze, są Polacy, którzy przyjmują islam. I zawierają małżeństwa. Osobiście znam polskie małżeństwo konwertytów muzułmanów ;) - oboje zmienili swoje życie - i wiodą je wg islamu, z zachowaniem takim podziału ról i obowiązków, jakie sobie sami określili przed zawarciem małżeństwa. Znam małżeństwa muzułmanów w Polsce, w których kobiety muszą (a nie chcą) pracować, a wolałyby zostać w domu i złożyć na barki małżonków utrzymanie rodziny. Znam też takie, które chcą pracować i pracują. Znałam też małżeństwo muzułmanina z chrześcijanką, wiedli (niestety on odszedł niespodziewanie z tego świata) życie w Polsce , i jemu nie przeszkadzało, że żona pracuje, że biega po urzędach – toż nie znał biedak polskiego. Ba, gdyby nie praca żony, byłoby kiepsko - przez dłuższy czas zmagał się z trudnymi realiami życia „ekspata” w RP – pozostając na utrzymaniu żony, co zapewne nie było łatwe dla niego, wywodzącego się z kultury w której obowiązkiem mężczyzny jest utrzymanie rodziny. Ale podołali, bo chcieli – razem. Nie widać było po nich by w związkach były jakiekolwiek tarcia - ot dobrali się, spokojnie żyli. (cdn)

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

Podsumowując: błędne jest generalizowanie, każda sytuacja jest inna, ludzie (kobiety ;) się między sobą różnią.
Szczerze podziwiam wszelkie ambitne mamy – Pani Majko, robienie doktoratu z dzieckiem, to jest wyczyn ogromny, gratuluję z całego serca! Ja bym nie potrafiła, nie podołała, mam małą trójkę – tak w krótkim odstępie czasu – tak się złożyło niezależnie od naszych planów ;), i prawda jest taka - że nie mogę poszczycić się wysokim poziomem inteligencji czy/ani ambicji :). Ja postanowiłam sobie za cel - wykarmić każde z dzieci piersią jak najdłużej ;), dla ich dobra... Z małą Hanką jeszcze mamy do przejścia 1 rok... A i realia życia wymuszają inne wybory. Mój mąż np. mówi, że gdyby nie miał rodziny - to by tak ciężko nie pracował :), a ja gdybym nie miała rodziny (dzieci) lub nie starczało na życie z 1 pensji męża - to bym zapewne ciężko pracowała (na ile siebie znam ;).

I zaznaczyć chciałam, ku jasności: nie wynoszę ani nigdy nie miałam zamiaru wynoszenia jednej drogi życiowej nad drugą, deprecjonowania wyborów: dom, czy dom i praca, czy tylko praca, kariera. Jesteśmy inne, co innego nas uszcześliwia, zadawala, mamy inne priorytety, nie zostałyśmy obdarzone takim samym poziomem inteligencji, sił, smaku, gustu… znajdujemy się w różnych sytuacjach, okolicznościach. CHCEMY i dokonujemy wybrórów. MUSIMY dokonywać wyborów - nie zawsze takich o jakich byśmy marzyły - bo właśnie realia (szerokorozumiane, nie tylko o aspekt geograficzny mi chodzi), bo może różne definiowanie kwestii odpowiedzialności? Tak myślę na głos... To, co wydaje mi się istotne, to aby tych wyborów nie umniejszać; ważne by - nie posiadając wiedzy o drugim człowieku, nie oceniać i nawzajem się szanować i... dobrze sobie życzyć!

Anonimowy pisze...

TERAZ JA!
Jestem muzułmaninem od roku (niecałego) wypowiedzenie szahady było moim wyborem. Jestem żonaty, ślub był katolicki wiele lat temu, mój syn też był ochrzczony wiele lat temu, w tym roku ma komunie, w której zamierzam uczestniczyć. Żona jest chrześcijanką.
Teraz o sobie byłem złym człowiekiem dużo piłem, były inne kobiety w moim małżeńskim życiu itp. Od kiedy przyjąłem Islam wiele się zmieniło, piję znacznie mniej (uwielbiam piwo i nie potrafię go sobie odmówić, choć wiem że to grzech - nikt nie jest doskonały) i nie szukam przygód. Nie zmuszam mojej żony do zmiany religii, w przypadku mojego syna też będzie to jego wybór, żyję w tym kraju i przestrzegam reguł jakie tu obowiązują, gdybym mieszkał w innym kraju też bym ich przestrzegał. Staram się być dobrym muzułmaninem choć nie zawsze to wychodzi. Co do pozycji kobiet w Islamie, te negatywne stereotypy, które powiele wiele osób wynika raczej ze względów kulturowych, niezromumiałych dla ludzi wychowanych w cywilizacji zachodu, gdyby mieszkali i wychowali się tam to zachownie ludzi z Europy było by nieakceptowalne. Na tym polega problem, podziwiam kobiety, które wyprowadzają się z Polski i mieszkają w krajach arabskich, muszą wiele poświęcić, ale jednocześnie wiele zyskują - o ile ich mężowie są normalni. Działa to też w drugą stronę, podziwim muzułmanów, którzy decydują się żyć w Polsce - to bardzo trudne (patrz Ja). Znacznie łatwiej przychodzi to polskim tatarom, ale oni musieli szukać kompromisu przez kilka stuleci i ja też się tak staram żyć. Nie jestem doskonały, pewnie popełniam wiele błędów, ale liczę, że Bóg mi to wybaczy, nie są zamierzone! Dobra bo zaczynam przynudzać, Ummo Latifo (tak się to chyba odmienia) świetny blog. Czytam codziennie, Muzułmanka też. Szkoda że nie ma takiego dla mężczyzn :-(. Walczę ze swoimi słabościami codziennie, moja katolicka żona twierdzi, że zmieniłem sie na plus, choć już niewiele brakowało, żeby Nas nie było, ale jeszcze wiele pracy mnie czeka. Islam to w dalszym ciągu wiele tajemnic dla mnie, ale staram sie jak mogę.
Radek

Anonimowy pisze...

Zuzamol, poczułam się wywołana do tablicy.

Nie marzę o życiu „polegajacym na wychowyaniu dzieci i czekaniu na meza, zeby nas mogl wywiesc do supermarketu”. Wychowywałam dzieci i sama wiem, jak w domu było mi za ciasno. Ale też pamiętam doskonale, że gdy po odchowaniu dzieci poszłam do pracy, nieraz zatęskniłam za tym „siedzeniem” w domu.
Chciałam pracować, zawsze byłam bardzo aktywna. Dodatkową moją frustrację potęgował fakt, że w tamtych czasach (do połowy lat 90.) kobieta niepracująca w moim środowisku to był leń i obibok. Pamiętam długie przemowy moich koleżanek ze studiów, jak to ja tracę czas, podczas gdy one robią karierę. Miłe to nie było, a z perspektywy czasu widzę, że również bardzo krótkowzroczne. Kto wie, czy i ja nie uległabym presji środowiska. Na szczęście zawód męża (inżynier-naftowy) wykluczał taką możliwość.

Niestety, rzeczywistość większości Polek matek-pracujących jest taka jaka jest. Praca (czasami bardzo odpowiedzialna, a przynajmniej absorbująca, czasami na zmiany), zakupy, sprzątanie, gotowanie, dzieci i gdzieś na szarym końcu mąż. Dla siebie zwykle brakuje czasu. Dlatego też mamy coraz mniej dzieci, większa gromadka jest trudna do ogarnięcia. I to też ze szkodą dla rodziny.

My nie mamy sprzątaczek i niań, choćby na dochodne. Statystyczna Polka sama musi się z tym uporać, jeżeli nie chce sprowadzić babć czy dziadków do roli pomocy domowej.

Myślisz, że wszystkim kobietom to odpowiada? Że takie życie w biegu jest ideałem większości kobiet? A, co jeżeli nie?

„jesli tak, to one moga swoje zycie zmienic”

Tak, dzisiaj oświadczam rodzinie, że przestaję prać, gotować i sprzątać. Szefowi oświadczam, że praca mnie nudzi i chciałabym robić, coś zupełnie innego. Męża porzucam, bo jest leń i …(dowolne wstaw)…. Bankowi od kredytu każę się całować i pisać na Berdyczów.
Zaczynam całkiem nowe Życie!!!

W Polsce spora część kobiet wybór ma niewielki lub żaden – powielają schematy życiowe swoich matek lub wchodzą inny układ, który też nie do końca im odpowiada. Często nawet się nad tym nie zastanawiają.
Dokładnie tak jak w Arabii.

Może pozwólmy Saudyjkom zmieniać Arabię według własnych upodobań i w odpowiadającym im tempie. Swoją wolność muszą wywalczyć sobie same, w zakresie jaki będzie im odpowiadał. Owszem, wspierać, jeżeli o wsparcie poproszą, ale nie narzucać im tego, co naszym zdaniem byłoby dla nich dobre.
Zresztą Arabia już się zmienia, bardzo szybko, sama to widzę.

Anonimowy pisze...

Ta powyżej to ja.

Pozdrawiam
Jola :-)

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

Radku, witaj! Nareszcie mężczyzna!

UMM LATIFA (in Saudi Kingdom) pisze...

@ Jola: Absolutnie tak. Dziękuję!

Anonimowy pisze...

Panie Radku, z całą życzliwością, ale odniosę się jednak do tej kwestii piwa.
1. Bóg nie ustanawia dla nas praw i nakazów, których nie bylibyśmy w stanie spełnić!
2. Bóg stwierdza wyraźnie - chcę dla was rzeczy dobrych, a nie chcę złych.
3. Rozumiem z Pana wypowiedzi, że alkohol stanowił problem w Pana życiu i pańskiej rodziny.
Sądzi Pan zatem, że ograniczenie się do jednego trunku alkoholowego, rozwiąże ten problem? Dodatkowo sam Pan mówi rzecz niebezpieczną - uwielbiam piwo, nie potrafię z niego zrezygnować i kwituje Pan to lekkim stwierdzeniem - nikt nie jest doskonały.
Wybrał Pan islam, w którym kwestia podporządkowania się woli Boga nie jest postawiona wariantowo. Wiara, tak islam, jak i chrześcijaństwo wpływa na kształtowanie naszych postaw i wzmacnia pracę nad własnym charakterem, słabościami. Czy wyobraża sobie Pan przeprowadzenie postu w miesiącu Ramadan - cały sierpień, dni długie i gorące, a tu nie tylko brak piwa ale i jakiegokolwiek innego napitku - i to przy nastawieniu, że nie jestem doskonały??
Przepraszam, że odnoszę się w ogóle do prywatnych Pana spraw, ale je Pan nam tu otwarcie przekazał, a nie półgębkiem wyszeptał, więc, mam nadzieję, że moja reakcja Pana nie obrazi. Proszę nie traktować mojej wypowiedzi jako oceny Pana postawy, ale raczej jako mały impuls do naturalnej pracy myślowej nad samymi sobą, która chyba wszystcy wykonujemy.
Pozdrawiam Pana, też się cieszę z głosu męskiego - oby częsciej! Chłopaki do klawiatur!
Ordonija

Anonimowy pisze...

No niestety pan Radek jakis taki dla mnie niewiarygodny, a juz z cala pewnoscia w krajach Zatoki.
Bo ten jego islam ujdzie w krajach srodziemnomorskich, w takim Marocco
piwoszow od groma, bylam, widzialam i nawet sie nie dziwilam, bo licznosc przewazyla.
Ale moze wlasnie ten islam przewazy? Alkoholikow, ani pijakow nie cierpie, pijacy piwo specjalnie mnie nie obruszaja.
W Kazachstanie i Uzbekistanie widzialam na wlasne oczy panow popijajacych sfermentowany kumys (15%), a bron Boze nie pijacych piwa.

Anonimowy pisze...

Cóż nie mieszkam w krajach zatoki ani Magrebu, a piwo lubie nie ze względu na jego uboczne skutki :-/ tylko na smak. Nauczył mnie pić piwo stary lekarz, kiedy w dzieciństwie chorowałem na nerki i tak zostało. Inne alkohole zostały całkowicie odstawione. Nie pijam piwa codziennie, już nie musze :-), ale w dalszym ciągu je lubie, nie upijam się, uprawiam sport. Wiem, że to grzech, ale to jest moja słabość. Pewnie jedna z wielu ale mnie najbardziej boli. Jeżeli chodzi o Ramanadan to wtedy nie tykam niczego tak to sobie ustaliłem i basta od wschodu do zachodu słońca nie tykam nawet papierosów a piwa wogóle. Nawt lepiej sie czuje po tym miesiącu (fizycznie). A czy taki Islam ujdzie w Europie? Pewnie nie ujdzie nigdzie i to niezlaeżnie jak się to tłumaczy (liberalizm itd) cały czas jest grzechem, i zdaję sobie z tego sprawę! Europejske podejście do piwa jako napoju chłodzącego to moje tłumaczenie (idiotyczne wiem, ale jakoś sobie to muszę wytłumaczyć, łatwiej żyć). Patrząc na rzeczy haram to w Europie nie da się żyć (znaczy muzułmanin nie da rady, grzechy i pokusy na każdym kroku) Mówisz o warunkowym podejściu do religii, pewnie tak jest, na tym własnie polega różnica pomiedzy tymi wychowanymi i mieszkającymi w Europie i części Azji muzułmanami a tymi z krajów zatoki. Wiem, że wielu konwertytów stara się być "bardziej święta od papieża" wiem, że dal wielu muzułmanów nie do przyjęcia jest to, że mój syn idzie w tym roku do komunii, ale ja zostawiam mu wybór, o mojej religi wie na tyle dużo, że siostra zakonna jest zaszkowana jego wypowiedziami (nawet jeżeli są niezgodne z tym w co ona wierzy też liberałka ;-) pewnie inna wygnałaby go z klasy) i wiem, że przyjdzie taki moment w którym zdecyduje się na moją drogę. Staram się to dla mnie i dla Boga jest chyba najważniejsze.
Radek

Anonimowy pisze...

Salam alikum. Panie Radku gratulacje z powodu przyjecia islamu! Bardzo to mile i ciekawe jak Pan sie zetknal z islamem w Polsce! Wszystkiego najlepszego insha'Allah!. Ania

Anonimowy pisze...

Pewnie tak jak większość ludzi w Polsce. Wyjechałem na wakacje do Egiptu i tak się zaczęło. Potem tylko książki i internet, niestety nie mam osobistego kontaktu z muzułmanami, za wyjątkiem przepysznego jedzenia w jednej z knajpek, choć baraniny z Hurgady nie zapomnę do końca życia. Właściciele to Kurd i Syryjczyk, bardzo otwarci ludzie, ale bardziej w kierunku imprezowania:-). A ja uczę się, uczę i uczę, pewnie często błądze, ale na pewno nie jest to celowe działanie.
Radek

rudzin pisze...

Wow...wątek "rozciągnął" się na 185 komentów, czas więc na moje 3 grosze. Przewijają się tu apele o to, żeby nie wrzucać wszystkich do jednego worka. Takich jak to, że nie każdy Arab to muzułmanin, nie każdy muzułmanin to Arab itp. To są sprawy oczywiste, nie podlegające żadnej dyskusji. Ludzie są różni! Ale! Jeżeli byłoby możliwe określenie statystyczne ilu Arabów to muzułmanie? Statystyczne określenie ile aktów terrorystycznych z ogólnej liczby spowodowali ludzie z kręgów islamu? Statystyczne określenie ile muzułmanek doświadcza łamania praw człowieka a porównaniu z chrześcijankami? Itp. itd. Czy dalej się dziwicie pojawiającym się stereotypom?

"Nie wierz w czyjeś zdanie, ani go nie przyjmuj, dopóki nie przekonasz się, że jest w pełni słuszne. Postępując inaczej wyrządzasz sobie krzywdę i daleki będziesz od poznania prawdy. Traktuj ludzi z czystym sercem, bez uprzedzeń, jak ktoś, kto chce zrozumieć i słuchać, by powiększyć swoją wiedzę, i przyjąć jeśli jest słuszna, a odrzucić, jeśli jest błędna". Ibn Hazm